Reklama na Facebooku. Koncert Metalliki Chorzów maj przyszłego roku. Dodatkowa pula biletów. Serce bije szybciej. Adrenalina skacze. Jeden klik, drugi klik.Czujemy ten dreszczyk jak przy pierwszym riffie. Szybki przelew blikiem. Mamy bilety.
Tyle, że nie mamy. Smutne, ale prawdziwe. Właśnie daliśmy się złapać. A jak to się stało? Po kliknięciu w reklamę lądujemy na stronie, która wygląda jak Ticketmaster czy e-bilet. Tylko adres jakiś inny. A jeśli adres wygląda podejrzanie, to już powinniśmy potraktować to jak sygnał alarmowy. For whom the bell tolls.
Dla kogo bije dzwon? Dla naszego portfela. Oszuści działają jak Master of Puppets. Pociągają za nasze emocjonalne sznurki.
Strona wygląda identycznie. Logo się świeci. Regulamin jest skopiowany. Opcje płatności niby są różne, ale działa tylko blik. Dlaczego? Bo to ekspresowy transfer. Pieniądze trafiają prosto do kieszeni przestępcy i rozpływają się jak dźwięk gitary w hali koncertowej. Transakcja jest szybka i nieodwracalna. A co jest najbardziej bolesne? Że dostajemy nawet bilet na maila.
Kod QR, grafika, wszystko jak trzeba. Tylko przy wejściu ochrona mówi EXIT LIGHT ENTER NIGHT bo nasz kod już dawno został wykorzystany. Koncert marzeń zmienia się w koszmar.
Jak się bronić? Po pierwsze bilety kupujemy tylko u oficjalnych sprzedawców najlepiej wchodząc bezpośrednio na ich stronę. Po drugie nie dajemy się zahipnotyzować reklamą. Bilety na koncert to inwestycja w emocje, a nie prezent od losu.