Zapis rozmowy Jacka Bańki z Lechem Parellem, szefem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych
Tak się składa, że rozmawiać będziemy w przededniu rocznicy wyborów 4 czerwca. Powinniśmy świętować inaczej, jakoś bardziej tę datę?
Na pewno powinniśmy ją świętować. Powinniśmy pamiętać o tym, że 35 lat temu wydarzyło się coś niezwykłego, a mianowicie pierwsze po 44 latach, pierwsze od końca wojny, czyli pierwsze w Polsce powojennej wybory, które wprawdzie nie były całkowicie wolne, ale były wolne częściowo i my, strona solidarnościowa, strona społeczna tę część wykorzystaliśmy tak, jak tylko mogliśmy wykorzystać, a mianowicie zdobyliśmy wszystkie 35% miejsc, które były tą częścią wolną wyborów. Pozostałe 2/3 było zagwarantowane, że tam wejdą kandydaci PZPR, ZSL i SD. Wygraliśmy to, co mogliśmy ugrać, jeśli chodzi o wybory do Sejmu w tej części wolnej. Niezależnie od tego wygraliśmy jako Solidarność 99% miejsc w Senacie, ale to jedno miejsce też nie przypadło obozowi władzy, tylko przypadło senatorowi niezależnemu, senatorowi Stokłosie, biznesmenowi z okolic Piły. Ale to jeszcze nie jest koniec. Jeszcze oprócz tego wskazaliśmy jako Solidarność za każdym razem na tych znaczonych miejscach, które należały się ówczesnej koalicji rządowej, czyli PZPR i jego koalicjantom, tych kandydatów, którzy byli bardziej umiarkowani, tacy jak na przykład Tadeusz Fiszbach z Gdańska - oczywiście funkcjonariusz PZPR, pierwszy sekretarz PZPR, ale jednak z grona reformatorów, jednak z takich ludzi, którzy nie byli twardogłowymi, tylko z takich ludzi, którzy chcieli się jakoś tam z Solidarnością dogadać. Nie chcieli nas wsadzać do więzień. Dzięki temu tak naprawdę nawet z tamtej części mnóstwo ludzi weszło, można powiedzieć w cudzysłowie, naszych, czyli dzięki temu właśnie odnieśliśmy walne, całkowite zwycięstwo, mimo że to nie były wybory całkowicie wolne. I o tym też musimy pamiętać, że to był nieprawdopodobny nasz sukces, z którego powinniśmy czerpać, powinniśmy się uczyć. Wiadomo było z góry, że nie możemy mieć większości, a my cudem, nadludzkim wysiłkiem woli tę większość uzyskaliśmy i w końcu żeśmy powołali nasz rząd nasz rząd z Tadeuszem Mazowieckim na czele.
Powiedział pan: to był nasz sukces, ale to też był początek sukcesów innych państw w Europie Środkowo-Wschodniej, początek tak zwanej późniejszej Jesieni Narodów, zapoczątkowane dużo wcześniej. Patrząc na to wszystko z perspektywy polityki historycznej, co przespaliśmy, że w kontekście tej Jesieni Narodów z perspektywy Europy mówi się o Polsce, ale częściej np. o Murze Berlińskim czy choćby o wydarzeniach w Rumunii w grudniu 1989?
Nie stawiajmy sprawy w ten sposób, bo zawsze będzie się mówiło: koszula bliższa ciału. Wiadomo jest, że na zachodzie będzie się mówiło o sprawach zachodu, że Niemcy, którzy są wielkim krajem, 86-milionowym, będą mówili przede wszystkim przede wszystkim o sobie, Amerykanie też będą mówili o sobie. Nie możemy się dziwić temu, że Hollywood produkuje przede wszystkim filmy o Amerykanach i o jakichś epizodach z ich historii, a nie zajmuje się historią naszą. A jeśli nawet zajmuje się jakoś tam naszą historią, to też ze swojej perspektywy, która niekoniecznie nam zawsze pasuje. To jest naturalne. Ale najważniejsze jest to, żebyśmy my, mówiąc po młodzieżowemu, nie dawali ciała u siebie na swoim terenie. My o sobie musimy mówić, nie możemy zapominać o tym sukcesie, jakim był 1989 rok.
Chciałbym powiedzieć o jednej rzeczy, bo część osób może się zastanawiać, czy to był rzeczywiście sukces i takie głosy często się w Polsce i pojawiały, i pojawiają dzisiaj. Czy nie można było więcej, a przecież komuna właściwie się chwiała, można było ją właściwie pstryknąć palcem i by się przewróciła? Po co się było dogadywać? Pamiętam nawet z końcówki lat 80. taki transparent w Gdańsku: Dość paktów z czerwonymi. To był głos mniejszej części opozycji ówczesnej, która była przeciwna temu, żeby się dogadywać, żeby prowadzić negocjacje, żeby uczestniczyć po pierwsze w rozmowach Okrągłego Stołu, a potem w wyborach kontraktowych. Podnoszono, że one są kontraktowe, nie że pierwsze wolne, tylko że kontraktowe, czyli nie że cieszymy się, że pierwsze wolne, tylko smucimy się, że kontraktowe. Byłem uczestnikiem strajków w 1988 roku w Stoczni Gdańskiej, wówczas im. Lenina. Tu w Krakowie 26 kwietnia 1988 roku zaczął się strajk w Hucie również Lenina. Wtedy prawie wszystko było imienia Lenina. Kiedy zaczynaliśmy strajk, to był olbrzymi entuzjazm, było mnóstwo ludzi, ale kiedy kończyliśmy strajk w pierwszych dniach maja, to ze stoczni wychodziło może 150 osób, może 180 osób. Byłem w tym miejscu, robiłem wtedy zdjęcia. W Europejskim Centrum Solidarności jest wiele zdjęć dokumentujących ten strajk i to, co się wtedy działo. A dodam tylko, że w Stoczni wtedy pracowało 15 000 ludzi, a strajk kończy 150. Dodam jeszcze, z tych 150 to 100 nie było stoczniowcami, 100 to było takich jak ja z grup wspomagających, z innych organizacji opozycyjnych. To był Tadeusz Mazowiecki, to byli doradcy Solidarności. Tego poparcia społecznego, tego entuzjazmu wcale się tak bardzo nie odczuwało i myślę - mogę mówić o sobie, bo oczywiście byli też tacy koledzy, którzy też uważali, że z czerwonym się nie dyskutuje - że to jest nasz wielki sukces, że my właśnie pokojową drogą dochodzimy, do tego do czego dochodzimy, do zwycięstwa
Ile osób posiada status osoby represjonowanej w czasach komunizmu?
Mało. To jest mało osób z mojej perspektywy. 14,5 tysiąca osób obecnie żyjących posiada status działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej, bo tak brzmi pełna tego statusu.
Mało, bo po prostu odchodzą?
Są dość restrykcyjne warunki przyznawania tego statusu, a jednym z najważniejszych jest działalność przez 12 miesięcy. To jest rzecz podstawowa, bo nie wystarczy na przykład tylko uczestniczyć, powiedzmy, w tym strajku 1988 roku. Trzeba jeszcze wykazać, że prowadziło się tę działalność przez 12 miesięcy, a więc było się w jakiejś strukturze zaangażowanym, było się kolporterem, drukarzem, uczestniczyło się w jakichś kółkach samokształceniowych, że to trwało. I to powoduje, że wiele osób niestety nie może spełnić kryteriów tego statusu. Co nie oznacza, co chcę podkreślić, że oni nie mają prawa do czucia się osobami wspomagającymi, do czucia się częścią tej wielkiej społeczności, wiernej ideałem Solidarności. Absolutnie tak, ale po prostu nie mogą uzyskać tego statusu, który wiąże się z przywilejami.
Są świadczenia finansowe, zniżki, bezkolejkowy dostęp do lekarza. Co jeszcze?
Pierwszeństwo w przyjęciu do domu pomocy społecznej, ale to nie jest w 100%. To zależy też od samorządów. Bezpłatne przejazdy, 50% zniżki na przejazdy komunikacją miejską, przy czym są miasta na przykład takie jak Warszawa, gdzie są bezpłatne przejazdy dla działaczy opozycji antykomunistycznej. Jest 51% zniżki na przejazdy koleją.
W jednym z wywiadów mówi pan, że potrzeba bardziej sprawiedliwej ścieżki nadawania statusu działacza opozycji antykomunistycznej. Co to znaczy ta bardziej sprawiedliwa ścieżka?
Raczej mówię, że należy starać się, aby wnioski, które są do nas składane, były rozpatrywane bez uprzedzeń. Miałem takie przykłady niestety z działalności urzędu poprzednich latach. Mówię tutaj o przypadku dość głośnym Danuty Wałęsowej, czyli żony prezydenta Lecha Wałęsy, która złożyła zresztą bardzo późno, bo w 2018 roku, wniosek i urząd po zasięgnięciu opinii rady konsultacyjnej przy wojewodzie pomorskim odmówił pani Danucie Wałęsowej, stwierdzając że była generalnie żoną przy mężu i w związku z tym jej się ten ten status nie należy. Uznałem, że to jest jednak daleko idąca niesprawiedliwość i dlatego się wypowiedziałem wówczas w mediach na ten temat. Potem Danuta Wałęsowa się odwołała, ale urząd podtrzymał swój wniosek. To była decyzja niesprawiedliwa.
Moim zdaniem była to decyzja o charakterze politycznym. A dlaczego? Podam kilka faktów. Wystarczy, że państwo sobie wygooglujecie Danuta Wałęsa, wpiszecie 1982 i przełączycie na grafikę i zobaczycie mnóstwo zdjęć Danuty Wałęsowej, która była zaangażowana w bezpośrednią, samodzielną działalność opozycyjną. Jeżeli ktoś mi powie, że przemawianie do 10-tysięcznego tłumu, który gromadzi się pod jej oknami, to nie była działalność opozycyjna i - to było 13 maja 1982 roku. To jest na zdjęciach, ale tak było wielokrotnie wcześniej. Tak było też trzeciego maja 1982 roku. Jeśli ktoś mi powie, że to nie była działalność opozycyjna i to samodzielna, że ona była tylko żoną przy mężu, a przy tym, dodajmy maż był wtedy internowany w Arłamowie, no to co ja mogę o takim człowieku powiedzieć? Taki człowiek albo jest człowiekiem złej woli, albo jest niekompetentny, albo jest po prostu śmieszny w swoim zapętleniu antyWałęsowskim. Można sobie różne rzeczy mówić o Lechu Wałęsie, ale na blitość boską, Danuta Wałęsowa to nie jest Lech Wałęsa, tylko to jest ona sama, kobieta, która prowadziła realną działalność. A odbiór Nagrody Nobl, kiedy ją Lechowi Wałęsie przyznano, czy to nie była działalność? Słyszałem taki argument: odebranie nagrody Nobla nie było zagrożone odpowiedzialnością karną. Czyli chcecie powiedzieć, że Danuta Wałęsowa po prostu przejeżdżała i z Paczkomatu odebrała leżącą tam Nagrodę Nobla? To była większa kombinacja operacyjnacałej opozycji, gdzie mnóstwo ludzi było zaangażowanych w wymyślenie, jak zrobić to, żeby nadać jak największą rangę temu wydarzeniu. Przecież tę nagrodę mogli odebrać liczni opozycjoniści, Polacy, którzy byli na zachodzie, ale zrobiła to Danuta Wałęsowa.
Formalnie droga do uzyskania takiego statusu jest już zamknięta po odrzuceniu wniosku?
Nie jest zamknięta. Pani Danuta Wałęsowa złożyła ponowny wniosek i ten wniosek jest procedowany. W ciągu kilku dni moja decyzja w tej sprawie będzie ogłoszona oficjalnie z odpowiednim właściwym uzasadnieniem, którego elementy tutaj państwu przedstawiłem, ale które są dużo szersze.
A czy ta lista osób, które taki status posiadają, jest jakoś weryfikowana? Czy już osoby, które trafią, zostają na liście i taki status utrzymują?
Generalnie tak. Oczywiście jest jakaś droga wzruszenia decyzji administracyjnej. To jest potwierdzenie statusu działacza opozycji antykomunistycznej. Mówimy czasami takim skrótem przyznanie, ale de facto uznajemy, że ktoś działaczem jest czy byli my to po prostu potwierdzamy. Ale to jest decyzja administracyjna, więc decyzję administracyjną oczywiście można wzruszyć, wówczas jeżeli są do tego odpowiednie przesłanki, ale to jest rzecz bardzo rzadka.
Pytam o to, dlatego że są i takie przypadki osób ze statusem osoby represjonowanej, które w latach 80. miały po kilkanaście lat zaledwie. Jaka jest najmłodsza osoba?
O ile dobrze pamiętam, jest rocznik urodzenia 74. To jest jedna osoba w tej w tym momencie. To są pojedyncze osoby, które są w takim wieku. Ja bym naprawdę się nie dziwił temu, dlatego że i w 88 roku, kiedy był strajk w Stoczni Gdańskiej, tutaj w Hucie im. Lenina, miałem akurat 21 lat. ale było mnóstwo dzieciaków. Naprawdę myśmy czasami byli na nich, kolokwialnie mówiąc, wkurzeni, a oni kursowali z plecakami pełnymi jedzenia, z ulotkami między kościołem Świętej Brygidy a stocznią, między różnymi innymi punktami zbornymi. Przenosili wiadomości. To miało miejsce. Mnóstwo dzieciaków też się do tego garnęło i to nie polegało tylko i wyłącznie, żeby było jasne, na rzucaniu kamieniami czy cegłówkami w milicję, tylko właśnie na robieniu rzeczy pozytywnych. Więc jeśli to miało miejsce, nawet jeżeli wtedy budziło nasze mieszane uczucia, to możemy teraz odmówić ludziom realnego potwierdzenia tego, że byli zaangażowani? Przecież my nie osądzamy, my nie jesteśmy sędziami, którzy mówią: ty byłeś ty sprawiedliwy, ty byłeś niesprawiedliwy. My tylko mówimy: fakty są po twojej stronie, działałeś, koniec.
14 500 osób ze statusem osoby represjonowanej…
Niestety 10% rocznie odchodzi na drugą stronę, odchodzi na wieczną wartę. I mniej więcej 10%, przyznajemy rocznie nowych statusów, także mniej więcej w granicach 15 000 ten poziom osób uprawnionych do świadczeń się utrzymuje.
Zgłoszenia nadal istnieją i docierają?
Jak najbardziej i zachęcam wszystkich tych, którzy działali przez co najmniej 12 miesięcy. Oczywiście to dotyczy tej działalności zakazanej, nielegalnej, czyli w okresie legalnej Solidarności już niestety się nie liczy. Liczy się to, co było przed sierpniem, liczy się to, co było po wprowadzeniu stanu wojennego.