Dawson Daugherty, Cole Clisby i Luke Fabry nie przeprowadzają tu żadnej artystycznej rewolucji. Nadal podstawą są krótkie gitarowe frazy, sprężysty bas, syntezatory i refreny skonstruowane z matematyczną skutecznością.
Tyle że pod produkcyjnym połyskiem pojawiają się rzeczy mniej wakacyjne: przemijanie, straty, niepewność, decyzje, których nie można odkładać bez końca.
To ważna zmiana po debiutanckim „DIVE” z 2024 roku. almost monday nadal potrafią napisać piosenkę, która świetnie odnajdzie się między alternatywnym radiem a playlistą Spotify, ale coraz częściej próbują zostawić po niej coś więcej niż tylko chwytliwy refren.
Bez wielkiej rewolucji
„no more regrets” jest rozpędzonym hymnem o nieoglądaniu się za siebie. „leaving is easy” pokazuje spokojniejszą i bardziej refleksyjną stronę zespołu. Ciekawy punkt stanowi „superprism”, którego źródłem były problemy ze wzrokiem Daugherty’ego i doświadczenie związane z zastosowaniem pryzmatu w okularach. Bardzo osobisty szczegół zamienił się tutaj w szerszą metaforę zmiany perspektywy.
Nie wszystko na „THANK GOD IT’S ALMOST MONDAY” zaskakuje. Czasem konstrukcja piosenek jest wręcz bezczelnie skuteczna i trudno oprzeć się wrażeniu, że almost monday doskonale wiedzą, gdzie kończy się indie, a zaczyna algorytm. Na szczęście mają wystarczająco dużo charakteru, żeby tej granicy nie przekraczać zbyt często.
Finałowe „better late than never” dobrze podsumowuje album: lekki w formie, ale już nie całkiem beztroski. To płyta zespołu, który nadal chce dostarczać trzyminutowe popowe strzały, tylko coraz częściej pamięta, że dobra piosenka powinna zostawić po sobie coś jeszcze.
„THANK GOD IT’S ALMOST MONDAY” – lista utworów:
1. thank god it’s almost monday
2. delicate
3. class a
4. no more regrets
5. superprism
6. fade
7. losing streak
8. leaving is easy
9. buzz
10. skinny dip
11. enjoy the ride
12. french kids
13. better late than never