W przypadku ZZ Top słowo „charakterystyczny” pasuje idealnie. Billy Gibbons, Dusty Hill i Frank Beard stworzyli muzyczną maszynę, którą można rozpoznać po kilku sekundach. Teksas, blues, boogie, przesterowana gitara, bas i ten oszczędny, ciężki puls. Beard nie próbował przykryć muzyki bębnami. Grał dokładnie tyle, ile trzeba – z charakterystycznym shuffle’em i backbeatem, na którym Gibbons i Hill mogli budować teksańską otoczkę.
Do ZZ Top trafił pod koniec 1969 roku. To właśnie Beard polecił Gibbonsowi Dusty’ego Hilla, z którym wcześniej grał m.in. w American Blues. Tak narodził się klasyczny skład, który przetrwał ponad pół wieku. Beard zagrał na wszystkich 15 studyjnych albumach zespołu – od „ZZ Top’s First Album” po „La Futura”. Był też bohaterem najlepszego żartu w kategorii rockowego zarostu: facet o nazwisku Beard był przez lata jedynym członkiem ZZ Top bez słynnej brody.
W latach 80. weterani teksańskiego boogie wykonali kapitalny manewr. Nie porzucili bluesa, ale do gitar dołożyli syntezatory, automaty perkusyjne i estetykę MTV. „Eliminator” z 1983 roku zrobił z nich światowe gwiazdy, a „Gimme All Your Lovin’”, „Sharp Dressed Man” czy „Legs” dostały drugie życie dzięki teledyskom.
Mam z ZZ Top także własną historię. Byłem młody, ale „Rough Boy” i „Gimme All Your Lovin’” były pozycjami obowiązkowymi w moim kaseciaku. ZZ Top przeprowadzili mnie właściwie z ery kasety magnetofonowej do płyty CD. Dzisiaj przewrotnie najchętniej wracam do nich na winylu. Bo właśnie tam ich muzyka brzmi dla mnie najbliżej tego, czym zawsze była: tłusto, ciepło, trochę brudno i bez niepotrzebnego polerowania.
Polska doczekała się ZZ Top po raz pierwszy 12 lipca 1996 roku w Operze Leśnej w Sopocie, podczas trasy "Continental Safari". Przed Teksańczykami zagrał wtedy Dżem. Rok później ZZ Top wrócili na koncerty do warszawskiego Torwaru i katowickiego Spodka.
W 2021 roku odszedł Dusty Hill. Teraz nie ma Franka Bearda. Z klasycznego tria został Billy Gibbons. Dzisiaj „La Grange” brzmi dla mnie trochę inaczej. Nadal buja. Nadal ma ten teksański kurz. Tylko za bębnami zrobiło się cholernie pusto.