Kilka par klocków, nici, wzór i ogrom cierpliwości. Krakowskiej koronki klockowej nie da się nauczyć w jedno popołudnie. Wymaga skupienia, logicznego myślenia i, jak mówią same koronczarki, samozaparcia. W tym roku mija dziesięć lat, odkąd ta tradycja trafiła na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Choć koronka ma w Krakowie długą historię, dziś zajmuje się nią zaledwie około dwudziestu osób. To niewiele, ale wystarczająco, by tradycja wciąż żyła.
Za charakterystycznym stukotem kryje się bardzo precyzyjna technika. Podstawą są dwa rodzaje splotów, siekanka i płócienko. Reszta zależy od wzoru, liczby par klocków i rodzaju nici.
„Trochę matematyka jednak i dużo wyobraźni” - mówi jedna z krakowskich koronczarek. Przy bardziej skomplikowanych wzorach trzeba bowiem przewidzieć kolejne ruchy i ich konsekwencje. Nie ma tu prostego prucia, jak przy szydełku czy robieniu na drutach. Każda nitka jest spleciona z kolejnymi, więc jeśli błąd zostanie zauważony późno, cofnięcie pracy może zająć sporo czasu.
Różnica zaczyna się zresztą już na samym początku. Koronka klockowa wymaga specjalnego warsztatu, a liczba klocków potrafi robić wrażenie. Jedna z koronczarek pracuje obecnie na dwunastu parach, inna na piętnastu. Zdarzało się jednak wykonywanie serwet, przy których potrzebnych było aż 75 par. „Dużo ludzi boi się spróbować usiąść i zobaczyć, że to nie jest takie trudne, jakby się na początku wydawało” - zauważają twórczynie.
Krakowska, czyli jaka?
Koronka klockowa rozwinęła się w Europie w XVII wieku, a do Polski trafiła jako element kultury brabanckiej. Początkowo była przede wszystkim symbolem statusu. Ręcznie wykonywane koronki były kosztowne, podobnie jak materiały potrzebne do ich wykonania, dlatego ich posiadanie oznaczało określoną pozycję społeczną.
Krakowska odmiana ma jednak własną historię. Kraków był miastem, przez które przebiegały szlaki handlowe, a przywożone towary inspirowały miejscowych twórców. „Kobiety są sroczkami. Jak zobaczą u kogoś coś ładnego, to chcą zrobić coś podobnego” - tłumaczy jedna z koronczarek. Stąd w krakowskich wzorach można odnaleźć podobieństwa do koronek wykonywanych w różnych częściach Europy.
Jednym z wyróżników jest wieloparkowość, czyli wykorzystywanie dużej liczby par klocków. Dla porównania koronka bobowska jest małoparkowa, do wykonania dużej serwety może wystarczyć kilka par. W przypadku krakowskiej koronki podobny efekt może wymagać kilkudziesięciu. O wyjątkowości nie decyduje jednak wyłącznie technika. Ważne są także wzory, w tym te przekazywane przez kolejne pokolenia koronczarek.
Z archiwum na współczesny warsztat
Przez ostatnie lata krakowskie koronczarki zajmowały się także odnajdywaniem i odtwarzaniem dawnych wzorów. Część z nich zachowała się dzięki konkretnym osobom, między innymi Jadwidze Węgorek, Oldze Szerauc i Zofii Dunajczan. Okazało się również, że krakowska tradycja ma znacznie głębsze korzenie, niż mogło się wydawać.
Udało się zidentyfikować pierwszy podręcznik wykonywania koronki klockowej napisany w Krakowie. Jego autorką była Maria Modes-Dudrewiczowa, nauczycielka w Szkole Przemysłu Żeńskiego przy Syrokomli. „Ta nasza tradycja sięga nieco dalej” - podkreślają koronczarki, które dziś próbują rekonstruować wzory rozproszone w różnych miejscach.
Koronka nie była zresztą wyłącznie ozdobą arystokratycznych strojów. Z czasem znalazła miejsce także w stroju krakowskim. Pojawiała się przy kołnierzach, mankietach, gorsetach czy jako obramowanie chusteczek. Do dziś można ją znaleźć także w kulturze popularnej, choćby w kostiumach filmowych. Krakowskie koronczarki wskazują między innymi na ekranizacje „Lalki” czy „Pana Wołodyjowskiego”.
Dziesięć lat na liście i pytanie, co dalej
Wpis na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego miał pomóc przede wszystkim w uświadomieniu mieszkańcom Krakowa, że koronka klockowa jest częścią lokalnej tradycji i wciąż jest wykonywana. Dziesięć lat później koronczarki nadal mają jednak przed sobą trudne zadanie. Ich grono pozostaje niewielkie, a sama technika jest niezwykle czasochłonna.
„Cały czas jest, bo świat się zmienia. My musimy się dostosować” - mówią. Wykonanie koronki może zajmować wielokrotnie więcej czasu niż podobnego przedmiotu zrobionego na szydełku. Za ten czas nikt jednak dodatkowo nie płaci, dlatego bez pasji trudno byłoby przy niej wytrwać. Pomaga także wsparcie bliskich, bo koronka potrafi pochłonąć wiele godzin.
A jednak właśnie w tym powolnym rytmie koronczarki widzą jej siłę. „Ja to widzę absolutnie jako coś, co działa na nas terapeutycznie” - mówią. Charakterystyczny stukot klocków, który dawniej mógł być po prostu dźwiękiem pracy, dziś staje się dla wielu osób symbolem skupienia i cierpliwości.
Krakowska koronka nie jest potrzebna do przetrwania. Nie zastąpi chleba ani codziennych przedmiotów. Jest jednak tym, co sprawia, że codzienność może być trochę piękniejsza. I być może właśnie dlatego, mimo swojej pracochłonności, wciąż znajduje osoby gotowe usiąść przy warsztacie, wziąć do ręki kolejne klocki i zacząć od nowa.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.