Jak się pani funkcjonuje w koalicji opartej na przemocy?
- Jakiej przemocy?
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra tej koalicji, tak napisała. „Najpierw docinki na Radzie Ministrów, teraz ultimatum w mediach. W umowie koalicyjnej zobowiązaliśmy się do współpracy opartej na wzajemnym szacunku. Język ultimatum to łamanie umowy. Koalicja budowana na przemocy to droga do katastrofy”. To wpis pani koleżanki z rządu.
- To bardzo mocne słowa.
"Negatywne emocje nie są nikomu potrzebne"
Nie moje.
- Rozumiem. Emocje nie są potrzebne. Koalicja 15 października, zawarta w 2023 roku ma się bardzo dobrze. Została zaplanowana na całą kadencję i spokojnie przetrwa. Te niewielkie porozumienia niebawem w kuluarach zostaną wyjaśnione. Musimy uzbroić się w cierpliwość. My w Koalicji 15 października wzajemnie się nie atakuje. Nie gadamy, ale działamy.
Ta wypowiedź pani Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, to była odpowiedź na wypowiedź premiera Donalda Tuska, który powiedział, że jak się okaże, że nie jesteście z nami - to do Polski 2050 - to się pożegnamy. Wszystko w związku z wnioskiem o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski, która kiedyś była w Polsce 2050, a teraz jest w partii Centrum i oni się za bardzo nie lubią. To jednak jest ultimatum. „Jak się okaże, że nie jesteście z nami, to się pożegnamy”.
- Mogę odpowiadać za swoje słowa, nie za cudze. Ja bym się nie posunęła tak daleko w wypowiedzi. Pan premier podkreślił tylko, że mamy tworzyć spójną całość.
Czyli pani mówi, że premier posunął się za daleko?
- Nie. To nadinterpretacja i niepotrzebne nerwy. Już prawie za rok mamy wybory. Podział w Polsce 2050 to pokazanie swojej odrębności, tożsamości. Te negatywne emocje nie są nikomu potrzebne. W polityce czasem powie się za wiele i tego się żałuje. To nie jest dobra droga. Niebawem to wszystko się uspokoi.
"Umówiliśmy się z wyborcami na pełne cztery lata"
Pani mówi, że wybory są za rok z hakiem. Nie wcześniej? Zaczynają się pojawiać takie pytania w mediach, czy wcześniejszych wyborów nie będzie. Jeśli rzeczywiście stałoby się tak, że się pożegnamy, jak mówił premier, to macie państwo w tej chwili 139 posłów. Gdyby odjąć od tego 15, to już nie ma większości. Jest rząd mniejszościowy. To może lepiej te przyspieszone wybory? Tym bardziej, że sytuacja sprzyja Koalicji Obywatelskiej. Polska 2050 i partia Centrum dołują w sondażach. PSL też słabo. PiS ma problemy, to czemu nie zrobić tych wyborów teraz?
- 15 października, 2023 roku, po wyjątkowo wysokiej frekwencji wyborczej, umówiliśmy się z wyborcami na pełne cztery lata. Nie sądzę, żeby temu coś zagrażało. KO szła do wyborów jako kilka partii. Potrafimy działać wspólnie, nie będziemy się atakować. Ja odpowiadam za swoje czyny i słowa, nie będę oceniać naszych koalicjantów. To ich wybory. Nie sądzę, że jakaś „kałuża” się wyleje, ale w polityce nigdy nie mówi się "nigdy". Wszystko się może zdarzyć. O stabilność naszego porozumienia jestem spokojna.
Jak stabilna jest pozycja prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Jak pani ocenia jego strategię, żeby usuwać się z linii strzału, z linii oskarżenia? Żeby nikogo nie denerwować? Pan prezydent złagodził już decyzję o strefie czystego transportu, złagodził podwyżki cen biletów, złagodził przepisy w strefie płatnego parkowania. Do tego jeszcze obciął wszystkie premię wszystkim swoim urzędnikom. Czy to jest dobra strategia?
- Odwrócę pytanie, bo nie rozumiem źródła i genezy referendum. Może pan mi udzieli odpowiedzi?
"To wielki polityczny teatr"
Nie zbierałem podpisów ani nie zaangażowałem się w to referendum, więc nie mogę pani odpowiedzieć. Chciałem zapytać o tę strategię prezydenta, bo ona jest bardzo wyraźna. Sam prezydent nawet nie ukrywa, że ją ma, apelując przy okazji o to, żeby nie iść do referendum. Czy to się uda, czy to będzie skuteczne, czy rzeczywiście nie będzie wymaganej frekwencji?
- Jesteśmy w stanie wskazać jeden kardynalny błąd, który popełnił prezydent Miszalski? Taki błąd na miarę referendum?
Naprawdę nie moją rolą jest atakowanie ani bronienie prezydenta.
- Pan spotyka się tutaj z różnymi ludźmi, słyszał pan wiele opinii.
Nie dam się wciągnąć w taką rozmowę.
- Nie znajduję takiego kardynalnego błędu. Jak prezydent wprowadza program naprawczy, on nie zadziała od razu. Mówię o finansach. Nowi prezydenci otrzymują schedę po poprzednich rządach. W Krakowie było wiele lat kolejnych włodarzy. Prezydent jest wykonawcą, ale to Rada Miasta podejmuje uchwały.
Czy Koalicja Obywatelska, której przecież Aleksander Miszalski w Małopolsce jest szefem, ma scenariusz na czas po referendum, gdyby ono się okazało ważne? Czy państwo w ogóle tego nie przyjmują do wiadomości? Czy może jednak przyjmują i jest już kandydat na kandydata na nowego prezydenta?
- Jaką strategię mają ci, którzy do referendum doprowadzili?
Nie mam zielonego pojęcia, nie reprezentuję tych ludzi. Ja pytam.
- To wielki teatr polityczny wywołany tylko po to, żeby wzbudzić emocje w Krakowianach. Jak się zastanowimy nad tym, jest jasne jedno hasło – odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Pytamy, co dalej. Brak odpowiedzi. Jaki jest tego powód? Też nie znajduję odpowiedzi. Słychać o SCT. Ok. Skoro SCT, sięgnijmy źródeł tego problemu.
Czy Koalicja Obywatelska ma scenariusz na ewentualne odwołanie prezydenta Miszalskiego? Nie pytam o to, jakie są przyczyny referendum. To nie jest nasza sprawa. Jaka jest recepta Koalicji Obywatelskiej na ewentualne odwołanie prezydenta Miszalskiego i walkę o kolejną prezydenturę tutaj we wrześniu?
- Oczywiście, że to jest przyczyna i powód. Jak wyjaśnimy, czy to referendum jest zasadne, czy osoby – pomijam wątpliwe finansowanie – które tak dbają o budżet Krakowa, są skłonne wydać kolejne miliony na referendum. Tu jest odpowiedź. Referendum według mnie nie będzie skuteczne. Jest wiele przesłanek, choćby nieprawidłowości przy zbiórce podpisów, które wykazała PKW.
"Czy można wprowadzać pokój, nie mając pokoju w sobie?"
Czy jesteśmy gotowi na przedłużanie się konfliktu w Iranie. Wczoraj miały się zacząć negocjacje, ale się nie rozpoczęły, bo Iran nie chciał ich podjąć, ma to się stać dziś. Tak czy inaczej, nie wygląda na to, żeby to się miało lada dzień zakończyć. Tymczasem dopłaty do paliwa to jest miliard sześćset milionów miesięcznie w Polsce. Czy Polskę, która już ma w tej chwili dług na poziomie konstytucyjnym, około 60 procent, stać na to? Czy nie lepiej byłoby na przykład te półtora miliarda miesięcznie na szpitale przeznaczyć, skoro szpitale są niedofinansowane? Mamy teraz czarny protest. Może to byłoby lepsze niż chwalenie się, że mamy najtańsze paliwo w Europie i płacimy za to wszyscy? Ponad półtora miliarda miesięcznie.
- To najtańsze paliwo w Europie, czyli program CPN, to realne działania rządu, które mają zapobiec inflacji. Wszyscy pamiętają początek konfliktu na Ukrainie. Były ogromne ceny paliw. To napędziło wielką inflację. Paliwo to jedno z podstawowych źródeł. Transport to dostarczanie towarów do sklepów. Żeby potem nie dławić rozpędzonej inflacji, gasimy ją w zarodku. Nie będzie zamkniętych stacji paliw. Tego jestem pewna. Co do negocjacji na Bliskim Wschodzie, trudno powiedzieć. Prezydent Trump różnie się wypowiada.
To jeszcze króciutko cytat z Donalda Tuska wczorajszy. „Przewidywalność, wzajemna lojalność i pełna solidarność to dzisiaj deficytowe towary w światowej polityce”. To o Trumpie?
- Trudno powiedzieć, ale pewnie tak. Pan prezydent USA co innego mówi, co innego robi. Próbuje wprowadzać pokój, ale czy można wprowadzać pokój, nie mając pokoju w sobie?