Chciałbym zapytać o decyzję Muzeum Auschwitz. Rzecznik muzeum argumentował ją słowami: „Auschwitz nie może być przestrzenią wykorzystywaną przez osoby i środowiska relatywizujące, fałszujące czy negujące fakty dotyczące zbrodni popełnionych w Auschwitz”. Czy pani zdaniem władze muzeum mają prawo decydować, kogo wpuszczają na teren byłego obozu?
To źle postawione pytanie. Władze muzeum po działaniach Grzegorza Brauna nie miały innego wyjścia. Mówimy o osobie, która zarówno w polskim Sejmie, jak i w Brukseli podejmuje działania budzące grozę. Zakłamywanie pamięci historycznej, zwłaszcza gdy żyją jeszcze osoby, które doświadczyły tej przemocy, jest czymś więcej niż nagannym. To po prostu skandaliczne.
Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie: po co ci ludzie przyszli do Auschwitz?
Poseł Roman Fritz twierdzi, że chciał jedynie złożyć wieniec. Domagał się nawet asysty policji po odmowie wejścia na teren uroczystości i mówił, że była to interwencja poselska.
Najbardziej smuci mnie igranie z pamięcią zbiorową. Próby manipulowania pamięcią o takich wydarzeniach są wyjątkowo niebezpieczne. Grzegorz Braun nie jest pierwszą osobą, która negowała istnienie komór gazowych. Takie przypadki zdarzały się wcześniej. Jednak w przypadku polityków mamy do czynienia z czymś szczególnie niebezpiecznym.
W imię kariery politycznej i rozgłosu są oni gotowi wpisywać do debaty publicznej największe kłamstwa. Tym samym depczą pamięć ludzi, którzy doświadczyli przemocy nazistowskiej. A była to przemoc realna, fizyczna, prowadząca do masowej eksterminacji.
Za szczególnie oburzające uważam wykorzystywanie takich tematów wyłącznie po to, by zaistnieć w przestrzeni publicznej.
Jeżeli spojrzymy szerzej na historię Europy, to dostrzeżemy dwa wielkie grzechy naszej cywilizacji: kolonializm i Holokaust. Próby zakłamywania tych doświadczeń są czymś obrzydliwym. Trudno nawet mówić o nich wyłącznie jako o czymś nagannym.
Powiedziała pani, że wcześniej także pojawiali się ludzie negujący Holokaust.
Tak, pamiętam taki przypadek w Stanach Zjednoczonych, choć nie pamiętam nazwiska tej osoby.
Różnica polega jednak na tym, że dziś mamy do czynienia z politykami rozpoznawalnymi, posiadającymi realne poparcie wyborców i mandaty parlamentarne. Dlaczego tak się stało?
Ponieważ sięgają po te same, sprawdzone sposoby przyciągania uwagi. Ale problem jest głębszy. Zmienił się system edukacji, zmieniła się technologia i zmieniła się nasza wrażliwość.
Żyjemy w świecie permanentnego przebodźcowania. Nasz mózg funkcjonuje dziś w zupełnie innych warunkach niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W konsekwencji osłabieniu ulega zdolność do wspólnego przeżywania wartości i emocji, które tworzą wspólnotę.
Politycy wykorzystujący takie mechanizmy doskonale wiedzą, że nie odwołują się do ludzi kierujących się określonym systemem wartości. Trafiają raczej do osób zagubionych, poszukujących prostych odpowiedzi i jednoznacznych deklaracji.
Mechanizmy psychologiczne również się zmieniają. Jako socjolog mam poczucie, że kultura europejska znajduje się dziś w fazie schyłkowej. Przebodźcowanie, zmiany edukacyjne i spadek społecznej wrażliwości prowadzą nas w bardzo niebezpiecznym kierunku.
Nie widzę dziś skutecznych mechanizmów ochronnych przed tym procesem. To bardzo przygnębiająca diagnoza.
Czy w takim razie należy izolować osoby negujące Holokaust i głoszące podobne poglądy? Nie zapraszać ich do debaty publicznej? Czy przeciwnie – konfrontować ich z faktami?
W przypadku uroczystości upamiętniających ofiary takich wydarzeń jak Auschwitz uważam, że nie powinno się ryzykować. Osoby te są nieprzewidywalne, a ich obecność mogłaby zakłócić charakter takich obchodów.
Ale pytam szerzej – o debatę publiczną.
Tutaj moje zdanie jest inne. W debacie publicznej należy z nimi rozmawiać. Trzeba konfrontować ich poglądy z faktami i poddawać je krytyce.
Nie oznacza to jednak, że każde miejsce jest odpowiednie do prowadzenia takiego sporu. Są sytuacje, w których najważniejsze jest zachowanie szacunku wobec pamięci ofiar.
Politycy budujący poparcie na tego rodzaju przekazie liczą przede wszystkim na pozyskanie ludzi sfrustrowanych i rozczarowanych własną sytuacją życiową. Takie mechanizmy znamy od dawna.
Gościnią Radia Kraków była prof. Maria Flis, socjolożka, była dziekan Wydziału Filozoficznego i była prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.