11 ujęć, ponad dwa miliony złotych i spór, którego początki sięgają zmian w zasadach udostępniania gruntów Tatrzańskiego Parku Narodowego. SEWiK podkreśla, że ujęcia służą Zakopanemu od 120 lat – powstały więc znacznie wcześniej niż park. TPN odpowiada, że obecne przepisy nie pozwalają mu udostępniać gruntów na dotychczasowych zasadach. Różnicy zdań nie udało się rozstrzygnąć przy stole – sprawą zajmują się sądy.
TPN: Przepisy nie pozwalają na symboliczną opłatę
Wszystkie jedenaście ujęć, z których SEWiK czerpie wodę dla Zakopanego, znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Dziś grunty należą do Skarbu Państwa i są w użytkowaniu wieczystym TPN.
Dyrektor parku Szymon Ziobrowski przekonuje, że zgodnie z przepisami nie może już udostępniać ich za symboliczną opłatę, jak było wcześniej.
Park jest do tego zmuszony i zmuszają go do tego obowiązujące przepisy. Od 2017 roku TPN działa w szczególnym reżimie prawnym. Jeżeli wydzierżawia nieruchomości, muszą one zostać wcześniej wycenione przez biegłego. Na podstawie tej wyceny ogłaszany jest przetarg
- wyjaśnia Ziobrowski.
Kilka lat temu TPN ogłosił taki przetarg. Cena wywoławcza wynosiła około 200 tysięcy złotych rocznie. Ówczesny zarząd SEWiK-u uznał tę kwotę za zbyt wysoką i do przetargu nie przystąpił. Park zaczął więc naliczać należności za korzystanie z terenu bez umowy. Sprawa trafiła do sądu.
Dyrektor TPN mówi, że należności nadal rosną, bo spór nie został rozwiązany. Zarzuca też spółce, że zamiast szukać porozumienia, prowadzi kolejne postępowania sądowe.
- Żeby mówić o zmniejszeniu długu, trzeba przystąpić do rozmów. Według mojej wiedzy nikt z taką intencją nie wystąpił. Raczej spotykamy się w sądzie na kolejnych rozprawach, które SEWiK sukcesywnie przegrywa. Te postępowania trwają, a ponieważ trwają, dług rośnie. Przy naszej ogromnej otwartości na rozmowy nie rozumiem, dlaczego mamy stać się zakładnikami decyzji SEWiK-u, który popełnia grzech zaniechania - mówi dyrektor parku.
SEWiK: Opłaty mogą podnieść cenę wody o 25 procent
Prezes SEWiK-u Stanisława Czubernat przedstawia inną wersję wydarzeń. Według niej spółka próbowała uporządkować stan prawny ujęć, ale TPN oczekiwał zbyt wysokich opłat. Jak wylicza, zapłata dotychczasowych roszczeń oraz uregulowanie sprawy na przyszłość kosztowałyby już ponad dwa miliony złotych.
Jeżeli przeliczymy to na ilość dostarczanej rocznie wody, oznacza to wzrost jej ceny o około 25 procent. Te roszczenia finansowe będą musieli pokryć mieszkańcy w opłatach za wodę, ponieważ spółka kalkuluje taryfy bez żadnych zysków. Każde roszczenie parku oznacza, że będziemy musieli podnieść taryfy
- przekonuje Stanisława Czubernat.
To na razie wyliczenie spółki, a nie zatwierdzona podwyżka. W 2026 roku gospodarstwa domowe płacą za metr sześcienny wody 4,53 zł brutto. Wzrost o jedną czwartą oznaczałby 1,13 zł więcej za metr sześcienny samej wody. Zmianę taryfy musiałyby ponadto zatwierdzić Wody Polskie.
Prezes SEWiK-u zapewnia, że spór nie zagraża dostawom. Park nie blokuje dostępu do ujęć, a współpracę przy ich bieżącej obsłudze spółka ocenia jako poprawną. Jeżeli nie uda się osiągnąć porozumienia finansowego, SEWiK zapowiada jednak dalszą walkę przed sądami.
- Mam nadzieję, że pan dyrektor uzna nasze prawo do korzystania z tych gruntów od 120 lat i zrezygnuje z pobierania tak wysokich opłat. Jeżeli to się nie uda, będziemy walczyć aż do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Uważam, że mieszkańcy Zakopanego zostali pozbawieni dostępu do wody pitnej, a unijne dyrektywy gwarantują im prawo do wody przeznaczonej do spożycia – mówi Czubernat.
Na razie nie ma ani ugody, ani decyzji o podwyżce. Rosną natomiast należności, których TPN domaga się od spółki. SEWiK ostrzega, że jeśli będzie musiał je zapłacić, koszty mogą wpłynąć na przyszłe taryfy za wodę.