Jak pani ocenia jedną z pierwszych deklaracji Łukasza Gibały po tym, jak został wybrany na prezydenta Krakowa, a mianowicie te, że nie tylko nie pójdzie w marszu równości, ale nawet nie obejmie go patronatem? Powiedział to w Radiu Kraków w noc po wyborach w tą ostatnią niedzielę.
- Wydaje mi się, że te deklaracje były już przed wyborami. Słyszałam je w programie telewizyjnym przed II turą. Ja bym tak nie zrobiła. Niestety nie dostałam się do II tury. Nie tym razem.
W tej rozmowie z Jackiem Bańką w ostatnią niedzielę było też takie wprost straszenie imigrantami. Zacytuję. „Jak popatrzymy na to, co się dzieje w miastach Europy Zachodniej, jak chodzi o całe dzielnice, do których jest strach wejść człowiekowi, o naszym kolorze skóry, to ja bym był bardzo ostrożny, jeśli chodzi o politykę progresywną”. Konfederacjami zajeżdża, nie sądzi pani?
- Łukasz Gibała ma pewne plany i punkty programowe, z którymi się zgadzam. Byliśmy w koalicji w 2024 roku i razem w klubie. Ma też poglądy, z którym się nie zgadzam. To naturalne. Politycy różnią się co do wizji. Najważniejsze jest to, żeby było mniej deklaracji, więcej działania. Działania zobaczymy w następnych tygodniach. W przyszłym tygodniu jest ślubowanie. Poczekajmy na realne decyzje ważne dla Krakowa. Mówił, że ma to dotyczyć cen biletów. To mieszkańców Krakowa bardzo interesuje i ucieszy, jeśli zostanie wprowadzone.
Myślałem, że partia Razem ma jakieś imponderabilia. Jakieś takie wartości niezaprzeczalne, których za bilet tańszy to by nie oddała...
- Łukasz Gibała nie należy do partii Razem.
W tej kampanii jednak znacznie ostrzej atakowała pani Monikę Piątkowską niż Łukasza Gibałę. Nawet przed pierwszą turą w Kanale Zero deklarowała pani, że możliwa jest współpraca, w końcu ta współpraca już była i w jakichś tam sprawach z Łukaszem Gibałą może się pani dogadać po wyborach.
- Oczywiście. Tak samo, jak dogadywałam się wcześniej. Jak były dobre pomysły, głosowałam też za projektami prezydenta Miszalskiego. Nie jestem w polityce, żeby kogoś pouczać, wygłaszać z mównicy i ambony górnolotne słowa. Chcę zmieniać życie ludzi na lepsze. To mój cel. Ja mam swoje poglądy, wartości, ale chciałabym znaleźć rozwiązania, żeby kształtować życie i miasto, które lepiej działa dla ludzi. Nie spierajmy się z każdym słowem, które ktoś powiedział. Nie ma drugiej osoby na całym świecie, z którą zgadzałabym się ze wszystkim. Co do atakowania w kampanii, musi być rozróżnienie. Ja nie atakowałam niczyjej rodziny, domu, osobistych przymiotów. W debatach powinno się dziać tak, że zadaje się pytania o plany i wiarygodność. Jak są kandydaci, którzy mówią jedno, a robią drugie, ludzie powinni o tym wiedzieć. Jak są kandydaci, którzy pochowali swoje plany w kampanii, te pytania powinny paść. Jak to są ataki, będę atakować. Dla mnie to merytoryczna rozmowa, która wyciąga na wierzch to, czym jest polityka oferowana przez poszczególne środowiska.
Tak się zastanawiam, czy partia Razem drugi raz nie popełniła tego samego błędu. Pamiętam kampanię wyborczą na prezydenta kraju. Państwo trzymali równiusieńki dystans do obu kandydatów. Pani nawet powiedziała, że jest pani tak samo daleko i do Trzaskowskiego, i do Nawrockiego. A nawet dociskana - to było chyba w Rzeczpospolitej - przez dziennikarza, nie powiedziała pani tego, co wcześniej mówił na przykład Szymon Hołownia, że idźcie głosować i nie głosujcie na PiS. Bez poparcia konkretnego.
- Ja nie jestem Szymonem Hołownią. On jest członkiem koalicji rządzącej.
Potem Karol Nawrocki wetował ustawy, na których jak rozumiem partii Razem zależało. Jest skrajnie antyaborcyjny. Jest skrajnie przeciwny prawom osób LGBT+. Nawet chciał, co jest już gospodarczym postulatem partii Razem, wpisać do konstytucji zakaz podatku katastralnego. Chodzi o to, że moim zdaniem ten dystans nie powinien być taki sam do obydwu kandydatów, bo jednak wydaje mi się, że ideologicznie w tamtych wyborach było państwu bliżej do Trzaskowskiego.
- Partia Razem ma własny program, agendę i kandydatów. Tak samo jak w wyborach w 2025 roku, teraz też nie dostaliśmy się do II tury. Nasi wyborcy to nie jest worek ziemniaków, który się przerzuca, bo ktoś coś powiedział w kampanii. Nasi wyborcy mogą iść i głosować, na kogo chcą. My szanujemy demokrację. My zachęcamy zawsze ludzi do pójścia do wyborów. Ja też byłam. Jestem jednak polityczką. W polityce to nie jest tylko kwestia deklaracji, kolorów i sztandarów, ale też wiarygodności. To kwestia złożonych wartości i systemów tego, co ktoś chce w polityce zrealizować. Łatwiej jest coś opisać jedną flagą, jednym hasłem, ale to nie oznacza, że tak samo lub bardziej szkodliwe dla kobiet i osób LGBT+ nie będzie np. skrajne niedofinansowanie NFZ-u i doprowadzenie do zapaści publicznej ochrony zdrowia. To zostało zawetowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Z nim też się skrajnie nie zgadzałam w wielu kwestiach, ale gdyby on wtedy nie zawetował tej obniżki składki dla przedsiębiorców, którą łącznie z Szymonem Hołownią i z jego wielkim entuzjastycznym przyklaśnięciem przeprowadzała koalicja rządowa, w tym momencie mielibyśmy jeszcze gorszą sytuację w publicznej ochronie zdrowia. Nie będę bronić jednych czy drugich polityków obu opcji, z którymi się po prostu nie zgadzam.
Za tydzień mają być kolejne protesty, kolejne marsze pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Pani się wybiera?
- Ja w czwartek będę nieobecna, ale cieszę się, że pan o tym mówi. Polecam wszystkim. Protesty mają być w kilkudziesięciu miastach. Na profilach Razem można znaleźć informacje. W Krakowie będzie to przy Placu Wszystkich Świętych.
Czy pani zdaniem prezydent Karol Nawrocki może nie zaprosić na ślubowanie, bo on technicznie nie odbiera tego ślubowania od wybranego przez Sejm sędziego? Czy też ma prawo tego nie zrobić? Kto w tym sporze ma rację?
- Nikt nie ma tu racji. KO i PiS zrobiły sobie z TK i polskiego porządku prawnego cyrk. To jest ostateczne potwierdzenie, że żadne z tych ugrupowań nie ma w sercu dobra Polski. Oni chcą drugiemu bardziej przysolić. Prezydent blokuje ślubowania sędziów. To paranoja. Ugrupowania, które szły z przywróceniem praworządności na sztandarach, a wybierają ministra z rządu na sędziego TK, to zaprzeczenie logiki. To żarty z ludzi, którzy poważnie traktowali zapowiedzi o praworządności. Na dzisiaj jedynym rozwiązaniem jest rodzaj resetu, wyjście z tego klinczu. Żadna ze stron sporu nie potrafi zrobić kroku w tył. Albo będzie krok w stronę dobra Polski, albo obie strony dostaną od wyborców – mam nadzieję - czerwoną kartkę.
Chciałbym na koniec zapytać panią o konflikt na lewicy. Lewica zaczęła wam oddawać. Państwo atakują Lewicę dosyć ostro od dawna, a ta partia była dosyć wstrzemięźliwa, aż wyszła pani ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk na mównicę sejmową i do pani kolegów i koleżanek, powiedziała - „Wasza obecność w tych ławach poselskich polskiemu pracownikowi nie przynosi dokładnie nic. Od wielu lat każdego miesiąca każdy z was pobiera kilkanaście tysięcy złotych i pracownik nie ma z tego dokładnie nic. Jedyne miejsca pracy, jedyne wynagrodzenia, które was partio Razem obchodzą, to są wasze wynagrodzenia”. Pani zaskoczona była tym wystąpieniem?
- Musimy sobie powiedzieć jasno, że nie ma konfliktu na Lewicy. Może w Lewicy, ale to nie moja partia. My wytykamy błędy rządu. Tym zajmuje się opozycja. Patrzymy rządowi na ręce, proponujemy swoje rozwiązania, przeprowadzamy kontrole poselskie, interwencje. Jak Nowa Lewica odbiera to jako ataki, nie zauważyli chyba, że są w rządzie. Tak samo robimy wobec KO, Polski 2050, PSL…
Z tamtymi osobami nie szli państwo razem do wyborów.
- To było trzy lata temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. My wykonujemy pracę opozycji, oni są w rządzie, prowadzą ministerstwa, odpowiadają za resorty. Po wynikach w 2023 roku mieli pakiet kontrolny, który pozwalał im uzyskać pewien wpływ na politykę rządową. My tego nie mieliśmy. Ten układ, w którym rząd nie rozumie, po co jest opozycja, nie jest naturalny. Wszystkie partie z rządu powinny sobie przypomnieć, z jakimi hasłami demokratycznej opozycji występowali. Demokratyczna opozycja dalej istnieje i będzie istnieć.