Osią konfliktu wokół Sądeckich Wodociągów jest walka o stawki. Obecnie są one jednolite. Władze spółki oraz Nowego Sącza chcą to zmienić, by ościenne gminy płaciły więcej. Jak twierdzą, to konieczność, bo na usługach dla sąsiadów spółka ponosi straty.
– To brutalna zmiana ustaleń, które były podejmowane przez wszystkich udziałowców przy przystąpieniu do spółki. Głównym argumentem było to, że wspólnie prowadzone działania, polegające na dostarczaniu wody i odbiorze ścieków, będą bardziej racjonalne i bezpieczniejsze dla mieszkańców w większej skali. Argumentem było też to, że jest jeden system hydrauliczny, więc cena wody miała być jednakowa – komentuje wójt gminy Korzenna, Leszek Skowron.
Od 1,5 roku wniosek o zmianę taryf odrzuca jednak krakowskie RZGW. Powodem są błędy formalne i złe wyliczenia. W lutym spółka odwołała się do władz RZGW w Warszawie. Teraz nastąpił jednak zwrot akcji.
Dzień po tym jak władze gmin Stary Sącz, Korzenna i Nawojowa zarzuciły prezesowi Wodociągów fatalne zarządzanie, utratę pozwoleń na zrzut ścieków i zwolnienia fachowców, spółka w ubiegłym tygodniu wycofała wniosek ze stolicy. Powody nie zostały ujawnione. Dlaczego, skoro prezydent Ludomir Handzel dalej grzmi o konieczności podwyżek? O oficjalne wyjaśnienia zapytaliśmy spółkę.
Sądeckie Wodociągi są w trudnej sytuacji finansowej. Przez decyzje obecnego zarządu mieszkańców wciąż obowiązują stawki ustalone w 2018 roku. Nie obejmują one waloryzacji płac, czy wzrostu kosztów energii.