Polka rozpoczęła zmagania w stolicy Francji od kwalifikacji, dzięki którym zadebiutowała w drabince głównej tej imprezy. Rozegrała zatem więcej spotkań od Sznajder oraz jej finałowej rywalki - innej Rosjanki Mirry Andriejewej. Spytana, jak czuje się fizycznie, odparła: - Nienajlepiej, nie będę kłamać.
- Gra z jednymi z najlepszych zawodniczek na świecie dzień po dniu to ogromne wyzwanie. Ale to jest Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko i jeszcze więcej. Ja na to ani trochę nie narzekam - podkreśliła.
Przez większość zaciętego pojedynku z dwa i pół roku młodszą i znacznie wyżej notowaną w światowym rankingu Sznajder Polka potrafiła zachować spokój.
- Czasem też bywam szalona... Ale staram się panować nad sobą, bo wiem, że to dla mnie najlepszy sposób, żeby grać na moim najwyższym poziomie. Staram się być spokojna, ale we mnie, w środku, jest burza - żartowała Chwalińska.
Zapowiedziała, że zanim zacznie przygotowywać się do finału z inną Rosjanką Mirrą Andriejewą, chce celebrować tę chwilę.
- Chcę trochę pożyć, nacieszyć się tym dniem. Potem się zregenerować, żeby w finale móc dać z siebie wszystko - zakończyła czwarta w historii Polka w finale zmagań singlistek w turniejach wielkoszlemowych.