Dla polskiej tenisistki awans do paryskiego finału to absolutny przełom. Nagroda rzędu 1,4 miliona euro, czyli około 5,92 miliona złotych, to kwota, która zmienia wszystko, zwłaszcza w zestawieniu z jej dotychczasowymi wynikami. Przed tym turniejem, przez całą swoją zawodową karierę, zawodniczka zarobiła na kortach łącznie 750 tysięcy euro.
Wielki finał we Francji pozwolił jej niemal dwukrotnie przebić ten życiowy dorobek w zaledwie dwa tygodnie. Zarobki w sporcie potrafią być jednak mylące, ponieważ pochłaniają je ogromne koszty stałe. Należą do nich opłaty za bilety lotnicze, hotele i codzienna logistyka na całym świecie, a także wynagrodzenia dla całego sztabu szkoleniowego, fizjoterapeutów i menedżerów. Z tego powodu zdecydowana większość jej wcześniejszych dochodów musiała być natychmiast reinwestowana w starty w kolejnych turniejach, by w ogóle utrzymać się w cyklu.
Zapytana podczas konferencji prasowej o to, na co zamierza wydać wygraną, tenisistka odpowiedziała:
"Pewnie coś sobie kupię, ale szczerze — nie mam jeszcze nic szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze zainwestować w siebie i swój tenis. Podpytam trenera Maćka, jak mogę sobie pomóc, jakiś sprzęt może. Myślę, że to będzie taki priorytet dla mnie na ten moment".
Ta krótka wypowiedź doskonale dowodzi, że Polka twardo stąpa po ziemi, a ogromny sukces nie zawrócił jej w głowie. Mądre inwestowanie we własny rozwój i zaplecze treningowe to najlepsza droga do tego, aby w niedalekiej przyszłości sięgać po kolejne prestiżowe trofea na światowych kortach.