Panie pośle, co państwo będą chcieli zrobić z zawetowaną ustawą o statusie osoby najbliższej? Ustawa przecież długo była konsultowana z ludowcami. Będą państwo chcieli odrzucić weto, czy spróbują porozumieć się z Kancelarią Prezydenta?
- Przede wszystkim bardzo źle stało się dla obywateli naszego kraju. Ponad dwa miliony osób, budząc się po wecie Karola Nawrockiego, może czuć się – i ma do tego pełne prawo – obywatelami drugiej kategorii w państwie, które ich dyskryminuje. Karol Nawrocki obiecywał w kampanii wyborczej, że podpisze taką ustawę. Oszukał wyborców, oszukał Polaków, ponieważ zawetował ustawę, która nie wprowadzała żadnych quasi-małżeństw. Pozwalała jedynie sporej części Polek i Polaków żyć godnie oraz sprawiała, że państwo było dla nich państwem, a ojczyzna – ojczyzną.
"To było absolutne minimum przyzwoitości"
Prezydent tłumaczył swoją decyzję ideologizacją. Użył właśnie takiego określenia. Nie widzi pan zatem możliwości negocjowania kształtu nowej ustawy z Kancelarią Prezydenta? Sam pan powiedział, że chodzi o interes dwóch milionów Polaków.
- Pytanie brzmi: jakie prawa, jakie elementy przyzwoitości, które państwo polskie miało zagwarantować tym ludziom, należałoby z ustawy usunąć? Jakich praw mielibyśmy ich pozbawić w imię kompromisu z Karolem Nawrockim? Naprawdę nie ma tu pola do szerszych zmian. Jedyne, co można zrobić, to przenieść podpisywanie takich aktów z Urzędu Stanu Cywilnego do notariusza. To pewien symbol. Być może właśnie ten symbol sprawiłby, że Karol Nawrocki podpisałby ustawę. Jestem jednak sceptyczny. Wydaje mi się, że polska klasa polityczna nie dojrzała jeszcze do tego, by szanować wszystkich obywateli naszego kraju. Musimy po prostu poczekać, aż do tego dorośnie.
Jacek Bańka: Ale skoro chodzi tylko o symbol, czyli przeniesienie zawierania takiego aktu do notariusza, to może warto spróbować?
- To jedyna rzecz, którą można w tej ustawie zmienić. Pewnie takie rozmowy będą prowadzone. Tylko o czym mamy debatować? Czy mamy pozbawić kogoś prawa do odwiedzania bliskiej osoby w szpitalu po to, żeby prezydent Nawrocki podpisał ustawę? Czy mamy ograniczyć prawo dziedziczenia po partnerze tylko dlatego, żeby uzyskać jego podpis? To są sprawy fundamentalne. Dotyczą podstawowych praw obywatelskich. Nie mieści mi się w głowie, żeby z ustawy usuwać właśnie te elementy. To było absolutne minimum przyzwoitości, jakie państwo polskie oferowało swoim obywatelom.
Jeśli chodzi o związki jednopłciowe, zagraniczne małżeństwa nadal będą transkrybowane w Polsce.
- To również pokazuje hipokryzję naszego państwa. Można zawrzeć jednopłciowe małżeństwo na przykład w Hiszpanii, a później w Polsce dokonać aktu jego transkrypcji. Natomiast jeśli chce się zawrzeć związek z partnerem lub partnerką tutaj, w Polsce – nawet jeśli mówimy o związku heteroseksualnym – politycy mówią: nie. Karol Nawrocki mówi: nie. Twierdzi, że zagraża to małżeństwu i jest przejawem ideologizacji.
"Lekarzy-rekordzistów jest wielu"
Mówi pan o hipokryzji państwa, ale Kraków też niespecjalnie kwapi się do takich transkrypcji. Z tego, co wiem, dokonano dotąd jednego wpisu.
- Procedura już ruszyła i wnioski są rozpatrywane. O szczegóły trzeba pytać w urzędzie. Zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego taka transkrypcja powinna się odbywać. Nie będzie to jednak żadna lawina wniosków, jak wydaje się politykom prawicy. To będą pojedyncze przypadki. Tak naprawdę w dyskusji o statusie osoby najbliższej chodzi przede wszystkim o Polki i Polaków żyjących w związkach heteroseksualnych. Szkoda, że politycy prawicy i Karol Nawrocki tego nie rozumieją.
Tymczasem prezydent podpisał ustawę, która wiąże zarobki lekarzy z numerem PESEL. Poparłby pan maksymalne wynagrodzenia lekarzy i ograniczenie ich pracy do jednej głównej placówki? Przypomnę, że minister zdrowia mówi o limicie 240 zł za godzinę.
- Jeżeli lekarz prowadzi prywatną praktykę, może zarabiać tyle, ile chce. Jeżeli jednak pracuje za publiczne pieniądze, takie ograniczenia powinny obowiązywać. Skoro nauczyciel akademicki może być zatrudniony na etacie najwyżej na dwóch uczelniach, to dlaczego lekarz miałby pracować w sześciu szpitalach jednocześnie, de facto przez 40 godzin na dobę, i pobierać za to wynagrodzenie?
Pamięta pan rekordzistę z miejskich szpitali w Krakowie?
- Rekordzistów jest wielu. Mogę podać przykład radnego Prawa i Sprawiedliwości z Tomaszowa Lubelskiego...
Ale pytam o Kraków.
- Chodzi o osobę, która jako dyrektor szpitala doprowadziła placówkę do pięciomilionowego zadłużenia, a sama zarabiała rocznie prawie 900 tysięcy złotych. To są przykłady patologii i z tym trzeba skończyć. Uważam, że jeżeli lekarz pobiera wynagrodzenie w placówce samorządowej lub państwowej, powinien liczyć się z ograniczeniami. Jednocześnie trzeba pamiętać, że są specjaliści najwyższej klasy, którzy powinni zarabiać więcej. Gdybyśmy zbyt mocno ograniczyli ich wynagrodzenia, mogliby przenieść swoją praktykę do innych krajów. Tego z pewnością byśmy nie chcieli.
"Powstanie wspólna ustawa dla wszystkich metropolii monocentrycznych"
Czyli należy ograniczyć także wynagrodzenia w miejskich szpitalach Żeromskiego i Narutowicza?
- We wszystkich szpitalach, w których występują ponadwymiarowe wynagrodzenia lekarzy.
A zgodzi się pan z szefem MSZ, że nikt w sektorze publicznym nie powinien zarabiać więcej od prezydenta, czyli więcej niż około 30 tysięcy złotych? To słowa Radosława Sikorskiego.
- Przede wszystkim trzeba też pokazać wynagrodzenia w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Rozumiem, że stąd mogła wziąć się ta wypowiedź. Radosław Sikorski pokazywał kiedyś swoją pensję jako ministra spraw zagranicznych. Była ona jedną z niższych w kierownictwie ministerstwa. Minister zarabiał mniej niż niektórzy kierownicy czy naczelnicy komórek organizacyjnych.
Taka zasada mogłaby obowiązywać. Jeżeli budujemy logiczną drabinkę wynagrodzeń, to głowa państwa powinna otrzymywać najwyższe wynagrodzenie. Pytanie tylko, w przypadku Karola Nawrockiego, za co te pieniądze otrzymuje. To już jednak inna kwestia. Sama zasada, że najwyższe wynagrodzenie stanowi punkt odniesienia dla pozostałych pensji w sektorze publicznym, daje się logicznie uzasadnić.
Mówimy oczywiście wyłącznie o sektorze publicznym.
- Tak. Cały czas mówimy o wynagrodzeniach w sektorze publicznym. Prywatne zarobki są prywatną sprawą.
Dzisiaj sporo złośliwości pod adresem prezydenta. Dlaczego jednak nie chcą państwo dać mu szansy odnieść się do ustawy metropolitalnej dla Krakowa? Ustawę dla Trójmiasta przecież podpisał.
- Powstanie wspólna ustawa dla wszystkich metropolii monocentrycznych, czyli takich, które mają jedno miasto centralne oraz otaczające je gminy i miasta. Ma ona kompleksowo rozwiązać ten problem w całej Polsce. Mam nadzieję, że Karol Nawrocki ją podpisze. Projekt ma trafić do Sejmu po wakacjach. Będzie to ustawa o rozwoju miast. Nie będzie więc osobnej ustawy dla Krakowa. Taką decyzję podjął rząd. Powstanie jedna ustawa dla wszystkich miast, które będą chciały tworzyć związki metropolitalne. Wszędzie będą obowiązywały te same zasady.
Jak to się jednak stało, że Trójmiasto już ma swoją ustawę, a trzy lata minęły i pozostałe miasta nadal jej nie mają?
- To proste. Trójmiasto jest metropolią policentryczną, podobnie jak konurbacja śląska. Są to zupełnie inne organizmy funkcjonujące według odmiennych zasad. Już sama nazwa „Trójmiasto” pokazuje, że mamy tam równorzędne ośrodki. Gdańsk nie jest jedynym dominantem, podobnie jak Katowice na Śląsku, gdzie dochodzi jeszcze kwestia Zagłębia. To są inne uwarunkowania.
Przyjęto więc założenie, że metropolie policentryczne mają własne ustawy – dotyczy to właśnie Trójmiasta i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Natomiast wszystkie metropolie monocentryczne, takie jak Kraków, Łódź, Poznań, Wrocław czy Warszawa, będą funkcjonowały na podstawie jednej wspólnej ustawy. To na jej podstawie samorządy będą mogły tworzyć związki metropolitalne.
Kiedy ta ustawa trafi do Sejmu? We wrześniu?
- Mówi się, że po wakacjach. Ostateczna decyzja należy do rządu. Kiedy projekt trafi do Sejmu, nie będziemy nad nim długo pracować, bo oczekiwania parlamentarzystów – choćby z Łodzi, Poznania czy Warszawy – są bardzo duże.
Trzeba jednak pamiętać, że samo uchwalenie ustawy nie oznacza jeszcze powstania metropolii. Samorządy muszą się porozumieć. Widać już dziś, że na przykład Skawina nie jest do końca przekonana do udziału w takim projekcie. Są różnice zdań dotyczące tego, jak metropolia miałaby wyglądać – czy miałaby obejmować wyłącznie gminy otaczające Kraków, czy sięgać znacznie dalej.
Trwa to bardzo długo. Minęły już ponad trzy lata, a przecież w kampanii wyborczej zapowiadali państwo, że będzie to dla Krakowa priorytet.
- To nadal jest priorytet dla Krakowa. Trzeba jednak przygotować wszystko rozsądnie, żeby nie okazało się, że tworzymy metropolię od Myślenic po Miechów, która później nie będzie w stanie realizować swoich zadań. Pracy rzeczywiście jest jeszcze sporo. Jeżeli ustawa pojawi się jesienią – a takie informacje docierają do nas z rządu – to na przełomie roku samorządowcy mogliby rozpocząć przygotowywanie lokalnych aktów prawa, które umożliwią utworzenie związku metropolitalnego.
Interes gospodarczy, prawa właścicieli nieruchomości
Jest pan zadowolony z kształtu ustawy dotyczącej najmu krótkoterminowego, którą przyjął rząd? Patrząc na pana minę, chyba nie do końca...
- Nie można tworzyć ustaw wyłącznie z perspektywy jednego miasta czy jednej gminy. Kraków znajduje się w dość specyficznej sytuacji, jeśli chodzi o problem turystyfikacji, ale trzeba brać pod uwagę również sytuację w innych częściach kraju. Zobaczymy jeszcze, jaki ostateczny kształt będzie miała ta ustawa po pracach parlamentarnych. Projekty rządowe bardzo często zmieniają się w Sejmie.
Zastanawiałbym się nad pozostawieniem samorządom możliwości wprowadzania ograniczeń przynajmniej na części obszarów miast najbardziej dotkniętych turystyfikacją, włącznie z możliwością zakazu najmu krótkoterminowego. Z drugiej strony trzeba pamiętać o interesie gospodarczym i o prawach właścicieli nieruchomości. Trzeba to jakoś wyważyć.
Mamy projekt i cieszymy się, że trafi do parlamentu. Tam rozpoczną się nad nim prace. Bardzo często projekty rządowe są w Sejmie zmieniane. Przykładem jest ustawa o transporcie publicznym, do której przyjęliśmy ponad 20 poprawek. Nie jest więc tak, że projekt wychodzący z rządu w niezmienionym kształcie staje się obowiązującą ustawą.
Polska 2050 już zapowiada poprawki, choć szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, że Koalicja Obywatelska je poprze.
- Nie wiem jeszcze, jakie to będą poprawki. Zobaczymy, co Polska 2050 przygotuje. My również zgłosimy własne propozycje zmian, bo często właśnie tak przebiegają prace parlamentarne. Poczekajmy na dyskusję w Sejmie.
Na razie mamy więc projekt ustawy przyjęty przez rząd.
- Dokładnie tak. Jesteśmy na etapie projektu rządowego.