Wisła Kraków 17 czerwca rozpocznie przygotowania do sezonu, który będzie dla klubu powrotem do Ekstraklasy. Choć kibice z niecierpliwością śledzą kolejne doniesienia transferowe, przy Reymonta panuje spokój. Trener Mariusz Jop przekonuje, że budowa kadry przebiega zgodnie z planem, a najważniejsze decyzje personalne są efektem długofalowej strategii, a nie pośpiechu. W rozmowie z Radiem Kraków szkoleniowiec mówił o sytuacji kadrowej zespołu, rehabilitacji kontuzjowanych zawodników, przyszłości Jordiego Sáncheza, potencjalnym transferze młodego bramkarza, Marcela Łubika, oraz przygotowaniach do pierwszego meczu po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Proszę przyznać, ile razy podczas urlopu musiał pan odbierać telefony od dyrektora sportowego Wisły Kraków, Vullneta Bashy?
Nie było tego aż tak dużo. Oczywiście byliśmy w stałym kontakcie, bo wiadomo, że okres urlopowy to czas wolny przede wszystkim dla zawodników. Natomiast dla trenera, a w szczególności dla dyrektora sportowego, to wciąż jest czas pracy. Czasami po prostu była potrzeba, by porozmawiać o bieżących kwestiach.
Biorąc pod uwagę to, co dzieje się teraz wokół Wisły Kraków w kwestii transferów – jest pan zadowolony? Mam wrażenie, że w tamtym sezonie pojawiał się lament z powodu braku wzmocnień. Kiedy jednak szybko przyszedł Ertlthaler, sam pan podkreślał, że dało to drużynie sygnał o dołączeniu bardzo mocnego zawodnika z pierwszej ligi. Obroniły was te decyzje, bo późniejsze transfery udowodniły, że warto było na tych piłkarzy czekać.
Ja przede wszystkim zachowuję w tej kwestii duży spokój. Mam pełne zaufanie do dyrektora sportowego i sztabu ludzi, z którymi współpracuję, bo oni doskonale wiedzą, co robią. Oczywiście rynek nie jest łatwy, a nasze możliwości są w pewnym stopniu ograniczone, więc trzeba cierpliwie czekać. Wiadomo, że z perspektywy trenera chciałoby się mieć potencjalnych nowych zawodników w kadrze jak najszybciej. To istotne dla budowania zespołu i odpowiedniego przygotowania do sezonu. Jednak tak jak wspomniałem – zachowuję spokój i cierpliwość. Wierzę, że z takim podejściem jesteśmy w stanie zbudować drużynę na dobrym poziomie.
Panie trenerze, przesunęliście start przygotowań o dwa dni. Z czego to wynika?
Powody są bardzo prozaiczne. Złożyły się na to zaplanowane testy oraz ważne wydarzenia osobiste u niektórych zawodników. Doszliśmy do wniosku, że te dwa dni nie zaważą w żaden specjalny sposób na naszych przygotowaniach, a dadzą chłopakom trochę więcej czasu na uporządkowanie swoich prywatnych spraw. Oczywiście piłkarze mają rozpisane treningi indywidualne i określone zadania do wykonania, żeby nie zaczynać po powrocie od zera. Zresztą tak robiliśmy zawsze: okres urlopowy jest całkowicie wolny tylko do pewnego momentu. Później wchodzą w grę monitorowane treningi indywidualne. Dzięki temu dokładnie wiemy, w jakim stanie fizycznym zawodnicy do nas wracają i czy są gotowi do rozpoczęcia właściwych przygotowań.
Wiemy, że część zawodników kończyła rozgrywki z urazami. Byli to gracze po poważnych kontuzjach i operacjach – jak np. Ángel Rodado, ale też Alan Uryga, który miał problemy z kolanem. Jak obecnie wygląda proces ich powrotu do zdrowia?
Wydaje się, że Alan, a także Bartek Jaroch, który również długo pauzował po urazie, będą mogli od samego początku wziąć pełny udział w przygotowaniach. Jeśli chodzi o Ángela, sytuacja wygląda bardzo optymistycznie, a jego rehabilitacja przebiega pomyślnie. Absolutnie nie będziemy jednak naciskać ani sztucznie przyspieszać tego procesu. Realnie oceniając, Ángel rozpocznie przygotowania razem z zespołem, choć początkowo być może będzie musiał jeszcze omijać niektóre środki treningowe. W zdecydowanej większości zajęć powinien jednak brać udział już od samego startu.
Informowaliście o przedłużeniach kontraktów, ale z wieloma zawodnikami z wygasającymi umowami się żegnacie. Dla trenera to z pewnością trudny moment, by rozstawać się z ludźmi, z którymi dłużej współpracował. Najważniejsze jest jednak to, że w Ekstraklasie wymagany będzie wyższy poziom niż w pierwszej lidze. Jak radzi pan sobie z tymi pożegnaniami z psychologicznego punktu widzenia?
Kluczowe jest to, że nasze relacje były uczciwe z obu stron. Niektórzy piłkarze dużo wcześniej wiedzieli, że ich kontrakty nie zostaną przedłużone. Z czysto ludzkiego punktu widzenia nie są to oczywiście łatwe sytuacje. Spędzając wspólnie czas i przeżywając różne momenty, człowiek naturalnie się zżywa – to normalne w relacjach międzyludzkich. Z drugiej strony każdy z nas wie, jaka jest specyfika tego zawodu. Zmiany i rotacje w kadrze są nieuniknione; tak w piłce nożnej było, jest i będzie, co trzeba po prostu zaakceptować. Zamykając jeden rozdział, ci chłopacy otwierają kolejny w swoich karierach. Życzę im wszystkim powodzenia, a przede wszystkim dużo zdrowia, bo ono jest w sporcie najważniejsze.
Jordi Sánchez zostaje na dłużej w Wiśle Kraków. Czy ten zawodnik pasuje dokładnie do pana układanki taktycznej? Ma pan pomysł, jak optymalnie wykorzystać Jordiego w Ekstraklasie?
Jordi Sánchez udowodnił kilka bardzo istotnych cech. Mam tu na myśli przede wszystkim jego znakomite nastawienie i mentalność po powrocie z urazu. Myślę, że wielu graczy nie podjęłoby nawet walki o tak szybki powrót na boisko. Jordi tymczasem wykazał się ogromną determinacją i chęcią pomocy drużynie w końcówce sezonu. Ta pomoc była wręcz namacalna. Pokazał w ten sposób wspaniały charakter i udowodnił, że potrafi świetnie funkcjonować w zespole. Oczywiście każdy piłkarz ma swoje zalety i wady, ale my to akceptujemy. Jestem przekonany, że Jordi Sánchez będzie w stanie pomóc Wiśle również w Ekstraklasie.
Sporo mówi się o tym, że bliski sprowadzenia do Wisły jest kolejny młody bramkarz – Marcel Łubik, który wcześniej grał w Górniku Zabrze. Zależy panu na stworzeniu rywalizacji w bramce między dwoma młodymi zawodnikami? Przecież w kadrze jest już Patryk Letkiewicz, którego często pan chwalił za wyciąganie odpowiednich wniosków. Jak podchodzi pan do wzmocnienia tej pozycji?
Tak jak wspominałem już wcześniej – rywalizacja to coś fantastycznego. Bezpośrednio sprzyja ona rozwojowi indywidualnemu samych piłkarzy, co automatycznie przekłada się na rozwój całego zespołu. Zacięta rywalizacja jest wręcz niezbędna na każdej pozycji, by iść do przodu. Na pozycji bramkarza jest to równie konieczne, co w polu.
Z Wisły odszedł niedawno dotychczasowy team manager. W jaki sposób zostanie uzupełniony ten brak w pańskim sztabie?
Ta kwestia jest już rozwiązana. Wiedzieliśmy dużo wcześniej, że taka sytuacja będzie miała miejsce, więc klub był na to odpowiednio przygotowany. Mamy już zastępcę, jednak dopóki informacja ta nie zostanie oficjalnie ogłoszona przez klub, nie chciałbym wychodzić przed szereg z nazwiskami.
I na koniec: czy pana warsztat i metody pracy zmienią się jakoś drastycznie w przygotowaniach do Ekstraklasy? Pierwszy mecz to starcie z GKS-em Katowice – drużyną, z którą jeszcze niedawno rywalizowaliście na pierwszoligowych boiskach, a dziś radzą sobie wyśmienicie po awansie.
GKS Katowice to zespół, który systematycznie i bardzo dobrze się rozwija z każdym kolejnym rokiem. Widać tam świetną i przemyślaną pracę trenera Rafała Góraka oraz imponującą stabilizację. Ich rozwój przebiega niezwykle harmonijnie. To z pewnością bardzo wymagający i trudny rywal. Jeżeli natomiast chodzi o sam warsztat szkoleniowy – drastycznych zmian u nas nie będzie. Oczywiście detale taktyczne będziemy przygotowywać w zależności od konkretnego przeciwnika oraz nowych wymogów, jakie stawia przed nami gra w Ekstraklasie.