O tej sprawie wiele mocnych słów napisano w mediach społecznościowych, nawet tzw. "media tradycyjne" nie uniknęły tabloidowego tonu. Ale decyzje zostały podjęte, Roma locuta, causa finita. W połowie maja prezydent Krakowa odwołał Adama Budaka z funkcji dyrektora Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK.
Nie zamierzam ferować wyroków i rozstrzygać o winie czy niewinności odwołanego dyrektora, oskarżanego o mobbing. Błyskawicznie uczyniła to powołana przez miasto komisja. Pewnie inną wagę miałby prawomocny wyrok sądu, ale jedno jest pewne: zero tolerancji dla przemocy. Czy jednak sprawa Budaka nie ujawniła przy okazji głębszych, strukturalnych problemów, z którymi boryka się wiele instytucji? I kto teraz odważy się podjąć wyzwanie i pokierować zespołem?
Te i podobne pytania zadaję krytykom, wykładowcom akademickim, szefom instytucji, komentatorom kultury.
Rozwiązanie na pięć minut
Jadwiga Żyra, dyrektorka Wydziału Kultury Urzędu Miasta, przewodnicząca komisji zarówno powołującej, jak i odwołującej Budaka ze stanowiska, broni podjętych decyzji:
"Nie zmieniłabym niczego. Podczas konkursu Adam Budak zaprezentował się tak znakomicie, że po prostu wszystkich oczarował. Pamiętam entuzjazm pracowników i pierwsze nasze, jako organizatora spotkanie z Adamem Budakiem, wszystko świetnie się zapowiadało. Trudno tak naprawdę powiedzieć, co się wydarzyło? Na pewno zdarzył się niewłaściwy sposób realizacji obowiązków związanych zarówno z organizacją pracy, jak i zarządzaniem zespołem. I prezydent Aleksander Miszalski stanął przed bardzo trudnym zadaniem. Mieliśmy do czynienia z człowiekiem o wybitnych kompetencjach merytorycznych, kuratorskich. I niewątpliwie jego wkład w rozwój instytucji był zauważalny. Niestety od pomysłów do realizacji jest jeszcze droga, która musi być realizowana zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie chciałabym komentować dziś decyzji komisji, taką zasadę przyjęliśmy. Natomiast mogę tylko jedno powiedzieć: to nie była decyzja nagła, podjęta bez zastanowienia".
Odwołany z funkcji dyrektora Adam Budak, w wysłanym przez prawników oświadczeniu, domaga się przywrócenia do pracy lub blisko 1,4 miliona złotych odszkodowania. Twierdzi, że decyzja o jego odwołaniu była niezgodna z prawem, a miejska komisja nie stwierdziła mobbingu lub dyskryminacji. Dziś nikt chyba nie ma wątpliwości, że sprawa będzie wracać. W różnych kontekstach, na wiele sposobów.
Czasem organizator ma poczucie sprawczości, jeżeli szybko przecina węzeł gordyjski. Wydaje mi się, że jest to trochę fałszywe poczucie sprawczości. Najczęściej to jest rozwiązanie na pięć minut, ewentualnie na miesiąc. Problem pozostaje
- komentuje Hanna Wróblewska, historyczka sztuki i kuratorka, wieloletnia dyrektorka Zachęty, była ministra kultury, obecnie pełnomocniczka Wawelu do spraw sztuki współczesnej. I dodaje:
- Akurat w MOCAK-u bywałam bardzo często, nie tylko przez ostatnie miesiące, ale również wcześniej. I rzeczywiście doszło tam ostatnio do gigantycznej, merytorycznej zmiany: po pierwsze w sposobie traktowania widzów, po drugie w sposobie traktowania artystów. Ta zmiana była dla mnie absolutnie widoczna i ostatnie wystawy, m.in Ewy Partum, były naprawdę na europejskim poziomie. Niestety brak mi pełnej wiedzy na temat tego, co ostatnio wydarzyło się w MOCAK-u, ale na pewno nowy dyrektor obejmujący instytucję, która jest po kryzysie, powinien mieć wizję procesów naprawczych. I to nie jest kwestia tylko tej instytucji. Nie możemy udawać, że dyrektorzy rodzą się na kamieniu, i że pojawi się ktoś na białym koniu, kto bez współpracy z miastem zlikwiduje wszystkie problemy" - mówi Hanna Wróblewska.
Niefortunne zestawienie
Łukasz Gazur, krytyk i historyk sztuki, członek Polskiej Sekcji AICA, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki nie miał wątpliwości, że sprawa odwołania Budaka była powiązana z kalendarzem wyborczym w Krakowie:
- W tym wypadku nie da się oddzielić tej dymisji od sytuacji w przedreferendalnym Krakowie. Myślę, że ekipa prezydenta chciała pokazać, że słucha głosu mieszkańców, jest wrażliwa społecznie. No i skończyło się to bezprecedensową w gruncie rzeczy dymisją. Bardzo niefortunnie zestawia się Adama Budaka z poprzednią dyrektorką instytucji, czyli z Marią Anną Potocką. Sytuacja jest zupełnie inna, w tamtej sprawie zapadł wyrok prawomocny, był mobbing. W wypadku Adama Budaka mamy list podpisany przez pracowników. Nie chciałbym, żeby moje słowa brzmiały jak lekceważenie, ponieważ każdą taką sprawę należy rozpatrzeć bardzo dogłębnie, żeby żadna ze stron nie została skrzywdzona. Mam poczucie, że Adam Budak został zwolniony dość pochopnie, ponieważ prezydent miasta, jako organizator muzeum, miał wiele sposobów na to, żeby próbować dyrektora zdyscyplinować.
Nie jest to opinia odosobniona. W podobnym duchu, choć znacznie bardziej szczegółowo, wypowiada się Zarząd Sekcji AICA, oraz m.in. Daniel Muzyczuk, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, krytyk i kurator, z wykształcenia także prawnik (link do stanowiska AICA Polska):
- Zgadzam ze stanowiskiem AICA. Myślę, że ono jest wyważone, pośpiech tutaj jest absolutnie nieuzasadniony. Obawiam się o przyszłość muzeum. Jeśli w ciągu roku odwołuje się dwóch dyrektorów, to osoby, które mogłyby startować w kolejnym konkursie, zaczną się zastanawiać, czy warto podejmować takie ryzyko. Bardzo ważne jest odpowiednie wsparcie. W Muzeum Sztuki w Łodzi pracuję z zespołem zastępców i osób odpowiedzialnych za najważniejsze obszary funkcjonowania muzeum, jednak ostateczna odpowiedzialność zawsze spoczywa na dyrektorze. Takie zaplecze naprawdę pomaga podejmować decyzje. Warto wrócić do dyskusji o zmianach w ustawie o muzeach - dyrektor jest dziś bardzo mocno zależny od organizatora i dlatego uważam, że większą rolę mogłyby odgrywać rady powiernicze złożone ze specjalistów. To byłby dodatkowy bufor, który wzmacniałby autonomię instytucji i ograniczał ryzyko politycznych nacisków
– podkreśla Muzyczuk.
"Ambiwalencje wokół dyrektora"
Obserwatorzy zwracali także uwagę na brak lojalności miejskich urzędników wobec nowo powołanego dyrektora. Takie działania szybko musiały przynieść negatywne skutki.
Od samego początku w postępowaniu magistratu widać było pewne ambiwalencje wobec dyrektora, brak konsekwencji
- zauważa prof. Ewa Majewska, badaczka, feministyczna filozofka i kulturoznawczyni.
I tłumaczy: "Na prośbę Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej, Budak zareagował chęcią płacenia artystom i artystkom za prezentację prac na wystawach. To był ważny ruch, dlatego że w wielu muzeach w Polsce prace artystyczne są wystawiane bez żadnego honorarium. Reakcja magistratu była bardzo kontrowersyjna. Z jednej strony mówiono: tak, poprzemy to, a z drugiej: nie, nie będzie na to środków. Powstało więc zupełnie niepotrzebne zamieszanie wokół tego tematu. Już wtedy miałam wrażenie, że coś jest tam nie w porządku na poziomie zarządzania kulturą i myślenia o kulturze".
Badaczka nie ukrywa, że zaskoczył ją sam tryb odwołania dyrektora. To rodzi obawę, że problem może tkwić przede wszystkim w strukturze instytucji, a nie w konkretnej osobie.
Istniało wiele rozwiązań pośrednich. Obejmują one procedury mediacji i procedury naprawcze, a od tego są eksperci. Nie jesteśmy w średniowieczu. Zastanawiam się więc, jak to się stało, że w MOCAK-u zupełnie to nie wybrzmiało? Zgadzam się zarówno z AICA, jak i z międzynarodowym listem poparcia dla Adama Budaka, w którym jednoznacznie stwierdzono, że jeśli był mobbing, to oczywiście trzeba się tym zająć. Pytanie jednak brzmi: czy wystarczy po prostu wyrzucić Adama Budaka? Czy przypadkiem ten mobbing nie ma charakteru jakiejś strukturalnej nieprawidłowości?
Na te pytania będą musieli odpowiedzieć sobie organizatorzy kolejnego konkursu, a przede wszystkim osoby, które zdecydują się do konkursu przystąpić. Podobno ma być ogłoszony jeszcze w lipcu.
Kultura i polityka
- Mówi się, że do trzech razy sztuka - przypomina dyrektor Jadwiga Żyra. - Osoba pełniąca obecnie obowiązki dyrektora najpierw otrzyma od nas zadanie zinwentaryzowania sytuacji w MOCAK-u, ustalenia finansów. Zakończył się audyt, który zleciliśmy, teraz czas na przygotowanie rekomendacji. Analizujemy cały czas, co dalej. Rozważamy też możliwość ogłoszenia konkursu. Myślę, że jeszcze w lipcu zapadnie decyzja, co dalej. Instytucja zasługuje na najlepszego dyrektora, ale też pracownicy zasługują na to, żeby być zarządzanymi w sposób właściwy i taki, który stwarza dobre relacje na linii podwładny – przełożony.
Sprawa odwołania Adama Budaka pokazuje, jak trudno dziś oddzielić odpowiedzialność za sposób zarządzania instytucją od szerszego kontekstu politycznego i systemowego. Środowisko wciąż wraca do tematu, pojawiają się spiskowe teorie – o „grupie trzymającej władzę” w muzeum, dążącej do powrotu Marii Anny Potockiej. Tego też nie można wykluczyć. To zresztą nic dziwnego: mocno krytykowana na zewnątrz, ale przewidywalna władza zapewniała pracownikom instytucji instytucji pewien rodzaj stabilności. Na pewno jednak nie rozwoju.
Od rozstrzygania o winie są odpowiednie procedury i sądy. Zastanawiam się jednak, czy w tej historii nie zabrakło czasu na próbę rozwiązania konfliktu inaczej niż poprzez natychmiastową dymisję. Jednocześnie nie można pomijać faktu, że w krótkim czasie w MOCAK-u zaszły zauważalne zmiany programowe, doceniane przez wielu przedstawicieli środowiska. Najważniejsze pytanie: czy odwołanie dyrektora rzeczywiście rozwiązało problem, czy tylko odsłoniło głębsze słabości systemu zarządzania instytucjami kultury, z którymi prędzej czy później zmierzy się kolejny dyrektor?