Kraków czeka rewolucja czy polityczny paraliż?
Myślę, że ani jedno, ani drugie. Rewolucji bym się nie spodziewał. W tej krótkiej końcówce kadencji Łukaszowi Gibale żadna rewolucja nie jest potrzebna. Zakładam, że nie będzie do niej dążył.
Uważam również, że nie grozi nam paraliż. W każdym samorządzie pewne decyzje muszą być podejmowane niezależnie od różnic partyjnych i politycznych, sympatii czy antypatii. Prezydent Krakowa będzie musiał poukładać współpracę z Radą Miasta.
Zakładam oczywiście pewien polityczny klincz, przynajmniej na początku. Mam jednak wrażenie, że obu stronom dość szybko uda się dojść do porozumienia.
Czy porozumienia będą dotyczyły pojedynczych uchwał, czy można spodziewać się trwalszej współpracy?
Barwy partyjne miały zdecydowanie większe znaczenie podczas kampanii wyborczej, niż będą miały teraz. Oczywiście nadal są politycznie istotne. Wydaje mi się jednak, że prezydent Gibała wyciągnie rękę do Rady Miasta: największych klubów Koalicji Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, ale także pozostałych radnych.
Powinien przede wszystkim przedstawić kilka priorytetowych projektów i jasno powiedzieć radnym, że w tych sprawach trzeba znaleźć porozumienie. W innych kwestiach mogą się spierać.
Łukasz Gibała nie musi tworzyć żadnej formalnej koalicji. Uważam też, że nie będzie tego robił. Musi natomiast pokazać, że potrafi zbudować większość wokół konkretnych decyzji, żeby nie utknąć w politycznym klinczu. Takiej strategii i takiego podejścia się spodziewam.
Oczywiście nie wiemy, co z tego ostatecznie wyjdzie. Na pewno jednak Gibała nie będzie stawiał się w roli mędrca, który po wygranych wyborach prezydenckich chce rozstawiać radnych po kątach. Byłoby to politycznie nieracjonalne i zupełnie mu niepotrzebne.
Jak może wyglądać współpraca Gibały z rządem w Warszawie, zwłaszcza przy pozyskiwaniu funduszy i poparcia dla lokalnych inicjatyw?
Nawiązanie roboczych relacji z rządem to kolejny polityczny gest, którego powinniśmy oczekiwać. Chodzi także o współpracę z parlamentarzystami różnych opcji politycznych, reprezentującymi Kraków czy szerzej okręg wyborczy, do którego miasto należy.
To wyzwanie każdego prezydenta, zwłaszcza dużego miasta, które potrzebuje pieniędzy i jest zależne od decyzji zapadających na szczeblu centralnym, dotyczących między innymi inwestycji i infrastruktury.
Łukasz Gibała od początku zapowiada, że będzie szedł w tym kierunku i że chciałby również wykorzystać kontakty Moniki Piątkowskiej w rządzie. Spodziewam się więc spotkania z nią, żeby sprawdzić, w jakich sprawach można współpracować dla dobra Krakowa.
Nie chodzi o wielkie pojednanie czy polityczną miłość, bo jej nie będzie. Chodzi o to, żeby Piątkowska, korzystając ze swoich kontaktów, zabiegała o sprawy Krakowa. Sama wielokrotnie obiecywała to w kampanii. Zakładam, że przegrana w wyborach prezydenckich nie spowoduje zmiany jej strategii.
Powodzenie tych działań, także w relacjach z władzami centralnymi, będzie zależało od politycznej zręczności nowego prezydenta.
Nowy prezydent zapowiedział rezygnację z bankietu po zaprzysiężeniu. Czy to ukłon w stronę wyborców?
To gest, który z punktu widzenia finansów Krakowa pewnie niewiele zmieni. Ale z takich drobnych gestów również składa się polityka.
Jednym z głównych powodów politycznego przesilenia, z którym przez ostatnie pół roku mieliśmy do czynienia w Krakowie – najpierw referendum, potem przedterminowych wyborów – były fatalny stan finansów i ogromne zadłużenie miasta. To oznacza, że w najbliższym czasie trzeba będzie szukać oszczędności na ogromną skalę.
Takie drobne gesty pokazują też zmianę stylu prowadzenia spraw miasta. Myślę, że to Gibale nie zaszkodzi, a zapowiedź rezygnacji z bankietu zostanie raczej pozytywnie odebrana przez mieszkańców.
Czy zmienią się relacje między magistratem a mieszkańcami?
Krakowianie, jak zawsze po wyborach, oczekują spełnienia obietnic. Łukasz Gibała zapowiadał zmianę w codziennym funkcjonowaniu miasta, także w komunikacji z mieszkańcami. Teraz musi te obietnice zrealizować i pokazać, że nie były pustymi słowami.
Zapowiadał już konkretne pierwsze decyzje, zarówno w kampanii, jak i po ogłoszeniu wyników. Dotyczą one transportu, strefy czystego transportu, komunikacji miejskiej i stylu zarządzania miastem. W tych sprawach formułowano zarzuty wobec poprzedniego prezydenta i jego ekipy. Pojawiały się też zarzuty o nepotyzm.
Wydaje się, że właśnie od tych obszarów powinien zacząć i od nich zacznie. Powinien pokazać, że choć wszystkiego nie da się naprawić z dnia na dzień, pewne kwestie można rozstrzygnąć już na początku. To będzie bardzo mocny sygnał, którego krakowianie oczekują od nowego prezydenta.
Jak będzie przebiegał przepływ informacji między magistratem a mieszkańcami, zobaczymy. Oczekiwania wobec Gibały są bardzo wysokie. Zależy mu z pewnością nie tylko na dokończeniu tej kadencji, ale też na rozpoczęciu kolejnej, więc będzie próbował im sprostać.
Czy można utrzymać wizerunek polityka niezależnego i obywatelskiego, a jednocześnie budować pozycję przed kolejnymi wyborami?
Podejmując decyzję o starcie w przedterminowych wyborach, Gibała nie myślał o dwóch latach prezydentury, tylko przynajmniej o siedmiu. Już dziś musi więc myśleć o kolejnej kampanii. Ta druga połowa kadencji będzie naprawdę krótka.
Pokazał, że kandydat niezwiązany z głównymi partiami politycznymi może odnieść sukces w tak dużym mieście. Może nie za pierwszym, drugim czy trzecim razem, ale za czwartym. W największych miastach szyldy partyjne mają dużo większe znaczenie niż w małych miejscowościach czy gminach wiejskich. Przykład Gibały pokazuje jednak, że można wygrać wybory prezydenckie, nie afiszując się żadnym partyjnym szyldem.
Skoro ta strategia przyniosła mu sukces, odejście od niej w perspektywie najbliższych dwóch lat byłoby ogromnym błędem. Uważam, że nie będzie chciał go popełnić.
Jak ocenia pan jego zdolność do budowania szerokich sojuszy? Jacek Majchrowski był w tym mistrzem.
Tak, był w tym mistrzem. Na pewno nie jest wzorem do naśladowania z perspektywy Łukasza Gibały, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnią kampanię i słowa, które wielokrotnie padały z ust Majchrowskiego pod jego adresem.
Faktycznie jednak przez niemal 22 lata prezydentury Majchrowski opanował do perfekcji sztukę dogadywania się ze wszystkimi w sprawach miasta – w dobrym tego słowa znaczeniu. W lokalne szachy polityczne grał po mistrzowsku.
Czy Gibale pójdzie równie dobrze? Tego nie wiemy. To wielki test i wyzwanie dla nowego prezydenta. Swoją niezależność pokazywał i nadal pokazuje jako polityczną cnotę. Powtarza, że nie stoi nad nim żaden partyjny szef. Przyniosło mu to sukces, ale kolejnym krokiem, jeśli chce być skutecznym i dobrym prezydentem, musi być umiejętność porozumiewania się z Radą Miasta.
Rada zawsze będzie miała polityczne barwy. Trudno sobie wyobrazić, że w tak dużym mieście całkowicie od tego odejdziemy. Gibała będzie oczywiście robił wszystko, żeby jego klub radnych w przyszłej kadencji był znacznie liczniejszy niż obecnie. Na razie jednak trudno zakładać, że to wystarczy. Będzie musiał porozumiewać się z poszczególnymi siłami politycznymi, klubami czy grupami radnych.
Nie ma jeszcze doświadczenia, które pozwalałoby nam zweryfikować, jak poradzi sobie w tej roli. Wszyscy jesteśmy ciekawi, czy będzie pod tym względem skuteczny.