Panie pośle, politycy Prawa i Sprawiedliwości otrzymali ultimatum związane z członkostwem w stowarzyszeniach o charakterze politycznym. Oświadczenie muszą podpisać do najbliższego czwartku. Czy pan, jako współzałożyciel Stowarzyszenia Rozwój Plus, podpisał już to oświadczenie i czy w ogóle zamierza pan to zrobić?
Ta informacja dotarła do nas w środę po południu. Trwają różnego rodzaju rozmowy. Jest to dosyć niespodziewana informacja, która dotyczy chyba przede wszystkim stowarzyszenia założonego przez pana premiera Mateusza Morawieckiego.
Od samego początku zarówno pan premier, jak i członkowie, którzy zdecydowali się na udział w tym stowarzyszeniu, podkreślali, że jest to uzupełnienie oferty programowej dla naszych wyborców i naszego elektoratu, w ramach „drugiego płuca” czy „dwóch płuc”.
Ale zostało już tylko jedno płuco.
Wydawało się, że tego typu aktywność i działalność nie będzie wzbudzała tylu emocji. Okazuje się, że komuś bardzo ta aktywność przeszkadza. Jesteśmy przed podjęciem decyzji. Na dzisiaj nie jestem jeszcze w stanie poinformować pana ani naszych radiosłuchaczy, jaką decyzję podejmiemy.
Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości mówi wprost, że to działanie na szkodę partii. Czy odpowiadają za nie politycy z kręgu Mateusza Morawieckiego?
W tej sprawie nie zgadzam się z panem rzecznikiem. Od samego początku przedstawialiśmy argumentację, że jest to poszerzenie oferty, które ma pozwolić nam wrócić do poziomu poparcia wynoszącego trzydzieści, trzydzieści kilka procent.
W ostatnich miesiącach notowania nie rozpieszczają naszego środowiska politycznego, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Wydawało się i nadal się wydaje, że tego typu inicjatywy podejmowane wewnątrz PiS będą okazją, aby wyborcy, którzy w jakiś sposób od nas odeszli, powrócili ze swoimi sympatiami i zaufaniem do naszego środowiska. Nie odpowiadam jednak za indywidualne wypowiedzi pana rzecznika.
Były premier Mateusz Morawiecki odpowiada: „Robimy swoje”. Co w tym kontekście znaczą te słowa? Zrezygnuje ze stowarzyszenia czy będzie je nadal prowadził?
Wczoraj odbyło się spotkanie. Chcemy przekonać pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że nie ma w tej działalności nic złego. Wręcz przeciwnie – zabiegamy o to, żeby Prawo i Sprawiedliwość uzyskało jak najlepszy wynik w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Uważam, że różnego rodzaju inicjatywy wewnętrzne w ramach Prawa i Sprawiedliwości mogą być korzystne. W PiS funkcjonuje wiele stowarzyszeń i różnych grup, które swoją aktywnością rozszerzają ofertę partii. Mam nadzieję, że pan prezes Jarosław Kaczyński może jeszcze zmienić tę decyzję.
Rozumiem, że aktualne pozostaje spotkanie organizowane przez Mateusza Morawieckiego, zaplanowane na 31 lipca. W programie są panele i dyskusje dotyczące, szeroko rzecz ujmując, nowoczesnego patriotyzmu. To spotkanie się odbędzie?
Nie słyszałem, żeby miało się nie odbyć. Od wielu tygodni trwają prace organizacyjne. Jest to duże przedsięwzięcie pod względem logistycznym i personalnym.
Ma się odbyć wiele paneli, na które zaproszono osoby z różnych środowisk. Chcemy je przekonać, że zależy nam na zbudowaniu politycznego centrum będącego uzupełnieniem dla Prawa i Sprawiedliwości. To centrum w jakiś sposób trochę się od nas oddaliło.
W ramach tej struktury politycznego centrum chcemy przekonać przedsiębiorców, samorządowców, przedstawicieli różnych instytucji i inne osoby, aby w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość.
Gdyby nie doszło do porozumienia między kierownictwem Prawa i Sprawiedliwości, Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim, a były premier zostałby usunięty z PiS, przystąpiłby pan do nowej formacji Mateusza Morawieckiego?
Na razie nie chcę się na ten temat wypowiadać. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczę, że napięcie, które powstało w ostatnich kilkunastu godzinach – bo przeliczam ten czas na godziny – trochę opadnie.
Mam nadzieję, że wrócimy do naszego wspaniałego, szerokiego obozu Prawa i Sprawiedliwości i że w strukturze partii będzie można prowadzić różnego rodzaju aktywność wspierającą całe nasze stronnictwo polityczne.
Czy dla pana istnieje życie poza Prawem i Sprawiedliwością? Czy poza tą partią dla konserwatysty jest tylko ziemia jałowa?
Panie redaktorze, można powiedzieć, że jestem z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim od 1991 roku. Jako młody, ale już dorosły człowiek wstąpiłem do Porozumienia Centrum. Później nadszedł trudny okres na początku lat dziewięćdziesiątych, a kontynuacją Porozumienia Centrum było Prawo i Sprawiedliwość.
Nie wyobrażam sobie innych sympatii politycznych. Będę przekonywał zarówno kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości, jak i pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby ten szeroki obóz czy namiot – jak wielokrotnie mówiono w naszej terminologii – pozostał i żeby nie dochodziło do tego typu napięć.
Gdyby nawet coś się wydarzyło, mam co robić. Wydaje mi się jednak, że do drastycznych sytuacji nie dojdzie. Myślę, że emocje opadną i nadal będziemy dobrze pracować na rzecz Prawa i Sprawiedliwości pod kierownictwem naszego lidera, pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Ale gdyby wydarzyła się katastrofa i pojawiła się alternatywa: Jarosław Kaczyński albo Mateusz Morawiecki, po której stronie by pan stanął?
Zachęcam, żeby zaprosił mnie pan do audycji, jeżeli nastąpi jakieś kolejne wydarzenie. Na razie jestem tu i teraz. Myślę, że w najbliższych dniach, tygodniach i miesiącach nic nadzwyczajnego się nie wydarzy.
Mateusz Morawiecki jest buntownikiem?
Nie, absolutnie. Myślę, że pan premier Mateusz Morawiecki przez sześć lat pełnienia funkcji premiera rządu Rzeczypospolitej Polskiej dał się poznać jako świetny, wybitny menedżer, państwowiec i mąż stanu.
Wspólnie z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim przeprowadził Polskę przez trudny okres. Wszyscy pamiętamy pandemię w 2020 roku – bardzo ciężki czas. Później nastąpiła agresja Rosji na Ukrainę i pojawiły się trudne wyzwania geopolityczne w naszym regionie, w Europie, a można powiedzieć, że również na świecie.
Uważam, że sprawdził się jako szef rządu i trzeba go doceniać, podobnie jak pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ten duet fantastycznie się spisywał i prowadził aktywność polityczną dotyczącą spraw Polaków.
Osobiście pozytywnie oceniam działalność pana premiera Mateusza Morawieckiego. Tym bardziej że podczas spotkań w naszym tarnowskim okręgu, w Małopolsce i innych częściach Polski można usłyszeć, że samorządowcy tęsknią za rządem Mateusza Morawieckiego i Prawa i Sprawiedliwości oraz inwestycjami realizowanymi w ramach Polskiego Ładu.
Stąd tak duże środowisko skupione wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego?
Panie redaktorze, grupa grupą, ale trzeba spojrzeć na to obiektywnie. Samorządowcy są związani nie tylko ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości, lecz także z różnymi innymi opcjami politycznymi. Rozmawiałem i nadal rozmawiam z tymi samorządowcami. Wielokrotnie spotkałem się z wypowiedziami: „Panie premierze Morawiecki, niech pan wróci na swoje stanowisko”.
Skoro mówi pan o regionie, zapytam o Grupę Azoty w Tarnowie. Czy widzi pan dla niej jakiś ratunek? Związkowcy ogłosili pogotowie strajkowe.
Od samego początku jestem zaniepokojony sytuacją w Ministerstwie Aktywów Państwowych. W ciągu dwóch, dwóch i pół roku powołano już trzeciego prezesa Grupy Azoty.
Ostatnio powołano prezesa Celejewskiego, który zaliczył organizacyjny i menedżerski falstart. Na przełomie lutego i marca odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych. Jestem jej członkiem od jedenastu lat, już trzecią kadencję.
Miałem okazję zapytać pana prezesa, co dalej z całym przemysłem chemicznym, w tym z Grupą Azoty z siedzibą w Tarnowie. Wyraził się z pogardą, mówiąc, że siedziba Grupy Azoty w Tarnowie jest jakimś totalnym przypadkiem, do którego doszło podczas konsolidacji czterech zakładów chemicznych.
Pamiętamy tę wypowiedź. Pamiętamy jednak również nietrafioną inwestycję w fabrykę polimerów w Policach, za którą Azoty zapłaciły siedem miliardów złotych.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Rozmawiałem z poprzednimi prezesami i osobami, które odpowiadały za tę instalację. Obecny zarząd i prezesi powoływani przez nową władzę nie potrafili jej uruchomić.
Stało się, jak się stało, a poprzedników przedstawia się oczywiście w najgorszym świetle.
Fabryka polimerów została oddana w 2020 roku.
To jest tłumaczenie nieumiejętności załatwienia bieżących spraw całego koncernu chemicznego, jakim jest Grupa Azoty. Szukają pretekstu dla swojej nieudolności.
Ta nieudolność jest nadal widoczna, ponieważ zwalniani są kolejni pracownicy, a Grupa Azoty jest osłabiana. Ostatnio mówi się o likwidacji w Tarnowie Polskiego Konsorcjum Chemicznego, które odpowiadało za procesy projektowe i inwestycyjne. Wyraźnie widać, że trwa rozbiórka koncernu chemicznego, jakim jest Grupa Azoty.