Fot. Emilia Wietecha
Kraków może nadal nie mieć prawa do pobierania opłaty turystycznej, jeśli w projektowanych przepisach pozostanie warunek posiadania zarówno korzystnych właściwości klimatycznych, jak i walorów krajobrazowych. W rozmowie z Radiem Kraków Borysław Czarakcziew, prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP i przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, przekonywał, że miasto ponosi ogromne koszty masowej turystyki, ale nie otrzymuje narzędzi, które pozwoliłyby te koszty równoważyć.
„Oraz” zamiast „lub”. Dlaczego Kraków może zostać bez pieniędzy?
Aktywiści z Akcji dla Krakowa alarmują, że projekt przepisów dotyczących opłaty miejscowej może nie rozwiązać problemu największych miast turystycznych. Chodzi o jedno słowo: „oraz”. Samorządy miały apelować, by opłatę można było pobierać w miejscowościach posiadających korzystne warunki klimatyczne lub walory krajobrazowe. Jeśli jednak zostanie zapis „oraz”, trzeba będzie spełnić oba warunki.
Dla Krakowa to zasadnicza różnica. Miasto ma ogromne walory kulturowe, historyczne i turystyczne, ale nie ma korzystnych właściwości klimatycznych. W efekcie nadal mogłoby nie pobierać ani złotówki od turystów.
Borysław Czarakcziew ocenia, że to kolejny przykład sytuacji, w której głos samorządów nie przebija się do rządu.
Kraków zderzył się z overtourismem jako pierwszy
Zdaniem przewodniczącego Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa miasto od lat mierzy się ze skutkami nadmiernej turystyki. Overtourism oznacza nie tylko tłum na ulicach, ale także konkretne konsekwencje przestrzenne, społeczne i finansowe.
To mieszkańcy ponoszą znaczną część kosztów związanych z obsługą ruchu turystycznego: utrzymaniem przestrzeni publicznej, infrastruktury i zabytków. Tymczasem przy obecnym stanie prawnym miasto nie może pobierać opłaty, która pomogłaby te koszty pokrywać.
– „Kraków jako pierwszy zderzył się ze zjawiskiem overtourismu i jego konsekwencjami dla życia mieszkańców” – mówił Borysław Czarakcziew.
W jego ocenie dalsze funkcjonowanie miasta w takim modelu jest niesprawiedliwe.
Czternaście milionów turystów i centrum mniejsze niż w Rzymie
Gość Radia Kraków przypominał, że Kraków przyjmuje już ponad 14 milionów turystów rocznie. Porównywał skalę ruchu turystycznego z Rzymem, wskazując, że choć stolica Włoch ma większą liczbę odwiedzających, obszar historycznego Krakowa jest znacznie mniejszy.
Oznacza to, że koncentracja ruchu turystycznego w krakowskim centrum jest ogromna. Szczególnie dotyczy to Starego Miasta, które od lat zmienia się w przestrzeń podporządkowaną przemysłowi turystycznemu.
– „Nie możemy tak dalej działać” – podkreślał Czarakcziew.
Jedna złotówka od turysty mogłaby sfinansować wielki remont
Borysław Czarakcziew przekonywał, że opłata turystyczna nie powinna być traktowana jako abstrakcyjny podatek, ale jako narzędzie finansowania konkretnych potrzeb miasta.
Przywołał przykład rewaloryzacji ołtarza Wita Stwosza, jednego z najważniejszych zabytków Krakowa. Remont kosztował 13,5 miliona złotych. Gdyby każdy turysta odwiedzający Kraków w ciągu roku zostawił tylko złotówkę, taka kwota mogłaby zostać pokryta z samej opłaty turystycznej.
Tymczasem środki na odnowę zabytku musiały pochodzić m.in. ze źródeł społecznych i parafialnych.
W Europie takie opłaty są standardem
W rozmowie pojawiło się porównanie do miast zachodnioeuropejskich, w których opłata turystyczna wynosi często kilka euro za noc. Borysław Czarakcziew zwracał uwagę, że stawki rzędu 2–2,5 euro należą do najniższych w Europie. W niektórych miastach, po doliczeniu opłat związanych z noclegiem, suma może sięgać nawet kilkunastu euro.
Przy skali krakowskiego ruchu turystycznego nawet niewielka opłata mogłaby oznaczać bardzo duże wpływy. Kluczowe jest jednak to, na co pieniądze zostałyby przeznaczone.
Zdaniem gościa Radia Kraków samorządy powinny mieć możliwość kierowania przynajmniej części tych środków na utrzymanie i odnowę zabytków, czyli tego, co w dużej mierze przyciąga turystów.
Chorwacki przykład: pieniądze na zabytki
Czarakcziew wskazywał, że inne państwa stworzyły systemy, które wiążą opłatę turystyczną z konkretnymi celami. Przywołał przykład Chorwacji, gdzie część środków z opłaty turystycznej przeznaczana jest na odnowę zabytków.
Jak mówił, już w pierwszym roku działania takiego systemu udało się uzyskać dziesiątki milionów euro na wsparcie prac związanych z dziedzictwem.
Dla Krakowa podobny mechanizm mógłby być szansą na stworzenie stabilnego systemu finansowania rewaloryzacji, a nie tylko doraźnego szukania pieniędzy na kolejne remonty.
Czy opłata odstraszy turystów?
Jednym z argumentów przeciwników opłaty turystycznej jest obawa, że dodatkowy koszt może zniechęcić odwiedzających. Borysław Czarakcziew odrzuca taką tezę.
W jego ocenie Kraków jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich miast, a turyści wyjeżdżają z niego zadowoleni. Niewielka opłata doliczana do noclegu nie powinna więc znacząco ograniczyć zainteresowania miastem.
– „Nie ma podstaw, by zakładać, że turyści przestaną przyjeżdżać do Krakowa z powodu takiej opłaty” – przekonywał.
Problemem nie jest dziś brak turystów, lecz brak narzędzi pozwalających zarządzać skutkami ich obecności.
Centrum bez mieszkańców
Najpoważniejsze konsekwencje nadmiernej turystyki widać w centrum Krakowa. Czarakcziew zwracał uwagę, że Stare Miasto stało się w dużej mierze strefą przemysłu turystycznego. Mieszkańcy stopniowo się z niego wyprowadzali.
Przywołał dane pokazujące skalę zmiany: na początku lat 90. w ścisłym centrum, wokół Plant, mieszkało i było zameldowanych ok. 12,5 tysiąca osób. Dziś ma to być zaledwie kilkaset osób.
To nie tylko statystyka, ale zmiana funkcji miasta. Pandemia pokazała, że centrum pozbawione turystów staje się puste i przestaje normalnie funkcjonować. Zdaniem rozmówcy Radia Kraków to sygnał, że trzeba myśleć o przywracaniu tej części Krakowa mieszkańcom.
Opłata turystyczna i najem krótkoterminowy
W rozmowie pojawił się także pomysł posłanki Darii Gosek-Popiołek, by możliwość pobierania opłaty turystycznej wprowadzić przy okazji ustawy o najmie krótkoterminowym. Czarakcziew ocenia, że to kierunek, w którym należy konsekwentnie iść.
Jego zdaniem oba tematy są ze sobą ściśle powiązane. Najem krótkoterminowy wpływa na strukturę mieszkaniową miasta, wypiera mieszkańców z centrum i zmienia lokale mieszkalne w inwestycyjne apartamenty nastawione na zysk.
Gość Radia Kraków zwracał uwagę, że Kraków w liczbie miejsc oferowanych w najmie krótkoterminowym wyprzedził nawet Barcelonę. A to właśnie Barcelona jest jednym z symboli społecznego sprzeciwu wobec nadmiernej turystyki i jej wpływu na życie mieszkańców.
Czy wspólnoty powinny mieć głos?
Jednym z rozwiązań dyskutowanych w kontekście najmu krótkoterminowego jest większa rola wspólnot mieszkaniowych. Chodzi o to, by mieszkańcy mogli współdecydować, czy w ich budynku prowadzona będzie taka działalność.
Borysław Czarakcziew opowiada się za silniejszą partycypacją społeczną. Jak mówił, w XXI wieku mieszkańcy powinni mieć wpływ na to, co dzieje się w ich bezpośrednim sąsiedztwie, zwłaszcza jeśli działalność gospodarcza wpływa na ich codzienne życie.
Przykładem są kamienice, w których kilku stałych mieszkańców funkcjonuje obok kilkunastu lub kilkudziesięciu mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy. Taki model może oznaczać hałas, imprezy i poczucie braku normalnego sąsiedztwa.
Mieszkania dla turystów zamiast dla krakowian
Problem najmu krótkoterminowego ma również wymiar mieszkaniowy. Kraków stał się miejscem lokowania kapitału w apartamenty, które nie służą zaspokajaniu potrzeb mieszkańców, lecz generowaniu zysków z turystyki.
W efekcie część nowych mieszkań nie trafia do krakowian, tylko na rynek inwestycyjny. To pogłębia problemy z dostępnością mieszkań i wzmacnia presję na kolejne dzielnice.
Dlatego – zdaniem Czarakcziewa – nie można patrzeć wyłącznie na samą stawkę opłaty turystycznej. Najważniejsze jest to, jak miasto wykorzystałoby te pieniądze i czy opłata byłaby częścią szerszej polityki mieszkaniowej, konserwatorskiej i społecznej.
Potrzebny jest cały pakiet zmian
Rozmowa pokazuje, że sam spór o jedno słowo w ustawie jest częścią znacznie większego problemu. Kraków potrzebuje nie tylko możliwości pobierania opłaty turystycznej, ale także regulacji najmu krótkoterminowego, narzędzi ochrony mieszkańców i stabilnego finansowania zabytków.
Borysław Czarakcziew przekonuje, że bez takiego pakietu miasto będzie nadal ponosić koszty turystyki, nie mając realnych narzędzi, by zarządzać jej skutkami.