Skala mikro: Sfabrykowany uśmiech w autobusie rozpala sieć
Wszystko zaczęło się od prozaicznego incydentu w autobusie miejskim w Bielsku-Białej z 11 lipca. Nastolatki z Ukrainy, prośba o zdjęcie nóg z siedzenia i agresywne, ksenofobiczne wyzwiska ze strony 54-letniego pasażera po służbie. W normalnym świecie sprawa skończyłaby się interwencją policji i ukaraniem winnego. W internecie stała się jednak zarzewiem masowej fali nienawiści.
Jak wyjaśniali eksperci Stowarzyszenia Demagog, dezinformacja wokół tego zdarzenia błyskawicznie ewoluowała. Gdy w sieci pojawiło się nagranie dokumentujące zachowanie agresora, zwolennicy teorii o „ukraińskiej prowokacji” użyli sztucznej inteligencji, by zreinterpretować fakty. Wygenerowali kadr, na którym twarz przestraszonej nastolatki została zastąpiona ironicznym, szerokim uśmiechem.
Dr Anna Nowakowska-Głuszak: „Mamy tu do czynienia z tzw. dyskursem multimodalnym. Komunikat dociera do nas za pomocą obrazu i tekstu, które w naszej głowie natychmiast łączą się w jedną całość. Tekst pełni tu funkcję zakotwiczenia – nakierowuje naszą interpretację. Obraz uwiarygodnia kłamstwo. Kiedy narzucono interpretację, że uśmiech dziewczynki to 'ironiczny dowód prowokacji', natychmiast uruchomił się łańcuch negatywnych emocji: 'ktoś się z nas śmieje, lekceważy nas'. To idealna pożywka dla polaryzacji”.
Gdy kłamstwo o uśmiechu zostało obalone, manipulatorzy sięgnęli po tzw. whataboutism (odwracanie uwagi). Do sieci trafiło inne nagranie z agresywnym, głośnym pasażerem rzekomo z Ukrainy. Szybkie śledztwo wykazało, że film pochodzi... z Rosji, co zdradziła widoczna za oknem rosyjska flaga oraz butelka rosyjskiego piwa, niedostępnego w Polsce.
Skala makro: Sztuczni żołnierze i fałszywe siekiery na usługach wschodniej propagandy
W lipcu dezinformacja weszła na zupełnie nowy, systemowy poziom. Eksperci zidentyfikowali skoordynowaną operację z użyciem kont takich jak „Głos polskich żołnierzy” czy „Polska defensywa”. Publikowano tam wywiady z rzekomymi polskimi wojskowymi, którzy – mówiąc nienaganną polszczyzną – straszyli Brukselą, Ukraińcami i nawoływali do buntu. Wszystkie te postaci i ich wypowiedzi zostały w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję.
Marcin Filc, Stowarzyszenie Demagog: „To kolejny etap ewolucji. Dawniej kopiowano całe serwisy informacyjne, jak w operacjach typu doppelgänger, podszywając się pod uznane redakcje. To było łatwe do zweryfikowania po adresie URL. Teraz tworzy się całkowicie anonimowe, nieistniejące postacie w mundurach bez dystynkcji i pagonów. Nie ma konkretnego nazwiska, które mogłoby wyjść i zdementować sprawę. Te filmy są dystrybuowane masowo, a w ich opisach często pojawiają się drobne rusycyzmy lub są one publikowane w godzinach nietypowych dla naszej strefy czasowej”.
Wschodni manipulatorzy doskonale wiedzą, w które punkty uderzyć. Lipiec to rocznica zbrodni wołyńskiej – bolesnej i trudnej rany w polskiej pamięci zbiorowej. Dezinformatorzy cynicznie wykorzystali tę traumę, m.in. preparując zdjęcia autentycznych siekier ze sklepu biwakowego, dodając do nich napisy „1943” i promując je w sieci jako rzekome groźby ze strony Ukraińców. Równolegle w rosyjskim internecie kolportowano sfabrykowane nagrania, na których Ukraińcy rzekomo bezczeszczą polską flagę.
Dr Anna Nowakowska-Głuszak: „Dezinformator nie szuka oryginalnych tematów. Jeśli Wołyń działa na nasze emocje, będzie eksploatowany do cna. Celem strategicznym jest skłócenie i zastraszenie społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie wierzy we własne państwo i instytucje, staje się bezbronne. Jedyną formą obrony w konflikcie hybrydowym jest powszechna czujność i współpraca całego społeczeństwa, a także oddanie głosu specjalistom i historykom, a nie politykom, którzy na tych emocjach chcą ugrać swój kapitał”.
Wakacyjny absurd: Lody i kod kreskowy „pod lupą”
Okazuje się, że pożywką dla teorii spiskowych mogą stać się nawet... zakupy w dyskoncie. W sieci zawrotną popularność zdobył fake news, według którego Ukraińcy mieli przejąć produkcję popularnych lodów Merletto, zwalniając przy tym polskich pracowników. „Dowodem” miał być kod kreskowy zaczynający się od cyfr 590.
Eksperci Demagoga zweryfikowali te rewelacje u samego źródła. Sieć handlowa jednoznacznie potwierdziła, że lody są produkowane w Polsce.
Piotr Litwin, Stowarzyszenie Demagog: „To pokazuje, jak dezinformacja dotyka naszej sfery osobistej. Mamy wakacje, czas lodów, więc temat rezonuje. Kod kreskowy 590 wskazuje na kraj rejestracji producenta w systemie, a nie fizyczne miejsce produkcji w globalnym łańcuchu dostaw. Nie dajmy się zwariować i nie pozwólmy, by piękne patriotyczne odruchy były wykorzystywane do manipulowania nami.”
Lokalne podwórko: Clickbaity, prekampania w Krakowie i wojna na statystyki
Trzecia część debaty dotyczyła spraw bliższych naszej codzienności. Eksperci omówili m.in. zjawisko recyklingu starych nagrań. Przykładem był film z rzekomych brutalnych zamieszek po lipcowym meczu Francja-Maroko, który w rzeczywistości był nagraniem świętujących kibiców PSG z maja.
Osobny wątek stanowiło brutalne sprowadzanie specjalistycznych programów redukcji szkód (profilaktyki uzależnień) do chwytliwych, politycznych haseł o „instrukcjach ćpania za publiczne pieniądze”.
Wrócono również pod Wawel, gdzie po odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszelskiego w referendum, miasto wpadło w „próżnię informacyjną” przed ogłoszeniem oficjalnego terminu nowych wyborów. Brak jasnej komunikacji ze strony władz stworzył idealną przestrzeń dla plotek o rzekomym „spisku i celowym przeciąganiu procedur”. Na ulicach ruszyła tymczasem nieformalna, nietransparentna prekampania wyborcza z użyciem plakatów.
Piotr Litwin: „Zabrakło jasnego wyjaśnienia procedur prawnych. Miasto działało normalnie, ale mieszkańcy żyli w informacyjnej próżni, słysząc o ustawowym terminie 90 dni, który z przyczyn proceduralnych – jak protesty wyborcze – uległ przesunięciu. To idealny przykład na to, jak brak komunikacji rodzi teorie spiskowe.”
Na koniec eksperci przyjrzeli się „wojnie statystycznej” dotyczącej krakowskich korków. Gdy Aleksandra Owca stwierdziła, że Kraków jest bardziej zakorkowany niż Warszawa, Demagog ocenił tę wypowiedź jako... nieweryfikowalną. Dlaczego? Ponieważ oba powszechnie stosowane raporty międzynarodowe (TomTom oraz Inrix) stosują skrajnie różną metodologię.
Według raportu TomTom (badającego spadek przepustowości w godzinach szczytu w porównaniu do nocy) gorzej wypada Kraków. Z kolei raport Inrix (liczący bezwzględną, skumulowaną liczbę godzin spędzonych przez kierowcę w korku w ciągu roku) wskazuje na Warszawę jako lidera zatorów drogowych.
Dr Anna Nowakowska-Głuszak: „To doskonała lekcja tego, jak powinniśmy podchodzić do danych. Statystyki wymagają zrozumienia metodologii. Warto uczyć się krytycznego czytania raportów i zawsze sprawdzać źródła, na które powołują się autorzy sensacyjnych doniesień. A przede wszystkim – zachować chłodną głowę i spokój.”
Debata powstała we współpracy ze Stowarzyszeniem Demagog – pierwszą w Polsce organizacją fact-checkingową.