Jak informowali przedstawiciele sztabów, były prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś zebrał ponad 5700 podpisów, a posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek – około 4600.
Dodatkowe podpisy złożył także Łukasz Gibała. Lider Krakowa dla Mieszkańców musiał uzupełnić listy po tym, jak Miejska Komisja Wyborcza zakwestionowała znaczną część podpisów złożonych wcześniej. Powodem były przede wszystkim niepełne adresy mieszkańców. Członkowie jego sztabu informowali w czwartek, że udało się zebrać dodatkowo około 9 tysięcy podpisów.
Podpisy poparcia składa także sztab @LukaszGibala. Jak deklarują członkowie - zgromadzili 9 tysięcy nowych podpisów. Za pierwszym razem miejska komisja wyborcza uznała za nieważną część podpisów. @RadioKrakow pic.twitter.com/oKgpkjWSop
— Elżbieta Raczyńska (@_eraczynska) September 3, 2026
Na razie oficjalnie zarejestrowanymi kandydatami na prezydenta Krakowa są Aleksandra Owca, Michał Drewnicki i Jan Hoffman.
Komisja weryfikuje również dokumenty złożone przez Monikę Piątkowską, Michała Klimka i Bartosza Bocheńczaka. Podpisy poparcia miał zebrać także Sławomir Pietrzyk.
Ostateczna lista kandydatów nie jest więc jeszcze znana. Według nieoficjalnych informacji weryfikacja złożonych podpisów może potrwać do poniedziałku.
Od referendum do przedterminowych wyborów
Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa odbędą się 27 września. Są konsekwencją majowego referendum, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego z urzędu prezydenta miasta. Droga do wyborów zaczęła się jednak kilka miesięcy wcześniej – od inicjatywy referendalnej, która z czasem przerodziła się w jeden z najważniejszych politycznych sporów w Krakowie.
Wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta został złożony pod koniec stycznia. Organizatorzy określali się jako „Grupa Obywateli”, a swoją inicjatywę nazwali „OdzyskajMy Kraków”. Jedną z jej najbardziej rozpoznawalnych twarzy był Jan Hoffman, przewodniczący Rady Dzielnicy Stare Miasto.
Inicjatorzy zarzucali prezydentowi między innymi niedotrzymywanie obietnic, zadłużanie miasta i sposób zarządzania Krakowem. Jednym z tematów, który mocno mobilizował przeciwników Miszalskiego, była także Strefa Czystego Transportu. Późniejsze badanie exit poll wskazywało właśnie SCT jako jeden z głównych powodów głosowania za odwołaniem prezydenta.
Do zbierania podpisów pod referendum włączyły się również środowiska polityczne. Prawo i Sprawiedliwość otwarcie deklarowało udział w akcji, a inicjatorów wspierało również stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Wokół finansowania kampanii referendalnej szybko pojawiły się kontrowersje. Łukasz Gibała potwierdził na antenie Radia Kraków, że osoby zbierające podpisy otrzymywały wynagrodzenie. Tłumaczył, że ankieterzy pracujący przez wiele godzin w terenie powinni być opłacani. Politycy Koalicji Obywatelskiej pytali z kolei o źródła finansowania całej akcji, wskazując między innymi na billboardy, materiały drukowane i rozbudowaną zbiórkę podpisów.
Czym innym były jednak pieniądze wydawane na kampanię referendalną, a czym innym koszt przeprowadzenia samego głosowania. Organizacja referendum kosztowała miasto około 4 milionów złotych. Środki pochodziły z wolnych pieniędzy uzyskanych ze zwrotu podatku VAT.
Organizatorzy informowali, że zebrali łącznie około 134 tysięcy podpisów. Do referendum ostatecznie doszło 24 maja.
Miszalski odwołany, Rada Miasta została
Referendum przyniosło nietypowy rezultat. Aleksander Miszalski stracił stanowisko, ale Rada Miasta Krakowa nie została odwołana.
W głosowaniu dotyczącym prezydenta frekwencja wyniosła 29,99 proc., przekraczając wymagany próg 27 proc. Większość uczestników opowiedziała się za jego odwołaniem. W przypadku Rady Miasta frekwencja wyniosła 29,97 proc., podczas gdy do ważności głosowania potrzebne było nieco ponad 30 proc.
Po referendum zarządzanie miastem przejął Stanisław Kracik, wcześniej zastępca Miszalskiego. Premier Donald Tusk powierzył mu pełnienie obowiązków prezydenta do czasu wyboru następcy.
Sama data przedterminowych wyborów przez pewien czas pozostawała niepewna. Po referendum złożono protesty dotyczące między innymi możliwego naruszenia ciszy referendalnej. Ostatecznie wybory wyznaczono na 27 września, a ewentualną drugą turę na 11 października.
Kandydatów przybywało. Nie wszyscy dotrwali do rejestracji
Niemal natychmiast po referendum rozpoczął się wyścig o fotel prezydenta. Chęć startu deklarowali między innymi były prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś, Bartosz Bocheńczak z Konfederacji, Michał Drewnicki z PiS, Daria Gosek-Popiołek z Lewicy, Aleksandra Owca z Partii Razem, Sławomir Pietrzyk z Socjaldemokracji Polskiej, Grażyna Zofia Świat z Bezpartyjnych Samorządowców Małopolski, Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej, były krakowski radny Łukasz Wantuch, a także Marianna Schreiber.
Do wyścigu dołączył również Jan Hoffman. Była to jedna z ciekawszych zmian po referendum. Początkowo jego środowisko nie przesądzało, czy wystawi własnego kandydata. Hoffman mówił, że inicjatorzy mogą poprzeć osobę, która zobowiąże się do realizacji ich postulatów. Ostatecznie sam zdecydował się ubiegać o urząd prezydenta.
Długo na jednoznaczną deklarację kazał czekać także Łukasz Gibała. Lider Krakowa dla Mieszkańców pozostawał jednym z najbardziej rozpoznawalnych potencjalnych kandydatów, ale przez wiele tygodni nie potwierdzał startu. Ostatecznie zdecydował się kandydować po raz czwarty. Wcześniej walczył o prezydenturę w 2014, 2018 i 2024 roku. W ostatnich wyborach dotarł do drugiej tury, w której przegrał z Aleksandrem Miszalskim.
Nie był to koniec komplikacji w jego kampanii. Przy pierwszej weryfikacji list poparcia okazało się, że ponad połowę złożonych podpisów zakwestionowano, przede wszystkim z powodu niepełnych adresów mieszkańców.
Dużo emocji było również wokół kandydata Koalicji Obywatelskiej i PSL. Początkowo pod uwagę brany był przedsiębiorca i rajdowiec Rafał Sonik. Rozmowy nie zakończyły się jednak porozumieniem. Sonik mówił Radiu Kraków, że strony zgadzały się co do ogólnego kierunku, ale ich agendy ostatecznie się rozminęły. Kandydatką popieraną przez KO i PSL została senator Monika Piątkowska.
Sonik jeszcze przez pewien czas nie wykluczał samodzielnego startu. Wśród innych nazwisk pojawiał się także Rafał Komarewicz, którego do kandydowania namawiała część jego środowiska politycznego, ale ostatecznie nie został kandydatem.
Swoją kandydaturę zgłaszała również Marta Ratuszyńska z ugrupowania Dobry Radom. Zarejestrowała komitet „Krakowska Bajka”, a wśród jej propozycji znalazł się między innymi pomysł budowy basenu na Rynku Głównym, jeśli pozwoliłyby na to względy konserwatorskie.
Z wyścigu wycofywali się też kandydaci, którzy wcześniej publicznie zapowiadali start. Marianna Schreiber zrezygnowała w ostatniej chwili – w dniu, w którym upływał termin zgłaszania kandydatur.
Od 24 komitetów do ostatecznej listy
Skala zainteresowania wyborami była duża. W połowie sierpnia zarejestrowane były 24 komitety wyborcze. Samo utworzenie komitetu nie oznaczało jednak jeszcze miejsca na karcie do głosowania. Każdy kandydat musiał zebrać co najmniej 3 tysiące ważnych podpisów mieszkańców.
Termin zgłaszania kandydatur upłynął 3 września o godzinie 16.00. Dopiero po sprawdzeniu dokumentów będzie wiadomo, kto ostatecznie znajdzie się na karcie wyborczej. Miejska Komisja Wyborcza ma podać oficjalną listę kandydatów najpóźniej 14 września.
Liczba chętnych do przejęcia ratusza zwracała uwagę także byłego wieloletniego prezydenta Jacka Majchrowskiego. Na antenie Radia Kraków mówił, że sytuacja „zaczyna być zabawą w Kraków” i krytykował partie za potrzebę wystawiania własnych kandydatów. Sam przyznał, że był namawiany do ponownego startu. Na pytanie, dlaczego się nie zdecydował, odpowiedział krótko: „Niech Pan Bóg broni”.