Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie sięga po bat w postaci wpisu do rejestru dłużników, bo stracił już cierpliwość do gapowiczów, których długi wobec miasta sięgają blisko 41 mln zł.
Czasami wystarczy tylko spojrzeć na wyraz twarzy pasażera, by wiedzieć, że jedzie na gapę. Zdarzają się osoby, które zapomniały doładować kartę KKM, ale wiele osób notorycznie nie kasuje biletów, a jazdę na gapę traktuje jako hobby. Dwa razy zdarzyło mi się spisywać te same osoby
- mówi Aneta Synowiec, która przez 5 lat była kontrolerem biletów w Krakowie
W Krakowie w ciągu ostatnich lat wystawiono w sumie ponad 133 tys. opłat dodatkowych za brak biletów. Rekordzista ma do spłaty prawie 55,5 tys. zł.
Za każdym razem przy spłacie takiej należności odsetki naliczają się z dnia na dzień. Długi wobec miasta ma ponad 130 tys. gapowiczów.
- mówi Sebastian Kowal z Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie i dodaje, że do tych, którzy zapomnieli o długu wobec miasta, wysyłane są właśnie wezwania do zapłaty, których lepiej nie ignorować, bo skończy się to wpisem do rejestru dłużników.
Kraków jest kolejnym miastem, które podpisało umowę z prowadzącym bazę dłużników BIG InfoMonitorem. W Warszawie samo wysłanie wezwań do zapłaty poskutkowało odzyskaniem przez miasto ponad 600 tys. zł.
A kara za jazdę bez biletu w Krakowie wynosi 240 zł. Może być ona jednak o połowę niższa, jeśli zostanie uiszczona w ciągu tygodnia.
W Krakowie w ubiegłym roku wpływy ze sprzedaży biletów sfinansowały jedynie 41 proc. kosztów, które ponosi Zarząd Transportu Publicznego.
Jazda bez biletu to wbrew pozorom nie jest głównie praktyką najmłodszego pokolenia, lecz osób w wieku 35-44 lat. Z kolei patrząc na płeć, widać zdecydowaną dominację mężczyzn. Stanowią oni 78 proc. osób niepłacących kar za jazdę bez biletu.