„Opcja atomowa” na razie w planie Z. Co z remontem drogi startowej?
Rok 2025 był najlepszym rokiem w całej historii lotniska Kraków Airport. Mówimy jednak o sukcesach minionego roku. Dziś jest pan bliski tzw. opcji atomowej, czyli zamknięcia lotniska na trzy miesiące, by wyremontować starą płytę lotniska?
Spieszę uspokoić wszystkich: jesteśmy daleko od opcji atomowej. To nawet nie jest plan B, ale plan Z. Tak jak komunikowaliśmy o ewentualnym zamknięciu lotniska – przypomnę: na okres trzech miesięcy, bo na tyle szacujemy czas remontu drogi startowej – informowalibyśmy z co najmniej rocznym wyprzedzeniem.
Gdyby jednak była taka konieczność, to kiedy mogłoby dojść do zamknięcia? Zimą czy raczej latem?
Byłby to okres, w którym skutki byłyby najmniej dotkliwe i dla nas, i dla pasażerów. Droga startowa jest pod stałą opieką naszych służb oraz zewnętrznych ekspertów, także wojskowych, którzy co pół roku oceniają stan nawierzchni. W tej chwili nie ma żadnych symptomów świadczących o czymś niepokojącym. Musimy jednak być gotowi. Dlatego równolegle z procedowaniem budowy nowej drogi startowej przygotowujemy także projekt remontu obecnej – na wypadek, gdyby taka potrzeba jednak zaistniała.
A na co państwo dziś czekają, skoro lotnisko wciąż nie doczekało się decyzji środowiskowej dotyczącej nowego pasa?
Czekamy na nową drogę startową, bo jesteśmy przekonani, że to inwestycja potrzebna Krakowowi, Małopolsce, lotnisku i przede wszystkim pasażerom. Wierzymy, że przeniesienie postępowania z Kielc do Krakowa, które nastąpiło pod koniec ubiegłego roku, nie wydłuży znacząco procesu. Postępowanie w zdecydowanej większości zostało już zakończone. Obecnie szacowany termin wydania decyzji to koniec stycznia. Oczywiście wolelibyśmy, aby stało się to wcześniej, bo procedura była prowadzona w Kielcach od wielu lat.
Nowy pas: decyzja środowiskowa i harmonogram. Dlaczego finał dopiero w 2032 roku?
Czyli na koniec stycznia tego roku zostanie wydana decyzja środowiskowa?
Taką mamy nadzieję. Taką informację przekazał nam organ. Zdajemy sobie jednak sprawę, że ze względu na objętość dokumentacji termin może się wydłużyć, choć mamy nadzieję, że nie będzie to opóźnienie znaczące.
Jeśli decyzja zapadłaby pod koniec stycznia, jaki byłby dalszy harmonogram prac nad nową drogą startową?
Przy założeniu, że decyzja zostałaby wydana jeszcze w ubiegłym roku, mówiliśmy o roku 2031 jako terminie zakończenia inwestycji. Teraz, w sposób naturalny, termin ten się wydłuży i na ten moment mówimy o roku 2032.
Dlaczego to wszystko tak długo trwa? Dlaczego nikogo nie przekonuje fakt, że to także lotnisko wojskowe o znaczeniu militarnym i geopolitycznym?
Kontekst wojskowy ma znaczenie, bo jesteśmy lotniskiem o przeznaczeniu cywilno-wojskowym. Jednak w 2014 roku na poziomie unijnym zaostrzono dyrektywy środowiskowe. Od tego momentu z uproszczonych procedur mogą korzystać wyłącznie inwestycje stricte wojskowe. Nasza inwestycja ma charakter mieszany. Postulujemy, by – zwłaszcza w kontekście wojny w Ukrainie – te przepisy zostały zliberalizowane także dla inwestycji cywilno-wojskowych. Na dziś jednak to się nie wydarzyło i obowiązuje obecny stan prawny.
A co w tej sprawie mówi szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, z którym zapewne pozostaje pan w stałym kontakcie?
Jesteśmy w stałym kontakcie, ale problem leży na poziomie unijnym. Przypomnę, że rok 2014 to również aneksja Krymu. Z jednej strony pogarsza się sytuacja geopolityczna, z drugiej – zaostrzane są regulacje środowiskowe. Mamy nadzieję, że wróci dyskusja o inwestycjach mieszanych i o potrzebie innego podejścia do nich w obecnych realiach.
Gdyby doszło do opcji atomowej, czy wstrzymany zostałby także ruch wojskowy?
Tak. Lotnisko byłoby zamknięte na całe trzy miesiące. Sprawdzaliśmy możliwości skrócenia tego okresu – analizowaliśmy projekty w Europie, konsultowaliśmy się z ekspertami – ale dziś wiemy, że trzy miesiące to minimum. W tym czasie lotnisko byłoby całkowicie wyłączone z ruchu lotniczego.
Również wojskowego?
Tak. Droga startowa byłaby sukcesywnie remontowana, prawdopodobnie z obu stron, by maksymalnie skrócić czas prac. To ogromny projekt, który przygotowujemy już od roku – zarówno pod względem technicznym, proceduralnym, jak i administracyjnym. Robimy wszystko, by ewentualne skutki były jak najmniejsze.
Ryzykowna opcja atomowa, zwłaszcza biorąc pod uwagę ruch wojskowy.
Podkreślam: dziś jej nie rozważamy. Nie ma sygnałów, by stan drogi startowej gwałtownie się pogarszał. Inwestujemy ogromne środki i czas – prace trwają praktycznie co noc – by utrzymać ją w należytym stanie. Bardzo szczegółowy system monitoringu, z udziałem ekspertów cywilnych i wojskowych, zapewnia bezpieczeństwo operacji.
Gdyby jednak doszło do zamknięcia, ile trwałaby odbudowa ruchu lotniczego – powrót do ponad trzynastu milionów pasażerów?
Kluczem jest uczciwa, transparentna komunikacja. Od początku mówimy otwarcie, że taka opcja istnieje, choć jest mało prawdopodobna. Informujemy o tym również przewoźników, by mogli się przygotować. Mamy dwa dobre przykłady: odbudowę ruchu po pandemii Covid-19 oraz zeszłoroczne, ponad czterdziestodniowe zamknięcie lotniska we Wrocławiu. Tam ruch został szybko przywrócony. Decydowały o tym dobra komunikacja, sprawne przeprowadzenie inwestycji i jasne relacje z przewoźnikami.
ILS, terminal i nowe połączenia: co zmieni się dla pasażerów w 2026 i 2027 roku?
A jaka jest dziś dynamika wzrostu? Jak może wyglądać rok 2026?
W naszej kategorii – lotnisk obsługujących od 10 do 25 milionów pasażerów – mamy najwyższą dynamikę wzrostu w Europie, poza Turcją i Izraelem. Rośniemy najszybciej, rywalizując z takimi lotniskami jak Budapeszt, Praga, Warszawa, Alicante czy Walencja. Oczywiście im większa baza, tym trudniej o kolejne rekordy. Ubiegły rok zamknęliśmy wynikiem ponad trzynastu milionów pasażerów – to około 20 procent wzrostu. Wierzę, że w 2026 roku osiągniemy kilkanaście procent tempa wzrostu, co pozwoli zbliżyć się do piętnastu milionów pasażerów, a być może nawet je przekroczyć.
Co pokazuje struktura ruchu pasażerskiego?
Jest bardzo ciekawa. Badamy naszych pasażerów co kwartał. Okazuje się, że lotnisko nie jest nastawione głównie na turystów. Około 70 procent ruchu generują mieszkańcy Krakowa, Małopolski i regionu. Turyści to około 30 procent. Po prostu pokochaliśmy latanie – traktujemy je jako element stylu życia. Oczywiście ruch turystyczny jest ważny – Kraków zwiększył udział turystyki w PKB miasta z 8 do 10 procent – ale to lotnisko przede wszystkim dla mieszkańców.
Byłoby lepiej, gdyby nie odwoływane loty z powodu złej pogody. Pytanie o system ILS – czy zostanie zamontowany na starej drodze startowej?
Mamy bardzo dobre informacje. ILS to kluczowy element. Lotnisko tej skali powinno mieć co najmniej drugą kategorię operacyjną. Przeszkodą były dotąd wymogi infrastrukturalne – konieczność podwojenia świateł osiowych drogi startowej. Eksperci wojskowi nie rekomendowali tak głębokiej ingerencji. Przełom nastąpił 27 listopada ubiegłego roku, gdy ICAO zniosło ten wymóg na poziomie globalnym. Choć nie został on jeszcze wdrożony w Europie, uzyskaliśmy potwierdzenie Urzędu Lotnictwa Cywilnego, że możemy certyfikować się na podstawie przepisów globalnych. Dzięki temu w przyszłym roku rozpoczniemy realizację zadań zmierzających do drugiej kategorii operacyjnej. Chcemy zakończyć ten proces w pierwszym kwartale 2027 roku.
To jeszcze trochę potrwa.
Tak, bo to nie tylko zakup urządzenia. Dziękuję Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej i Urzędowi Lotnictwa Cywilnego za wsparcie. Trzeba także sprawdzić propagację sygnału – m.in. wpływ zieleni w otoczeniu lotniska. Wierzę, że wejdziemy w 2027 rok z ogromnym usprawnieniem funkcjonowania lotniska.
Czyli od przyszłego roku mgły nie będą już tak straszne?
Będą miały mniejszy wpływ. Druga kategoria to zmiana rewolucyjna – szacujemy, że około 70 procent operacji, które dziś są niemożliwe, będzie realizowanych. Dodatkowo wprowadziliśmy nowe procedury LVP. Od października do końca roku obsłużyliśmy dzięki nim ponad 300 tysięcy pasażerów, którzy wcześniej nie mogliby wylądować lub wystartować z Krakowa.
Pasażerowie czekają jeszcze na nowy terminal. Te perturbacje z pasem niczego tu nie zmieniają?
Nie. Terminal realizujemy zgodnie z planem. Na przełomie kwietnia i maja oddamy tymczasowy terminal – dawny cargo – z sześcioma nowymi gate’ami. To zwiększy przestrzeń o 30 procent. Pierwsza faza rozbudowy terminalu to koszt blisko 700 milionów złotych, realizacja od 2029 roku. Druga do 2032. Cały plan inwestycyjny to ponad cztery miliardy złotych.
A inne udogodnienia dla pasażerów?
Już są odczuwalne. Ograniczyliśmy kolejki do kontroli bezpieczeństwa, mamy najnowsze urządzenia, nie trzeba wyciągać elektroniki ani płynów. W tym roku kupimy kolejne urządzenia, w tym body skanery i systemy pozwalające przejść kontrolę bez zdejmowania butów. Będą też nowe bramki, stanowiska do samodzielnego nadawania bagażu. Technologią minimalizujemy braki infrastrukturalne. Zatrudnienie w spółce wzrosło w ubiegłym roku o ponad 10 procent.
Nowe połączenia, nowi przewoźnicy – niczego z wyprzedzeniem nie deklarujecie, ale…?
Ale będzie dobrze. Wraca po latach Budapeszt. LOT zwiększa ofertę o 40 procent – nowe kierunki to Rzym, Barcelona i Madryt. Będzie też Wenecja oraz bardzo ważne wejście Etihadu, który przez Abu Dhabi otwiera dostęp do wielu destynacji na świecie. To przewoźnik, który wyznacza standard jakości, dlatego cieszymy się, że Kraków Airport dołącza do tego elitarnego grona.