Sygnały, których nie wolno lekceważyć
Młody mężczyzna miał zaczaić się na swoją byłą partnerkę po pracy i zadać jej liczne rany kłute. Mimo podjętej akcji ratunkowej dziewczyna zmarła. Później odnaleziono ciało sprawcy, który najprawdopodobniej odebrał sobie życie. – "To jest absolutnie klasyczny przypadek kobietobójstwa, zabójstwa partnerskiego" – podkreśla dr hab. Magdalena Grzyb. Dodatkowym elementem jest samobójstwo sprawcy po dokonaniu zabójstwa. W literaturze i praktyce funkcjonują różne określenia takich zdarzeń: "samobójstwo pozabójcze" czy "zabójstwo suicydalne". Niezależnie od nazewnictwa mamy do czynienia z odrębnymi czynami – odebraniem życia ofierze i następnie sobie.
Analiza kryminalnych przypadków pokazuje pewien schemat zachowań i postępowań ze strony sprawców. Moment rozstania, kiedy sprawca nie chce się pogodzić z tym, że partnerka nie chce z nim być, zaczyna wywierać presję, czyli nęka i dręczy, nie daje jej spokoju, chce, by zmieniła zdanie – dodaje.
W skrajnych sytuacjach pojawia się przekonanie, że "jeśli nie będzie ze mną, nie będzie z nikim". To właśnie dlatego specjaliści posługują się pojęciem przemocy poseparacyjnej. Może ona trwać tygodnie, miesiące, a nawet lata. W zdecydowanej większości przypadków sprawcami są mężczyźni, a ofiarami kobiety. Tragedia z Mszany Dolnej jest wyjątkowo bolesna ze względu na wiek, ale sam mechanizm nie jest niestety wyjątkowy. Podobne zbrodnie rzadko pojawiają się całkowicie bez zapowiedzi. Mogą pojawiać się konkretne sygnały alarmowe takie jak kierowanie gróźb pod adresem byłej partnerki, uporczywe nękanie, stalking, wzbudzanie realnego strachu u ofiary czy obsesyjne zachowania po rozstaniu.
Jeśli sprawca kieruje groźby do ofiary, to nie powinno być absolutnie lekceważone, ponieważ takie groźby mogą się zmaterializować – mówi.
Równie ważne jest zwrócenie uwagi na samego sprawcę lub potencjalnego sprawcę. Chodzi nie tylko o kontrolę jego zachowań, lecz także o uświadamianie konsekwencji prawnych i społecznych przekraczania granic.
Dlaczego sprawcy odbierają sobie życie?
Kwestii samobójstw po dokonaniu zabójstwa nie interpretuje się jako aktu skruchy czy wymierzenia sobie kary. Część sprawców nie wyobraża sobie funkcjonowania bez partnerki. W innych przypadkach pojawia się świadomość nieuchronnej odpowiedzialności karnej i przekonanie, że życie po popełnieniu zbrodni nie ma już sensu. Sama perspektywa surowej kary nie zawsze działa odstraszająco. Czasami może wręcz współistnieć z decyzją o samobójstwie.
Tragedia z Mszany Dolnej nosi cechy działania z premedytacją. Sprawca miał czekać na swoją ofiarę i zaatakować ją z zaskoczenia. Badania nad kobietobójstwami opisują proces stopniowego narastania napięcia u sprawców. Odrzucenie, obsesyjne myśli, poczucie utraty kontroli i niemożność pogodzenia się z decyzją partnerki tworzą mechanizm prowadzący do eskalacji przemocy. Co szczególnie niepokojące, wielu sprawców zabójstw kobiet nie wykazuje później autentycznego poczucia winy. Często przyznają się do czynu, ale nie wyrażają żalu albo przerzucają odpowiedzialność na ofiarę. To zjawisko jest dobrze znane zarówno kryminologom, jak i praktykom wymiaru sprawiedliwości.
Jak często dochodzi do kobietobójstwa?
Według danych przywołanych przez dr hab. Magdalenę Grzyb każdego roku ofiarami dokonanych zabójstw pada w Polsce około 80-100 kobiet, czyli około dwóch kobiet tygodniowo. Wiele zależy od przyjętej definicji kobietobójstwa. Jej zdaniem dla celów badawczych warto traktować to pojęcie szeroko i uwzględniać sytuacje, w których płeć ofiary odgrywała istotną rolę w wyborze celu ataku. Przykładem mogą być nie tylko zabójstwa partnerskie, lecz także niektóre zabójstwa rabunkowe, gdy sprawca wybiera starszą kobietę jako osobę postrzeganą jako łatwiejszą do zaatakowania.