Podróż zajmie co najmniej dwa dni. W praktyce działania w terenie strażacy rozpoczną w piątek.
Hubert Ciepły rzecznik małopolskiej straży pożarnej podkreśla, że grupa jest samowystarczalna, może działać bez przerwy aż dwa tygodnie:
Mamy spakowane nawet płyny do chłodnicy, mamy spakowane oleje silnikowe, mamy ze sobą benzynę. Dodatkowo mamy oświetlenie, więc budując namioty czy miasteczko do noclegu jesteśmy samowystarczalni. Mamy toalety, mamy sanitarno-higieniczne rzeczy ze sobą, mamy jedzenie, mamy wodę.
Są też quady i drony, innymi słowy do Grecji jedzie małe polskie miasteczko na kołach.
Arkadiusz Przybyła, zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej podkreśla, że znają specyfikę pożarów w tamtym regionie
Tak się składa, że Poznań był już dwa lata temu w Grecji tak, że jadą strażacy, którzy znają specyfikę pożarów w Grecji. Jest inaczej niż w Polsce. Jest inna gospodarka leśna, dlatego jest trochę trudniej, ale myślę, że koledzy z Małopolski na pewno sobie poradzą.
Największym problemem w gaszeniu pożarów może być ich dynamika. Wiatr nie pomaga, przy ziemi temperatura przekracza 50 stopni Celsjusza, gdy już pojawi się ogień, może rozprzestrzeniać się nawet z prędkością kilku metrów na sekundę. Pan Jakub przekonuje, że czeka ich duże wyzwanie
Drzewa, które się tam palą, mają dużo oleju, bo to są głownie drzewa oliwne. Dynamika pożaru jest większa i pożary są nieprzewidywalne.
Brygadier Grzegorz Borowiec, dowódca grupy GFFV Poland zapewnia, że są przygotowani na różne scenariusze:
Jeden z wariantów to budowa długich magistral wodnych. Ten wariant testowany był w Szwecji, gdzie budowaliśmy 7-metrową magistralę. Natomiast w zeszłym roku we Francji podzieliliśmy nasz moduł na mniejsze jednostki i te jednostki działały w wyznaczonych sektorach. W zależności od tego, jak będzie wyglądało zadaniowanie przez składy lokalne, tak będziemy elastycznie do tego podchodzić.
W sumie do Grecji pojechało 149 strażaków z województwa małopolskiego i Wielkopolski. W grupie jest jedna kobieta. Wszyscy zgodnie podkreślają, że znają swoje zadania, że są po szkoleniach, ale nie ukrywają, że towarzyszy im trochę stresu. Najważniejsze, by pomagając, każdy wrócił cały i zdrowy.