Czy to prawda, że jest pan członkiem nowego stowarzyszenia Rozwój Plus? Stowarzyszenia, które założył był premier Mateusz Morawiecki?
- To prawda. Stowarzyszenie jest w rejestracji. Uczestnictwo w nim nastąpi, gdy rejestracja się odbędzie, ale brałem udział w spotkaniu, na którym plan działania stowarzyszenia i jego pomysły na przyszłość były omawiane. To prawda.
Mateusz Morawiecki mówił w Wirtualnej Polsce, że to jest stowarzyszenie dla ludzi, którzy „wyrażają potrzebę, żeby stworzyć coś ponadpartyjnego. Ci ludzie mówią, że w obecnym kształcie PiS coś im niestety nie pasuje”. Co panu nie pasuje w Prawie i Sprawiedliwości?
- To złe określenie, że nie pasuje. Tak się ostatnio dzieje, że trwa dyskusja o strategii działania PiS w perspektywie wyborów za 1,5 roku. Część naszych liderów, część kierownictwa uważa, że teraz najważniejszym krokiem jest pozyskiwanie wyborców, którzy odeszli bardziej na prawo – do Konfederacji i formacji Brauna. Są tacy, którzy uważają, że trzeba szukać wyborców bardziej centrowych. Do tych należy Mateusz Morawiecki. Mnie się wydaje, że potrzebne są oba skrzydła naszej formacji. To skierowanie ku centrum było słabsze. Trzeba ich wesprzeć. W kierownictwie partii przewagę mają zwolennicy pójścia na prawo. Ja zawsze byłem zaliczany do „jastrzębi”, ale trzeba pamiętać o wyborcach, dla których najważniejszy jest dobry i sprawny rząd, a także działania na rzecz rozwoju Polski.
Czy to prawda, że prezes Jarosław Kaczyński postawił ultimatum, że kto wstąpi do tego stowarzyszenia, ten nie ma co liczyć na miejsce na listach w nadchodzących wyborach? Takie informacje się pojawiły.
- Z tego co wiem, to jest zmyślona informacja. Nic takiego prezes nie powiedział.
Ale jednak partia zareagowała dosyć nerwowo wczoraj. Rzecznik Bochenek wydał oświadczenie, w którym napisał, że stowarzyszenie tworzone w takiej formule z całą pewnością byłoby szkodliwe dla całego środowiska, prowadząc do jego dezintegracji. O dezintegracji mówił też w Polsacie Mariusz Błaszczak. Przemysław Czarnek napisał na X, że „kto chce szukać wrogów na prawicy, kto chce nas dzielić, kto stawia swój interes ponad dobro Polski, ten mojego wsparcia, mojej aprobaty nie znajdzie i usłyszy, że to zdrada”. Czy pan się czuje zdrajcą?
- Nie czuję się. Ubolewam, że koledzy nerwowo reagują na powstanie tego stowarzyszenia. Partii potrzebne są oba skrzydła – to, które będzie zabiegać o wyborców Konfederacji i to, które będzie szukać wyborców w centrum. Trzeba to zrównoważyć, nie obrażać się na rzeczywistość i nastroje.
Skoro pana partyjni koledzy o tym mówią, to ja też zapytam. Czy Prawo i Sprawiedliwość dąży do dezintegracji, czyli do rozpadu po prostu? Czy jest pan rozłamowcem?
- Nie. Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza opuszczać PiS, ani doprowadzać do frondy. To gra na dwóch fortepianach, to wzmacnianie tego drugiego fortepianu. Musimy zabiegać o poparcie społeczne.
Czy podziela pan opinię Jarosława Kaczyńskiego, że społeczeństwo węgierskie jest chore, skoro dało w wyborach wygraną Peterowi Magyarowi, a nie Viktorowi Orbanowi?
- Nie. Ja bym nie użył tak mocnych słów. Faktycznie skala porażki Orbana zaskoczyła chyba wszystkich, nie tylko jego. Tak się dzieje. Po 16 latach sprawowania władzy przez jedną partię i ludzi z jednego ośrodka czasem następuje pragnienie zmian. To się wydarzyło.
W związku z tą zmianą Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski powinni pan zdaniem wrócić do Polski, czy powinni szukać azylu w innym kraju?
- Nie mam pojęcia, co zrobią. Pewnie dalej będą gdzieś poza Polską szukać swojego miejsca. Radość PO i pana Tuska w związku z wygraną Magyara i TISZY jest przedwczesna. Oni już zapowiedzieli, że w sprawach, w których PO krytykowała Orbana i Fidesz, wygrani mówią to samo. Oni nie wpuszczą migrantów, nie poprą wejścia Ukrainy do UE.
Przynajmniej może nie będą donosić Putinowi, co się dzieje na spotkaniach Unii...
- Ale nie przestaną zaopatrywać się w gaz i ropę w Rosji. Będzie w trudnej sytuacji Tusk, który się ucieszył z wygranej Magyara. Wcale nie jest tak dobrze, jak im się zdaje.
Wracając do tych wyborów na Węgrzech i wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego... Nie mogę tego nie przytoczyć. Jarosław Kaczyński publicznie do kamer powtarzał oczywiste kłamstwo o tym, że Peter Magyar upiekł w mikrofalówce szczeniaka.
- Nie lubię słowa fake news, bo to po prostu kłamstwo i medialne oszustwo. Coś takiego pojawiło się na Węgrzech.
Ale w tych reżimowych mediach węgierskich, orbanowskich. Oni to powtarzali przed wyborami.
- Tak. To dotarło jakoś do Polski. Prezes został wprowadzony w błąd przez jakiegoś swojego współpracownika, że można tej wiadomości zaufać. To było coś mało prawdopodobnego.
Pamięta pan konferencję CPAC w Jasionce koło Rzeszowa przed wyborami prezydenckimi? Tam główną gwiazdą była ówczesna sekretarz bezpieczeństwa Stanów Kirsti Noem, która popierała Karola Nawrockiego, ściskała się z nim i tak dalej. W swojej autobiografii napisała, że zastrzeliła swojego psa, bo jej przeszkadzał w polowaniu i chwaliła się tym, że jest zdolna do wszystkich rzeczy, nawet takich brudnych i niewygodnych, jeśli one są, jak to mówiła, konieczne. To tam nie przeszkadzało państwu, a tu przeszkadza?
- Nie słyszałem o tym, o czym pan mówi.
To głośna sprawa w Ameryce była.
- Jak faktycznie coś takiego napisała, na pewno nie zyska mojej sympatii.
Skoro już o Stanach wspomnieliśmy, nie sądzi pan, że najwyższy czas, żeby Prawo i Sprawiedliwość czy szerzej polska prawica przyznała się do błędu i przestała bezrefleksyjnie popierać Donalda Trumpa, niezależnie od tego, jak bardzo Trump traci kontakt z rzeczywistością, jak wielkie brednie opowiada?
- To nie jest tak, że bezrefleksyjnie popieraliśmy Donalda Trumpa. Jego działania wydawały się i wydają bardzo sensowne. Przynajmniej niektóre. To specyficzna postać w specyficznej polityce amerykańskiej. Takie różne dziwactwa, bulwersujące wypowiedzi to też specyfika amerykańska.
Nie jest specyfiką amerykańską, przynajmniej do tej pory nie było, publikowanie grafik siebie jako Chrystusa, prawda?
- Tak. Pamiętajmy, że Trump nie jest katolikiem. Protestanci mają nieco inny stosunek do Ojca Świętego niż my. Oczywiście jednak nie budzi to sympatii, ani radości.
Z punktu widzenia chrześcijan, nie tylko katolików jest to, jak sądzę, bluźnierstwo?
- Tak. No tak.
Swoją drogą, wczoraj Trump opublikował kolejną grafikę, na której Chrystus go obejmuje podczas przemówienia i podpisał, że Bóg gra kartą Trumpa. Co pan na to?
- Tak sobie to Trump przedstawia, podobnie część jego zwolenników. On tu przekracza pewną granicę dobrego smaku i politycznej ostrożności, żeby nie popadać w dziwactwa. Niestety on to czasami robi.