Parlamentarzyści i samorządowcy Małopolski modlili się w poniedziałek w bazylice Mariackiej za zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. „Nie może być program walki ponad programem solidarności” – przypomniał w homilii proboszcz parafii mariackiej Dariusz Raś. Mszę o szczęście wieczne dla Pawła Adamowicza zamówili parlamentarzyści, przyłączyli się do nich małopolscy samorządowcy.
W homilii ks. Dariusz Raś mówił o różnych powołaniach – do bycia ojcem, matką, duchownym, do wykonywania poszczególnych zawodów. Wśród tych powołań – zwrócił uwagę – wyróżnia się to powołanie do polityki, do troski o dobro wspólne. To powołanie jest „niełatwe, momentami bardzo trudne, narażające na krytykę i często na niewdzięczność”, a dziś i wczoraj tę trudność „rozpoznaliśmy jakby namacalnie”. Proboszcz dodał także, że „przed laty zrozumieliśmy to (trud powołania polityka i stratę w postaci śmierci polityków - PAP) okryci żałobą po tragedii smoleńskiej”.
Proboszcz parafii mariackiej podkreślił, że teraz rezonują słowa Jana Pawła II, wygłoszone podczas mszy św. dla świata ludzi pracy w Gdańsku 12 czerwca 1987 r.: „Jeden drugiego brzemiona noście” (List do Galatów). To zdanie jest według proboszcza inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności.
„Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy +brzemię+ dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza nad solidarność. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej – rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny” – mówił ks. Dariusz Raś, przypominając słowa Jana Pawła II. Podkreślił też, że te słowa są lekcją papieża Polaka dla rodaków. I ta „lekcja” Jana Pawła II „trwa, choć pokolenia Polaków się prawie wymieniły; zadanie domowe tylko jeszcze nieodrobione”.
Proboszcz parafii mariackiej zwrócił uwagę, że za śp. prezydenta modlą się gdańszczanie, którzy cierpią w dwójnasób. „Wszyscy jesteśmy poruszeni tym wydarzeniem” – mówił ks. Raś. Dodał także, że sytuację tę powinniśmy odczytać „w świetle słowa, a nie w ciemności, w świetle słowa”: „+Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię+ (Mk 1, 15). Nie znacie dnia, ani godziny kiedy Jezus zjawi się przy brzegu i zaprosi do ostatniego pójścia za Nim”.
Tysiące osób przyszlo na Rynek Główny w Krakowie, aby uczcić pamięć tragicznie zmarłego @AdamowiczPawel. Przyniesiono kwiaty i znicze. Cicho odspiewano hymn. Jak wszyscy podkreslają to moment na refleksje o tym co się dzieje i dlaczego. @RadioKrakow pic.twitter.com/jK8bO2qxvu
— Tomasz Bździkot (@BzdzikotT) 14 stycznia 2019
Tuż po godzinie 20 krakowianie zgromadzeni wokół tzw. studzienki Badylaka odśpiewali hymn Polski i modlili się. Krakowianie zapalali także znicze dla upamiętnienia zmarłego. Krótką modlitwę za prezydenta Gdańska, za jego rodzinę oraz za wszystkich poległych za ojczyznę poprowadził ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wśród przybyłych na Rynek byli parlamentarzyści i samorządowcy różnych frakcji politycznych. Był też m.in. prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.
Przewodniczący PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił: „Paweł Adamowicz dobrze przysłużył się Polsce. Zginął, kiedy służył swojemu ukochanemu miastu” – zaznaczył.
Po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wokół hali Tauron Arena Kraków wyświetlany był ledowy napis "Myślami z Gdańskiem...". "Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało" - powiedziała rzecznik agencji zarządzającej obiektem Katarzyna Fiedorowicz-Razmus.
Światełko pamięci dla Pawła Adamowicza zabłysnęło także w Nowym Sączu. Pamięć prezydenta Gdańska postanowił uczcić miejski sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Podobne manifestacje milczenia odbyły się w dziesiątkach polskich miast i miasteczek.
Tak Gdańsk pożegnał swojego prezydenta...
W niedzielę wieczorem Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem w Gdańsku przez 27-letniego Stefana W., który podczas finału WOŚP wtargnął na scenę. Prezydent Gdańska trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie w poniedziałek po południu zmarł. Miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat.
Tomasz Bździkot/PAP/bp