Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy z dr. Karolem Kleczką
Zmiana w krakowskim Kościele jest realna, ale niepełna
- Zmiana po objęciu archidiecezji krakowskiej przez kardynała Grzegorza Rysia nie ogranicza się do języka i sposobu komunikowania się z wiernymi – mówi dr Karol Kleczka, filozof i publicysta katolicki z miesięcznika „Znak”.
Za konkret uważa przede wszystkim rozpoczęcie synodu diecezjalnego, na który Kraków czekał przez całą kadencję arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Synod otworzył przestrzeń do rozmowy także dla osób, które oczekują od Kościoła większych zmian. Kleczka przyznaje, że dyskusje bywają ostre, a część uczestników domaga się większej otwartości i bardziej zdecydowanych działań. Tłumaczy jednak, że właśnie temu ma służyć synod – konfrontowaniu różnych stanowisk i szukaniu odpowiedzi na postulaty wiernych:
Zmiana na pewno jest duża. Jest zmiana w praktyce, jeżeli chodzi o wdrożenie procesu synodalnego w diecezji, bo po prostu rozpoczął się synod, który rozpoczął się z opóźnieniem właściwie tak długim, jak długa była kadencja poprzedniego arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego. Oczywiście jest to przestrzeń, w której te dyskusje bywają niekiedy bardzo gorące i uczestnicy synodu niejednokrotnie też zgłaszają potrzebę większej otwartości czy bardziej radykalnych kroków ze strony Kościoła krakowskiego.
Markiewicz pozostaje w fundacji. „Decyzja co najmniej niezrozumiała”
Znacznie bardziej krytycznie Kleczka ocenia pozostawienie Marka Markiewicza na stanowisku sekretarza Fundacji im. św. Jana Pawła II w Watykanie. Markiewicz reprezentował Kościół w sprawie braci Pankowiaków, ofiar wykorzystywania seksualnego przez księdza. Jednego z pokrzywdzonych oskarżał o chęć zniszczenia Kościoła. Za swoje wypowiedzi został prawomocnie ukarany naganą przez sądy dyscyplinarne adwokatury.
Kleczka precyzuje, że Markiewicz nie został dopiero wprowadzony do władz fundacji. Zasiadał w nich już wcześniej, a jego funkcja została przedłużona na kolejną kadencję. Kardynał Ryś mógł jednak zdecydować inaczej.
Nie jest też tak, że metropolita krakowski nie znał wcześniejszej działalności Markiewicza. Ich drogi przecięły się w Kaliszu, gdy Ryś był administratorem apostolskim diecezji, a sprawa braci Pankowiaków już się toczyła. Później kuria kaliska odcinała się od obraźliwych wypowiedzi adwokata pod adresem pokrzywdzonych.
- Z jakichś powodów to zaufanie złożył w ręce mecenasa Markiewicza. Wiemy, że te dwie osoby wcześniej się przecięły, bo proces braci Pankowiaków rozpoczął się już w momencie, gdy administratorem tymczasowym w diecezji był arcybiskup Ryś. Wiemy, że kuria kaliska, już w postaci następcy, biskupa Bryla, odcinała się od tych bardzo niechlubnych i obraźliwych słów mecenasa Markiewicza. Trzeba mieć świadomość, że nie jest to człowiek anonimowy dla kardynała Rysia. Stąd moje niezrozumienie i oburzenie taką kandydaturą na stanowisku reprezentacyjnym i istotnym - mówi dr Kleczka.
Komisja do spraw wykorzystywania seksualnego to konkret, ale powinna mieć większe kompetencje
Powołanie w Krakowie komisji, która ma badać przypadki wykorzystywania seksualnego, Kleczka zalicza do rzeczywistych zmian w archidiecezji. Przypomina, że wcześniej kardynał Ryś czekał na utworzenie podobnego gremium przez Episkopat Polski. Episkopat zapowiedział komisję i rozpoczął przygotowania prawne, ale jej dotąd nie powołał. Ryś zdecydował więc o utworzeniu komisji w Krakowie.
Kleczka tłumaczy, że nie jest to komisja śledcza i nie ma uprawnień organów ścigania. Jej zadaniem jest badanie i wyjaśnianie przeszłości. Większość jej członków stanowią osoby świeckie. Publicysta widzi jednak istotne ograniczenie. Komisja zajmuje się obecnie sprawami dotyczącymi osób pełnoletnich. Kleczka chciałby rozszerzenia jej kompetencji również na przypadki krzywdzenia małoletnich:
Powołanie takiej komisji, powołanie personalne, rozpoczęcie jej prac jest konkretem. I ja ten konkret odbieram pozytywnie. Zwłaszcza że nie w każdej polskiej diecezji nadal takie komisje są, a powinny być w każdej. Bo wiemy, że ten proceder nie dotyczył wyłącznie diecezji wybranych.
Kleczka zestawia dwie decyzje kardynała: powołanie komisji oraz pozostawienie Markiewicza we władzach fundacji. Pierwszą uważa za konkretny krok w stronę rozliczenia przeszłości, drugą – za trudną do pogodzenia z deklarowaną troską o osoby skrzywdzone.
To właśnie ten rozdźwięk uważa za szczególnie bolesny. Kardynał Ryś wielokrotnie publicznie stawał po stronie ofiar wykorzystywania seksualnego w Kościele. Dlatego decyzja dotycząca człowieka, który w procesie występował przeciwko pokrzywdzonym, ma dla Kleczki znaczenie większe niż zwykła decyzja personalna.
Publicysta oczekuje wyjaśnień ze strony archidiecezji. Bez nich trudno – jak tłumaczy – zrozumieć, dlaczego Markiewicz nadal cieszy się zaufaniem kardynała:
Jeżeli do tego dochodzi taka sytuacja, jaka miała miejsce niedawno z powołaniem osoby znanej ze swojej pysznej i aroganckiej postawy w stosunku do pokrzywdzonych, to jest to bolesne i uderzające w autorytet kardynała i w wiarygodność podejmowanych działań. Dlatego sam bardzo oczekuję jakiegoś zajęcia stanowiska przez archidiecezję, aby tę sytuację lepiej zrozumieć.
Sprawa Janusza Szymika sprawdzianem odpowiedzialności Kościoła
Drugim ważnym testem dla krakowskiej archidiecezji jest proces dotyczący Janusza Szymika, który przez lata był wykorzystywany seksualnie przez ks. Jana Wodniaka. Duchowny był sekretarzem kardynała Franciszka Macharskiego, a jednocześnie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.
Pełnomocnicy kurii chcą, aby pozwem został objęty również Skarb Państwa. Kleczka nie przesądza wyniku trwającego postępowania. Rozróżnia też osobistą odpowiedzialność kardynała Rysia od odpowiedzialności instytucji, przeciwko której toczy się proces.
Jednocześnie podkreśla, że z perspektywy moralnej najważniejsze pozostaje oddanie sprawiedliwości osobie skrzywdzonej. Jeśli instytucja chroniła sprawcę, powinna – jak przekonuje – ponieść konsekwencje.
W naturalnym porządku moralnym, etycznym i w intuicyjnej ocenie tego, jak być powinno, wiemy, jak taki proces powinien się skończyć. Sprawiedliwość powinna być oddana osobie pokrzywdzonej i powinna być egzekwowana w stosunku do instytucji, która chroniła sprawcę, czyli względem Kościoła katolickiego. I to jest jasne
- uważa filozof.
I zwraca uwagę na szerszy, strukturalny problem dotyczący rozliczania przypadków wykorzystywania seksualnego. Chodzi między innymi o współpracę kościelnych instytucji z państwowymi organami prowadzącymi postępowania.
Przywołuje przykład archidiecezji poznańskiej za czasów arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, gdy kuria nie chciała udostępnić prokuraturze dokumentów potrzebnych w śledztwie. Takie zachowanie – przekonuje Kleczka – prowadzi do utraty wiarygodności Kościoła.
Jednocześnie zaznacza, że procesy dotyczące odpowiedzialności za przestępstwa seksualne bywają skomplikowane prawnie. Nie zmienia to jednak podstawowego obowiązku instytucji: współpracy przy wyjaśnianiu przeszłości i przyznania się do własnej odpowiedzialności tam, gdzie zostanie ona wykazana:
Kościół, który będzie takich dokumentów pilnował albo będzie rozmywał odpowiedzialność w sposób nieuzasadniony, będzie Kościołem niesprawiedliwym i niewiarygodnym. Jeżeli Kościół ma nadzieję na to, aby przyciągać do siebie wiernych, aby być widocznym świadectwem obecności Chrystusa między nami, to musi tę sprawiedliwość dawać, również przyznając się do winy.