Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich uznało, że to pomówienie i skierowało do sądu akt oskarżenia. Aktywistki zaznaczają, że nie boją się procesu, bo mówiły wyłącznie prawdę, przede wszystkim w kwestii śmiertelności koni dorożkarskich.
Ta duża śmiertelność najprawdopodobniej wynika z bardzo ciężkich warunków, w jakich te konie muszą pracować. To są warunki miasta XXI wieku. Nie polemizowałam z żadną z osób, nie wypowiedziałam się negatywnie o nikim personalnie, nikogo nie oskarżałam. Grozi nam więzienie za rzekome zniesławianie krakowskich dorożkarzy. Co ich zniesławia? Zniesławiają ich dane statystyczne, prace naukowe, zniesławia ich wiedza, zniesławiają ich fakty - komentują Magdalena Matulka-Szewczyk i Anna Plaszczyk.
Obrończyni oskarżonych aktywistek adwokat Katarzyna Topczewska uważa, że ruch dorożkarzy to tak zwany SLAPP:
To jest proces wytaczany po to, aby zamknąć aktywistom albo dziennikarzom usta. Zazwyczaj tym, którzy zabierają głos w ważnych sprawach społecznych i uderzają w jakieś grupy interesów. I tak jest w tym przypadku. Dziewczyny powiedziały prawdę. To, co powiedziały, mieściły się w ramach dozwolonej krytyki; jest oceną opartą na wieloletniej działalności na rzecz ochrony zwierząt.
Topczewska dodaje, że w pierwszej kolejności będzie wnioskowała o umorzenie postępowania ze względu na brak podstaw do oskarżenia. Jeżeli jednak krakowski sąd uzna, że aktywistki z Fundacji Viva! rzeczywiście zniesławiły dorożkarzy, kobietom grozi grzywna, ograniczenie wolności, a nawet rok więzienia.
Data pierwszej rozprawy w sprawie oskarżonych aktywistek nie została jeszcze wyznaczona. Zgodnie z prawem za zniesławienie może grozić grzywna, kara ograniczenia wolności albo maksymalnie rok więzienia.