- Kontrowersje wywołał język homilii – porównania do totalitaryzmów i ostre sformułowania stały się osią sporu.
- Pojawia się zarzut przekroczenia granic wypowiedzi – takie analogie uznawane są za nieadekwatne i krzywdzące wobec ofiar historii.
- Krytyce podlega sposób argumentacji – odwoływanie się do pojedynczych przykładów zamiast szerszego kontekstu społecznego.
- W tle jest pytanie o rolę duchownych – czy powinni komentować bieżące wydarzenia i wchodzić w spory polityczne.
- Spór dotyczy nie tylko treści, ale formy – czy homilia pozostaje przestrzenią duchową, czy staje się publicystycznym komentarzem.
- A
- A
- A
Czy to jeszcze Słowo Boże? Kontrowersje po homilii arcybiskupa Jędraszewskiego na Jasnej Górze
Język homilii zaczyna korzystać z tych samych narzędzi co polityka i media — dowodem jest niedzielne kazanie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na Jasnej Górze. Słowa o „haniebnej tradycji Sowietów i hitlerowców” nie są Słowem Bożym, lecz publicystyką polityczną — wykluczają, stygmatyzują i dzielą. „Arcybiskup Jędraszewski liczył na bycie kardynałem, na bycie kimś ważnym w polskim Kościele. To się nie zrealizowało i prawdopodobnie nosi w sobie zadrę z tym związaną. Postanowił jeszcze raz zabłysnąć i zaistnieć” — mówił w Radiu Kraków redaktor Filip Flisowski z katolickiego magazynu „Kontakt”.Arcybiskup Marek Jędraszewski znowu w centrum uwagi. Na Jasnej Górze skrytykował współczesną szkołę i rządzących, porównał poziom wychowania patriotycznego do metod Trzeciej Rzeszy. Skrytykował aborcję jako „cywilizację śmierci” i wskazywał na rolę prezydenta w obronie fundamentalnych wartości. Z czego wynika ta aktywność byłego metropolity krakowskiego?
- Wydaje mi się, że to jest aktywność osoby, której ciężko jest pożegnać się z funkcją, jaką pełniła. W życiu każdego człowieka, który miał kiedyś jakąś władzę, i to często władzę niespełnioną, pojawia się taka potrzeba. Pamiętamy, że arcybiskup Jędraszewski liczył na bycie kardynałem, na bycie kimś ważnym w polskim Kościele. To się nie zrealizowało i prawdopodobnie nosi w sobie zadrę z tym związaną. Postanowił po prostu jeszcze raz zabłysnąć i zaistnieć.
Arcybiskup Jędraszewski to dobrze wykształcony człowiek, jeszcze w pełni władz umysłowych, więc zapewne chce wykorzystać narzędzia, którymi posługują się też politycy, influencerzy, niektórzy dziennikarze czy publicyści. To znaczy wrzucenie jakiegoś hasła czy tematu, który przykuwa uwagę. Ten "Hitler" spełnił tutaj swoją rolę, miał zelektryzować opinię publiczną. Arcybiskup chciał skupić kamery na sobie, raz jeszcze spróbować być ważnym. No i wyszło, jak zwykle.
Mimo oficjalnego głosu kardynała Grzegorza Rysia o dialogu polsko-żydowskim, otwarcia archiwum krakowskiej kurii, arcybiskup Jędraszewski z dużą determinacją tworzy przeciwny nurt w Kościele krakowskim, a może nawet ogólnopolskim.
- Nie wiem, czy tworzy... To raczej jest nurt schyłkowy. Taki, który i w episkopacie, i w Kościele, i w ogóle w Polsce - mam nadzieję - odchodzi do lamusa. Ale to jest o tyle przykre, że pojawia się próba antagonizowania Polaków z Niemcami. Proszę zauważyć - oprócz tego Hitlera pojawiają się też inne wątki. A przecież był list biskupów polskich do biskupów niemieckich, potem odpowiedź niemiecka sprzed kilkudziesięciu lat, nawołujące do wzajemnego przebaczenia. To jest próba powrotu do czasów sprzed tego listu, do czasów nienawiści, animozji.
Co więcej, granie na nucie antyniemieckiej, popularne w niektórych środowiskach politycznych w Polsce, jest bardzo szkodliwe dla Polski i stosunków międzynarodowych. A trzeba pamiętać, że bez współpracy z Unią Europejską i z Niemcami w dłuższej perspektywie, Polska pozostaje bardziej narażona na wpływy Rosji. I to jest duży problem.
Arcybiskup przywołał także słowa świętego Jana Pawła II spod Giewontu i mówił o obronie krzyża. Dodał, że są u nas ludzie, którzy ten krzyż poniewierają i wpisują się w haniebną tradycję sowietów i hitlerowców. Odniósł się też do wpisu w mediach społecznościowych, kiedy w Wielki Piątek płonął papieski krzyż w Warszawie. Mam wrażenie, że arcybiskup jest dobrze zorientowany w tym, co dzieje się w sieci.
- Arcybiskup jest z pewnością dobrze zorientowany. Ma dziś więcej czasu, bo nie pełni już funkcji administracyjnych, a przy tym jest człowiekiem bardzo dobrze wykształconym. Porównywanie współczesnych wydarzeń w Polsce do tego, co działo się w hitlerowskich Niemczech i stalinowskim Związku Radzieckim – do hekatomb, które przetoczyły się przez Polskę w latach 30. i 40., do systemów, które doprowadziły do śmierci milionów ludzi – jest znieważaniem ofiar tych zbrodniczych reżimów. Tym bardziej że mówimy o kraju, który sam tego doświadczył – także Krakowie, naznaczonym historią Generalnego Gubernatorstwa, Hansa Franka i bliskości Oświęcimia. To bardzo bolesne.
Przekracza granice wypowiedzi?
- Zdecydowanie. To mnie obraża nie tylko jako katolika, ale jako Polaka, jako patriotę. To obraża osoby, które wtedy zginęły. Tym bardziej że nie zdarzyło się nic szczególnego — nie ma sytuacji wojennej, nie ma napaści, nie ma innego totalitaryzmu. Jest dyskusja dotycząca programu edukacyjnego. Wplątywanie w to sprawy spalonego krzyża w Warszawie jest zupełnym nieporozumieniem. To prawdopodobnie był po prostu nieszczęśliwy wypadek.
A czy Kościół może oficjalnie zakazać wypowiedzi swojemu duchownemu, nawet jeśli jest arcybiskupem i emerytem?
- Wydaje mi się, że zakazywanie wypowiedzi, poza tym że jest bardzo daleko idącym krokiem i dotyczy raczej krytycznych spraw, jak kwestie dogmatów czy ekskomuniki, jest w dzisiejszym świecie przeciwskuteczne. Zamykanie ust komukolwiek w epoce internetu i mediów społecznościowych jest nieskuteczne. Można szerzyć swoje poglądy na wiele sposobów. Co więcej, takie działanie zwraca jeszcze większą uwagę na osobę, która została ukarana. To jest znany mechanizm, także w polityce. W ten sposób dodatkowo wzmacniamy przekaz, którego być może nie chcielibyśmy nagłaśniać.
Jeszcze jeden aspekt — obrona życia. Arcybiskup przywołał konkretne przypadki, między innymi, Weroniki Krawczyk. Czy pana zdaniem to oznacza podważanie wyroków sądu?
- Tak to wygląda. Używanie jednostkowych przykładów do wzmacniania swoich tez to nie jest coś, czego oczekiwalibyśmy od osób publicznych, nie tylko od duchownych. Oczekiwalibyśmy raczej szerszych analiz społecznych, patrzenia na procesy, a nie wyciągania jednego przykładu do obrony tezy. Bo w ten sposób każdą tezę, nawet absurdalną, da się obronić. Od duchownych oczekujemy, że to, co mówią, przybliży nas Boga, do wszystkich świętych tajemnic. Nie uczestnictwa w przyziemnych sporach, wyciągania nazwisk, oceniania konkretnych osób, to jest taki trochę intelektualny magiel. Oczekujemy jednak dystansu i patrzenia szerzej — nie tylko przez pryzmat procesów społecznych, ale nawet pewnej wieczności.
Spójrzmy na kardynała Rysia. On nie uczestniczy w bieżących sporach. Pokazuje raczej, jak możemy być lepszymi ludźmi, jak dążyć do zbawienia. To jest rola duchownego.
A otrzymujemy rodzaj publicystycznego, politycznego komentarza, a nie Słowo Boże?
- I co więcej, jest to komentarz na niższym poziomie sporu. Oczywiście można mówić o pewnych tendencjach, prowadzić debatę publiczną. Każdy ma do tego prawo, także arcybiskup. Ale odnoszenie się do konkretnych wyroków sądowych, konkretnych osób, wciąganie w to dzieci, tragedii ludzkich, kwestii prokreacji — to są sprawy bardzo intymne i prywatne. Jeżeli chodzi o demografię, to jeśli naprawdę zależy nam na tym, żeby było nas więcej, to jednym z rozwiązań jest polityka migracyjna. Natomiast nie sądzę, żeby to był temat do rozstrzygania w homiliach.
Komentarze (15)
Najnowsze
-
22:01
Niedźwiedź zapolował tuż przy szlaku do Morskiego Oka. Fiakrzy opublikowali niezwykłe nagranie
-
21:20
15 smoków i 150 artystów nad Wisłą. Jubileuszowe widowisko w Krakowie przyciągnęło tłumy
-
20:05
Od Wadowic po Zakopane. Muzyka organowa połączy miejsca związane z Janem Pawłem II
-
19:49
Wypadek na przejeździe kolejowym w Bulowicach. Kierowca ranny
-
19:39
Końcowy etap budowy nowego węzła drogowego w Myślenicach. Utrudnienia
-
19:24
Czy Moniuszko jeszcze nas obchodzi?
-
18:02
Marek Długosz nowym królem kurkowym
-
16:49
Maja Chwalińska wicemistrzynią Roland Garros. Wielki sukces Polki
-
15:05
Bez skalpela i długiego pobytu w szpitalu
-
14:00
Kadr na "filmową" kładkę. Przeprawa w Łososinie Dolnej otwarta po remoncie
-
13:42
Wiwat król! Bractwo Kurkowe ma nowego monarchę
-
13:29
Sandecja przegrywa finał baraży. Zasłużony awans Podbeskidzia
-
12:51
Szef MON po spotkaniu z Budanowem: "Pamięć o ofiarach Wołynia nie podlega negocjacjom"
-
12:21
Sardynia. Nie tylko Costa Smeralda
-
11:59
Wisła nie pomoże Wieczystej. "Skupiamy się na własnych celach"
-
11:14
Zderzenie trzech samochodów w Zakliczynie. Jedna osoba pod opieką ratowników
-
10:36
Motoryzacyjne perełki z całej Polski można oglądać w Tarnowie. Najstarsza z 1916 roku!
-
10:06
Ma brata, dwa psy, węża , jaszczurkę oraz.. złoto OOM w boksie
-
10:00
120 scen z historii Wisły Kraków