Mamy tu swoje plaże, ulubioną i stosunkowo tanią knajpkę, zaprzyjaźnione psy i tylko towarzystwo krajowych turystów (ale z całych Indii!). Nie brakuje cudów natury, z którą obcujemy od rana do wieczora. Nasz nieduży domek z werandą otacza dżungla, z której dobiegają niesamowite i kojące duszę i ciało dźwięki. Służą smaki lokalnej somozy i zapiekanych w cieście bardzo słodkich bananów. Nie przeszkadza nam, że jak dziesiątki lat temu, sprzedawca pakuje je w gazety. Na całej wyspie jest pięć mini wiosek, jeden bankomat (zapas pieniędzy kończy się po śniadaniu!) i kameralny urząd pocztowy, którego dyrektor i pracownik w jednej osobie jest także listonoszem…
Więcej o naszych przygodach na andamańskiej, rajskiej wyspie Neil (dzieli ją od Krakowa prawie 8 tysięcy kilometrów) już w najbliższą niedzielę, w samo południe. Jak zawsze będziemy podróżować z dobrą muzyką. Posłuchamy bardzo lokalnych instrumentów i pieśni andamańskich. Zapraszamy!