Projekt „Posadzeni” pokazuje, że resocjalizacja może odbywać się również przez pracę z ziemią.
– Najtrudniej było właśnie zrobić ten pierwszy krok– mówi Maciej Warcholak z Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie jeden z inicjatorów pomysłu "Posadzeni". Jak podkreśla, stworzenie ogrodu na terenie zakładu penitencjarnego nie było prostą sprawą. Trzeba było uwzględnić kwestie bezpieczeństwa, a także ograniczoną ilość przestrzeni. Nie można było po prostu przekopać istniejących trawników i zamienić ich w warzywniki.
Ważną rolę w uruchomieniu projektu odegrała Patrycja Kołodziej, która współpracowała z dyrekcją zakładu i pomagała wypracować możliwość rozpoczęcia prac.
Z jednego metra zrobił się cały ogród
Pierwsza rabata szybko okazała się sukcesem. Już w kolejnym sezonie została powiększona dziewięciokrotnie, a w następnych latach ogród rozwijał się błyskawicznie. Osadzeni własnymi rękami przekopywali kolejne fragmenty terenu.
Dziś praktycznie każdy nadający się do uprawy skrawek został wykorzystany. **Każdy blok ma swój warzywniak.** Osadzeni otrzymują nasiona, przygotowują sadzonki i sami organizują pracę. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wyhodowanie warzyw.
– To jest taka nauka życia w społeczeństwie, takiej wspólnej pracy i wspólnego dbania o cel – tłumaczy Warcholak.
Ogród stał się także przestrzenią współpracy pomiędzy osadzonymi. Rośliny nie są przypisywane konkretnym osobom. Poszczególne warzywniaki należą do bloków, a mieszkańcy zakładu uczą się wspólnie planować uprawę, dzielić obowiązkami i odpowiedzialnością.
Po pierwszym sezonie pracownicy Zarządu Zieleni Miejskiej dostali telefon z informacją, że w zakładzie są… sadzonki. Tyle że była zima, a ziemia i doniczki nie były dostępne.Okazało się, że osadzone wykorzystały kubeczki po jogurtach jako pojemniki. Jako podłoże do kiełkowania nasion zastosowały natomiast czyste bawełniane podpaski dostępne w ramach sortów BHP.
W ten sposób powstało około pół tysiąca sadzonek. Rosły w kubeczkach po jogurtach, ustawionych w celach przy łóżkach i oknach.
Później sadzonki trafiły również do mieszkańców Krakowa. W ramach akcji „Początek Nowej Przygody” zostały rozłożone w charakterystycznych punktach miasta, skąd można było zabrać je do domu i posadzić w ogródku albo na balkonie.
Pomidory, fasola, dynie i poziomki
Asortyment upraw jest znacznie większy niż mogłoby się wydawać. Są pomidory i ogórki, ale także truskawki, poziomki, maliny, arbuzy, dynie, cukinie, fasola, ziemniaki i cebula. Osadzeni sami decydują, co chcą uprawiać, biorąc pod uwagę zarówno swoje zainteresowania, jak i spodziewaną wielkość plonów.
Szczególnym projektem była uprawa różnych odmian fasoli w ramach europejskiego projektu INCRIS. Osadzeni zbierali dane dotyczące dawnych odmian: mierzyli wzrost roślin, wykonywali zdjęcia i zapisywali wyniki. Na zakończenie otrzymali certyfikat europejskiego projektu.
To także sposób na zachowanie różnorodności odmian. Jak wyjaśnia Warcholak, w europejskich sklepach dostępnych jest zaledwie kilka odmian fasoli, podczas gdy istnieją ich tysiące.
Według przedstawiciela Zarządu Zieleni Miejskiej efekty projektu widać nie tylko w liczbie wyhodowanych warzyw.
Pracownicy zakładu mieli zauważać, że osoby zajmujące się ogrodami stają się spokojniejsze i zaczynają interesować się nową dziedziną. Dla części osadzonych ogrodnictwo staje się pasją.
– Ogrodnictwo to jest coś, co wymaga sumienności, odpowiedzialności i (…) współpracy – mówi Warcholak.
W projekcie spotykają się osoby o bardzo różnym doświadczeniu. Niektórzy wcześniej nie mieli praktycznie żadnego kontaktu z uprawą roślin. Inni mają doświadczenie zawodowych ogrodników albo własnych dużych ogrodów. Ci bardziej doświadczeni pomagają pozostałym. Wiedza zaczyna krążyć między osadzonymi. – Jest to taka tkanka społeczna, która wymienia się informacjami i działa naprawdę bardzo, bardzo dobrze – ocenia Warcholak.
Nie zawsze wszystko jednak wychodzi idealnie. Zdarzyło się na przykład, że osadzeni wyhodowali piękny „rabarbar”, który ostatecznie okazał się… burakiem naciowym.
Ogród, który ma wyjść poza mury
Przez cztery lata rozwijano przede wszystkim ogród wewnątrz zakładu. W tym roku projekt wszedł w nową fazę. Powstał **ogród społeczno-terapeutyczny „Posadzeni” na zewnątrz zakładu penitencjarnego.To ważna zmiana. Wewnętrzne warzywniaki służą przede wszystkim osadzonym. Plony są przez nich wykorzystywane na własne potrzeby. Przestrzeń jest ograniczona i – jak mówi Warcholak – praktycznie nie ma tam nadwyżek.
Ogród zewnętrzny ma mieć jednak także wymiar społeczny. Jego opiekunami są wyznaczeni osadzeni. W razie potrzeby do prac dołącza większa grupa.
– Jest to miejsce, które mogę powiedzieć, że jest pierwszym takim miejscem w Polsce, które jest założone przy więzieniu przez osadzonych, ale ma służyć społeczności** – mówi Warcholak. W przyszłości nadwyżki plonów mają być przekazywane organizacjom pomagającym osobom w potrzebie.
Tegoroczny sezon w zewnętrznym ogrodzie rozpoczął się późno ze względów administracyjnych. Dlatego na razie nie udało się wyhodować wszystkiego, co planowano. Zbierane są między innymi dynie, buraki i cukinie. Pomidory i ogórki mają już za sobą sezon.
Na razie nie ma jeszcze nadwyżek, które można byłoby przekazać potrzebującym. Ogród ma jednak w najbliższych miesiącach zostać dwukrotnie powiększony. Historia projektu „Posadzeni” zaczęła się od metra kwadratowego ziemi. Dziś jest to rozbudowana inicjatywa, w której osadzeni nie tylko sadzą i zbierają warzywa. Uczą się planowania, odpowiedzialności, współpracy i cierpliwości.