Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Zdaniem profesora Kraków jest dla KO politycznie znacznie ważniejszy niż dla PiS, dlatego przegrana miałaby szersze konsekwencje.
- Głównym faworytem wyborów pozostaje według niego Łukasz Gibała, wzmocniony sukcesem referendum.
- Nawet w przypadku zwycięstwa Gibała mógłby mieć problemy z rządzeniem z powodu słabego zaplecza w Radzie Miasta.
- Profesor nie spodziewa się, by Gibała zrezygnował ze startu, ponieważ referendum stworzyło dla niego wyjątkowo korzystny moment polityczny.
Posłuchaj rozmowy Macieja Skowronka z prof. Januszem Majcherkiem.
Rafał Sonik jako kandydat wygodny dla wszystkich stron
Janusz Majcherek ocenia, że potencjalna kandydatura Rafała Sonika jest interesująca przede wszystkim z punktu widzenia politycznej sytuacji Koalicji Obywatelskiej. Profesor zwraca uwagę, że po rozwiązaniu małopolskich struktur partii wystawienie jednoznacznie partyjnego kandydata byłoby trudne do obrony. Oznaczałoby bowiem, że po politycznej porażce i rozwiązaniu lokalnych władz ugrupowanie ponownie sięga po osoby związane z tym samym środowiskiem.
W tym kontekście Sonik jawi się jako kandydat zewnętrzny, który mógłby korzystać z poparcia KO, jednocześnie zachowując wizerunek osoby niezależnej. Zdaniem profesora taki układ byłby korzystny zarówno dla samego Sonika, jak i dla partii. Przedsiębiorca nie musiałby firmować się szyldem politycznym, a Koalicja Obywatelska mogłaby ograniczyć ryzyko polityczne związane z wyborami.
Majcherek zauważa przy tym, że dla KO stawka tych wyborów jest bardzo wysoka. Kraków pozostaje jednym z najważniejszych miast dla ugrupowań liberalnych i utrata prezydentury mogłaby zostać odebrana jako sygnał osłabienia obozu rządzącego.
Rafał Sonik jest kandydatem z tego punktu widzenia wygodnym, ale i dla niego to jest sytuacja korzystna, ponieważ może przedstawiać się jako kandydat niezależny, obywatelski, bezpartyjny albo z brakiem partyjnego szyldu. Dla obu stron byłaby to korzystna transakcja
- tłumaczy prof. Majcherek.
Kraków to dla KO znacznie więcej niż wybory lokalne
Profesor wielokrotnie podkreśla, że przedterminowe wybory w Krakowie nie będą miały wyłącznie lokalnego znaczenia. Jego zdaniem wynik zostanie odczytany także jako polityczny sygnał dla całego kraju.
Majcherek wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość od lat ma ograniczone możliwości zdobycia prezydentury Krakowa. Ewentualna porażka kandydata tej partii nie byłaby więc niczym zaskakującym i nie wpłynęłaby istotnie na jej ogólnopolską pozycję. Inaczej wygląda sytuacja Koalicji Obywatelskiej. To właśnie duże miasta stanowią fundament jej politycznego zaplecza. Dlatego przegrana w Krakowie mogłaby zostać odebrana jako dowód problemów całego obozu rządzącego.
Według profesora właśnie z tego powodu KO nie może pozwolić sobie na przypadkową decyzję personalną. Wybór kandydata musi być starannie przemyślany, bo konsekwencje wykraczają poza granice miasta.
Najważniejszą postacią obecnej kampanii pozostaje Łukasz Gibała - uważa prof. Majcherek. I Majcherek przypomina, że w poprzednich wyborach przegrał z Aleksandrem Miszalskim niewielką różnicą głosów, a później odegrał istotną rolę w referendum, które doprowadziło do odwołania prezydenta. A samo głosowanie całkowicie zmieniło polityczną pozycję Gibały. Z polityka, który ponownie przegrał wybory, stał się osobą utożsamianą z sukcesem referendum. Jednocześnie jego potencjalni konkurenci nadal nie są znani, a największe partie dopiero szukają swoich kandydatów.
Zważywszy na niewielką różnicę głosów, jaka dzieliła Gibałę od Miszalskiego oraz obecną sytuację, w której Miszalskiego już nie ma, a Koalicja Obywatelska ma jednak pewien problem z wytypowaniem własnego kandydata, to Gibała wyrasta na faworyta
- dodaje politolog.
Faworyt nie oznacza politycznej łatwości rządzenia
Profesor zwraca uwagę, że nawet zwycięstwo Łukasza Gibały nie oznaczałoby automatycznie sprawnego zarządzania miastem - największym problemem byłby układ sił w Radzie Miasta Krakowa.
Majcherek przypomina, że środowisko Gibały dysponuje jedynie niewielką reprezentacją w radzie. Oznaczałoby to konieczność ciągłego negocjowania większości oraz szukania porozumienia z politycznymi przeciwnikami. Według profesora mogłoby to prowadzić do permanentnych konfliktów, a nawet paraliżu części decyzji. To jedna z niewielu uwag krytycznych wobec polityka, którego profesor uznaje za obecnego faworyta wyborów.
Dlaczego nikt ze środowiska akademickiego Krakowa raczej nie kwapi się do startu wyborach? Majcherek wskazuje dwa powody. Pierwszy to brutalizacja debaty publicznej. Jego zdaniem kampania związana z referendum i obecnymi wyborami pokazała skalę agresji w mediach społecznościowych. Wielu naukowców nie chce wystawiać się na tego rodzaju ataki.
Drugim powodem jest obawa przed politycznym zaszufladkowaniem. Nawet kandydat formalnie niezależny może zostać uznany za reprezentanta określonego obozu politycznego. Dla części profesorów, którzy przez lata budowali pozycję ekspercką i akademicką, taka sytuacja jest nieatrakcyjna.
Profesor przedstawia ten problem nie jako brak zainteresowania sprawami miasta, ale jako niechęć do uczestniczenia w coraz bardziej brutalnym sporze politycznym:
Mało który z dostojnych, poważanych profesorów gotów jest stawić czoła prymitywnej, prostackiej, chamskiej nawale, jaka by go czekała, gdyby zgodził się kandydować.
PiS stawia na strategię ograniczania strat
Komentując kandydaturę Michała Drewnickiego, profesor ocenia, że Prawo i Sprawiedliwość przyjęło strategię ostrożną i realistyczną - partia nie liczy dziś na zdobycie Krakowa, ale raczej na utrzymanie obecności w debacie publicznej i uniknięcie spektakularnej porażki.
Majcherek przypomina, że od lat kandydaci PiS mają trudności z wejściem do drugiej tury wyborów prezydenckich w Krakowie. Z tego powodu wystawienie lokalnego samorządowca jest, jego zdaniem, rozwiązaniem racjonalnym. Pozwala prowadzić kampanię bez angażowania najbardziej rozpoznawalnych polityków partii i bez ryzyka poważnych kosztów wizerunkowych:
Kandydat lokalny jest rozwiązaniem asekuranckim, ale z pewnego punktu widzenia racjonalnym. (...) PiS nigdy tutaj nie miał wielkich sukcesów.
Profesor odnosi się również do pojawiających się spekulacji, że Łukasz Gibała mógłby zrezygnować ze startu i poczekać do kolejnych wyborów samorządowych.
Majcherek uważa taki scenariusz za mało prawdopodobny. Jego zdaniem polityk zainwestował zbyt wiele środków, czasu i politycznego kapitału w referendum, aby teraz oddać pole konkurentom. Dodatkowo nowy prezydent miałby trzy lata na budowanie własnej pozycji, co mogłoby utrudnić Gibale przyszłą rywalizację.
Profesor zwraca uwagę także na kwestię wizerunkową. Kolejne wycofanie się z rywalizacji mogłoby utrwalić niekorzystny obraz polityka, który wielokrotnie startuje, ale nie potrafi przełożyć aktywności na zwycięstwo:
Referendum go wyniosło. (...) Będąc na fali tego, który przyczynił się walnie do sukcesu referendalnego, będzie moim zdaniem chciał to zdyskontować.