Pomimo zagojonych częściowo ran, z uwagi na poważnie uszkodzenie i brak szponów, ptak nie był w stanie samodzielnie poderwać się do lotu. Policjanci podejrzewali, że kilkanaście dni wcześniej padł czyjąś ofiarą lub miał spotkanie z liniami wysokiego napięcia. Jednak mimo braku sił i traumatycznych przeżyć, okaleczony zwierzak dzielnie walczył o przetrwanie.
Świadomość, że pozostawienie bez pomocy oznacza dla niego pewną śmierć sprawiła, że mundurowi nie mieli żadnych wątpliwości co zrobić. Skontaktowali się z wojnicką lecznicą dla zwierząt i uzgodnili z dyżurującym lekarzem, że jak najszybciej zawiozą tam chorego.
Myszołów trafił pod troskliwą opiekę weterynarz pani Ani, a od soboty jest mieszkańcem podkrakowskiego azylu dla zwierząt, gdzie dojdzie do siebie i będzie mógł wieść spokojnie życie.