Dyskusja o wędkarstwie metodą „złów i wypuść” nie powinna koncentrować się wyłącznie na ochronie liczebności ryb, lecz przede wszystkim na dobrostanie zwierząt i ograniczaniu niepotrzebnego cierpienia - mówi w programie Koło Naczelnych zoopsycholog Prof.Marcin Urbaniak.
Wszystkie kręgowce mają tak zbudowany układ nerwowy, receptory bólowe, neurony i szlaki bólowe, że fizjologicznie odczuwają ból. (…) Ryby jak najbardziej mają pełne doświadczenia bólowe i boli je wbity haczyk.
Ekspert zwraca uwagę, że nawet stosowanie haczyków bezzadziorowych nie eliminuje cierpienia zwierząt.
Bezboleśność haczyka bezzadziorowego to kłamstwo
Jego zdaniem przebicie tkanek, stres związany z holowaniem oraz wyjęciem ryby z wody są dla zwierzęcia doświadczeniem traumatycznym.Według prof. Urbaniaka ryby nie zapominają o takim zdarzeniu zaraz po powrocie do wody.Ryba ponownie wpuszczona będzie przez tygodnie, a nawet miesiące panicznie unikać miejsca, w którym ta cała traumatyczna sytuacja miała miejsce.
Zoopsycholog przekonuje, że z perspektywy etyki trudno usprawiedliwić zadawanie bólu wyłącznie dla rekreacji.
Samo zjawisko narażania zwierząt na fizyczne i psychiczne cierpienie tylko po to, żebyśmy jako osoby rekreacyjnie spędzające czas poczuły się lepiej, jest nieusprawiedliwione w żaden sposób moralnie. To jest zabawa cierpieniem.
Profesor porównuje zasadę „złów i wypuść” do innych praktyk budzących kontrowersje etyczne jak myślistwo.Jego zdaniem problem wynika również z powszechnego postrzegania ryb jako zwierząt „gorszej kategorii”.
Ryby i w ogóle fauna żyjąca pod wodą jest z jakiegoś powodu postrzegana jako bardziej przedmioty ożywione niż żywe i czujące istoty i to jest cała ta tragedia.Mam nadzieję, że przy pomocy edukacji będzie się to zmieniało, ale zmiany prawne są absolutnie konieczne.