Tutaj cały świat zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Skąpani w słońcu sączymy ulubionego singapurskiego drinka Conrada na hiszpańskiej plaży La Linea. Z widokiem na pobliską skałę brytyjskiego Gibraltaru i na majestatyczne wierzchołki północnego Maroka. Morze Śródziemne mieni się srebrzystymi refleksami, a przez jazgot mew i buczenie oceanicznych kolosów przebijają się dźwięki gitary flamenco…
W Tarifie pływamy w Morzu Śródziemnym, a chwilę później w Oceanie Atlantyckim. Dwie krańcowo różne plaże, inne kołysania morza i fale. Rozkoszujemy się smażonymi, świeżo złowionymi rybami i malowniczą mariną. Idealne miejsce do odpoczynku, z wypadem do Tangeru, gdzie kusi świat egzotyki i dużo większych kontrastów.
Arabskie i berberyjskie dżalabije przechodniów, grobowce marabutów, jaskrawe barwy strojów i zwieńczone wielkimi sombrerami głowy kobiet z pobliskich gór Rif (z plemienia Dżiballi) handlujących serem… I wielokilometrowe, szerokie na kilkaset metrów plaże Tangeru pełne piknikujących kobiet w czadorach…
Granica, którą wyznacza pasmo wody Cieśniny Gibraltarskiej nie tylko rozdziela dwa kontynenty ale i je zbliża. Rejs szybkim promem z Tarify do Tangeru w Afryce trwa zaledwie 35 minut. W tym przesmyku - wrotach na Atlantyk i Afrykę - naprawdę można poczuć dotyk świata.
ELŻBIETA I ANDRZEJ LISOWSCY