Dlaczego właśnie Collegium Witkowskiego?
6 września na Collegium Witkowskiego w Krakowie pojawiła się nietypowa tablica. Zamiast nazwy patrona budynku znalazło się na niej nazwisko Marii Skłodowskiej. Praca była częścią artystycznej akcji Iwony Demko, przygotowanej na zaproszenie feministycznej działaczki i filozofki Sławomiry Walczewskiej. Budynek nosi imię Augusta Witkowskiego, fizyka, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i jednego z ważnych przedstawicieli krakowskiego środowiska naukowego przełomu XIX i XX wieku. To właśnie z jego nazwiskiem wiąże się przypominana historia. Maria Skłodowska po studiach w Paryżu miała rozważać możliwość dalszej pracy naukowej w Krakowie. Ostatecznie jej plan się nie powiódł. W tamtym czasie kobiety nie miały na Uniwersytecie Jagiellońskim takich samych praw do studiowania i pracy naukowej jak mężczyźni. Odmowa nie wynikała wyłącznie z osobistej decyzji Witkowskiego. Kobiety nie miały wówczas normalnego dostępu do uniwersyteckiej edukacji. Istniały wprawdzie przepisy pozwalające w wyjątkowych przypadkach na przyjęcie kobiety, ale nie było jasnych kryteriów określających, czym taki wyjątek miałby być. W tym właśnie miejscu pojawia się pytanie o odpowiedzialność jednostki i ograniczenia systemu. Witkowski działał w ramach obowiązujących reguł, ale mógł potraktować Skłodowską jako przypadek wyjątkowy. Tym bardziej że jej osiągnięcia były już znane. Kilka miesięcy przed przyjazdem Skłodowskiej do Krakowa lokalna prasa informowała o jej sukcesie na Sorbonie.
W krakowskim "Czasie" pojawił się artykuł o tym, że nijaka panna Maria Skłodowska z niesamowitym sukcesem ukończyła studia na Sorbonie – mówi Iwona Demko.
W artykule "Czasu" pisano, że spośród 66 osób przystępujących do końcowego egzaminu na Wydziale Fizyki zdało go 19, a Maria Skłodowska znalazła się na pierwszym miejscu. Nie była więc anonimową kandydatką, której kompetencji nikt nie znał. Przyjeżdżała jako znakomicie wykształcona młoda uczona, która chciała pracować w Krakowie, blisko rodziny i znajomego środowiska, a także korzystać z możliwości, jakie dawały krakowskie laboratoria. Według relacji Skłodowska wyjeżdżała z Krakowa z płaczem. Ten epizod zachował się również w relacjach związanych z krakowskim środowiskiem naukowym, m.in. w zapiskach Odona Bujwida.
Kobiety pojawiły się na UJ później niż Skłodowska
Przez setki lat kobiety były wykluczone z uniwersytetów. W praktyce oznaczało to nie tylko brak możliwości zdawania egzaminów czy zdobywania akademickich stopni. Ograniczony był również dostęp do bibliotek, książek i środowisk, w których powstawała ówczesna wiedza. Skłodowska musiała swoją drogę naukową budować w warunkach, które dla mężczyzn jej epoki wyglądały zupełnie inaczej. Kiedy ostatecznie wyjechała do Francji, zdobyła wykształcenie na najwyższym poziomie. W Paryżu rozpoczęła drogę, która doprowadziła ją do dwóch Nagród Nobla i miejsca w historii światowej nauki.
Kiedy Maria Skłodowska wyjeżdżała z Krakowa w 1894 roku, na Uniwersytecie Jagiellońskim kobiety nie mogły studiować na takich samych zasadach jak mężczyźni. Już w następnym roku akademickim pojawiły się jednak pierwsze kobiety dopuszczone do zajęć w charakterze słuchaczek. Nie były jeszcze pełnoprawnymi studentkami i nie mogły zdawać egzaminów. Ich obecność była jednak początkiem procesu, który doprowadził do otwarcia uniwersyteckiej edukacji dla kobiet.
Kazimiera Bujwidowa była jedną z inicjatorek akcji pisania podań do rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego z wnioskiem o przyjęcie na studia kilkudziesięciu kobiet – mówi Sławomira Walczewska.
Uniwersytet Jagielloński z czasem nawiązywał kontakty z Marią Skłodowską-Curie. Uczona wspierała związane z krakowską fizyką wyjazdy badawcze do Paryża i przekazywała cenne odczynniki do laboratoriów. W późniejszych latach otrzymała również doktorat honoris causa UJ, choć inicjatywa wyszła ze strony filozofów i lekarzy, a nie środowiska fizyków.