Bon rzemieślniczy, większe wykorzystanie Karty Krakowskiej, uszczelnienie systemu opłat za odpady i dostęp do unijnych pieniędzy na inwestycje energetyczne – to rozwiązania, które mogą mieć bezpośredni wpływ na portfele mieszkańców Krakowa. Bogusław Kośmider, prezes Krakowskiego Holdingu Komunalnego, przekonuje, że miasto ma jeszcze spore możliwości, by ograniczać wzrost kosztów usług komunalnych.
Kraków chce wesprzeć lokalnych rzemieślników bonem rzemieślniczym. Posiadacze Karty Krakowskiej mieliby otrzymać 50-procentową zniżkę na usługę, do maksymalnej kwoty 100 zł. Zdaniem Bogusława Kośmidra takie rozwiązanie może dać tradycyjnym zakładom nie tylko dodatkowych klientów, ale także większą rozpoznawalność.
– Trzeba im pomagać, trzeba ich chronić. I to jest też rola miasta – podkreśla prezes Krakowskiego Holdingu Komunalnego.
Chodzi między innymi o zakłady szewskie, krawieckie czy zegarmistrzowskie, które przez lata były naturalną częścią krakowskich dzielnic, ale coraz częściej przegrywają z dużymi sieciami i zmianą przyzwyczajeń klientów. Bon miałby być jednym ze sposobów na skierowanie części miejskiego popytu właśnie do niewielkich, lokalnych firm.
Karta Krakowska ma jeszcze niewykorzystany potencjał
Kośmider uważa, że możliwości Karty Krakowskiej nie kończą się na zniżkach komunikacyjnych czy nowych usługach. Jego zdaniem miasto powinno mocniej powiązać korzyści dla mieszkańców z faktem rozliczania podatków w Krakowie.
Według przytoczonych przez niego danych liczba podatników w Krakowie zbliżała się do 760 tysięcy, podczas gdy liczba osób faktycznie mieszkających w mieście wraz z rodzinami może być wyraźnie wyższa od liczby oficjalnie zameldowanych. To właśnie w tej różnicy Kośmider widzi potencjalne źródło dodatkowych wpływów do miejskiego systemu.
Najbardziej namacalnym przykładem są odpady.
Prezes KHK szacuje, że w Krakowie może mieszkać co najmniej 100 tysięcy osób, które produkują odpady, ale nie uczestniczą w pełni w finansowaniu systemu. Gdyby udało się objąć opłatami dodatkowe 100 tysięcy mieszkańców, do systemu mogłoby trafiać – według jego wyliczeń – blisko 50 mln zł rocznie.
– Wcale cena za śmieci nie musiałaby iść w górę – przekonuje Kośmider.
Zamiast automatycznego przerzucania rosnących kosztów na wszystkich mieszkańców miasto miałoby więc najpierw spróbować uszczelnić system.
ETS nie musi oznaczać drastycznej podwyżki
Jednym z czynników budzących obawy o przyszłe ceny odbioru odpadów jest objęcie spalarni systemem opłat za emisję CO2. Kośmider uspokaja jednak, że przełożenie nowych regulacji na rachunki mieszkańców nie powinno być tak duże, jak czasami sugeruje się w publicznej debacie.
Jak wyjaśnia, nie całość odpadów spalanych w krakowskiej instalacji odpowiada za emisję CO2 objętą systemem. Dodatkowo mechanizm ma być wprowadzany stopniowo, a część kosztów mogą ograniczyć mechanizmy kompensacyjne.
Według szacunków przedstawionych przez prezesa KHK w pierwszym okresie wpływ nowych opłat na obecne koszty miałby wynosić kilkanaście groszy, a dopiero w dalszej perspektywie – ponad złotówkę.
Znacznie ważniejsze z punktu widzenia miasta będzie więc przygotowanie spalarni do nowych wymogów. W Krakowie analizowane są między innymi technologie wychwytywania CO2. Problemem nie jest jednak samo przechwycenie dwutlenku węgla, lecz jego późniejsze zagospodarowanie na skalę przemysłową.
KHK uczestniczył już w projektach dotyczących takich technologii. Jednym z kierunków analizowanych w Europie jest wykorzystywanie odzyskanego CO2 na przykład w szklarniach.
Szansa na tańsze ciepło
Jeszcze większe znaczenie dla krakowian może mieć zmiana definicji ciepła odpadowego. Jeżeli ciepło produkowane w spalarni zostanie objęte korzystniejszymi regulacjami, KHK i MPEC będą mogły ubiegać się o dotacje na inwestycje w produkcję i sieć ciepłowniczą.
Dzisiaj część koniecznych inwestycji trzeba finansować na zasadach komercyjnych. Dotacje oznaczałyby mniejsze obciążenie inwestycyjne dla miejskich spółek, a w konsekwencji możliwość ograniczenia presji na ceny ciepła.
– Jak te środki będą dotacyjne, a nie komercyjne, to i ciepło będzie tańsze – mówi Kośmider.
W wielu krajach Europy ciepło ze spalarni jest już traktowane jako ciepło odpadowe, dzięki czemu instalacje mogą korzystać z preferencyjnego finansowania. Kraków liczy, że podobne rozwiązanie zacznie obowiązywać również w Polsce.
Dla mieszkańców najważniejsze będzie ostatecznie nie to, jak brzmią nazwy kolejnych mechanizmów unijnych czy krajowych programów, ale czy dzięki nim uda się ograniczyć wzrost opłat. W przypadku Krakowa gra toczy się jednocześnie o kilka rzeczy: większe wpływy do systemu gospodarki odpadami, dostęp do dotacji, modernizację infrastruktury i utrzymanie możliwie niskich kosztów usług komunalnych.