W powiecie nowosądeckim od początku roku strażacy ugasili 231 pożarów. 130 z nich to pożary traw. "To już nie można powiedzieć, że to sporadyczne zjawisko. To jest zjawisko na masową skalę. Ostatniej nocy do takich pożarów doszło ponad 20 razy" - mówi Paweł Motyka zastępca komendanta straży w Nowym Sączu.
W całej Małopolsce sytuacja jest równie poważna - od początku roku to już blisko tysiąc pożarów. "Te pożary rozpoczęły się z początkiem lutego. W lutym było ponad pół tysiąca pożarów, a tylko w marcu było 387 interwencji" – wylicza w rozmowie z Radiem Kraków Sebastian Woźniak z komendy wojewódzkiej straży pożarnej.
Zadbana, skoszona łąka nie jest w stanie się spalić. "Palą się nieużytki, miejsca zaniedbane, zaśmiecone" - tłumaczy Wojciech Szewczyk z Zakładu Łąkarstwa Uniwersytetu Rolniczego. W pożarach giną między innymi cenne dla nas, ludzi, owady zapalające. "To trzmiele, pszczoły samotnice, zwierzęta, które mieszkają tam, zimują. Liczne pajęczaki i mniejsze organizmy, które w pożarach tracimy bezpowrotnie" - ocenia Szewczyk.
Tydzień temu w Dąbrówce w powiecie bocheńskim w skutek pożaru traw spłonęło 60 uli - czyli ponad milion pszczół.
Giną także całkiem spore zwierzęta. Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody wymienia tu m.in. jeże, zające i pisklęta.
Mitem jest również, że wypalanie traw użyźnia ziemię. "To, co najcenniejsze w nawozach, czyli azot, tracimy właśnie w pożarze. Tak samo jak materię organiczną. Chcemy ją przecież odbudować w glebach – starają się nie tylko przyrodnicy, ale i rolnicy" - dodaje Wojciech Szewczyk.
Pożary traw bardzo łatwo wymykają się spod kontroli człowieka - wtedy są groźne nie tylko dla przyrody, ale i dla ludzi i ich domów. Najczęstszym powodem wypalania traw jest - zdaniem specjalistów - niewiedza. Mówi się także o... bezmyślnej zabawie albo lenistwie właściciela nieużytku.
(Katarzyna Maciejczyk/ew)