Czym jest bezpieczna relacja?
W potocznym rozumieniu bezpieczna relacja kojarzy się często z brakiem przemocy czy konfliktów. Bezpieczna relacja to taka, w której człowiek może być sobą. Ma przestrzeń na autentyczność, szczerość i wyrażanie własnych emocji bez lęku przed oceną czy odrzuceniem. To sytuacja, w której nie trzeba odgrywać narzuconych ról ani zakładać masek, by zasłużyć na akceptację. Problem polega jednak na tym, że wielu z nas od najmłodszych lat uczy się czegoś zupełnie odwrotnego. Otoczenie często wysyła sygnały, kim powinniśmy być, by zasłużyć na uznanie. Jednocześnie sami rozwijamy mechanizmy pozwalające zdobywać uwagę i akceptację innych. W efekcie uczymy się ukrywać to, co w nas kruche i wrażliwe, a zamiast autentyczności wybieramy role.
Ludzie czasem nieświadomi piszą dla nas pewne role, czyli trochę podpowiadają, kim musimy być, by spotkać się z uznaniem. Z drugiej strony mamy taki mechanizm wewnętrzny, żeby przyjąć na siebie pewną rolę, aby uzyskać akceptację. Wkładamy na siebie pewne maski, ukrywamy to, co w nas czułe, wrażliwe po to, by dostać karmiącą uwagę – mówi Zbigniew Rećko.
Niektórzy buntują się przeciwko społecznym oczekiwaniom. Czasem jednak ten bunt przybiera formę, która rani innych ludzi. Warto wtedy spojrzeć głębiej. Za agresją, demonstracyjnym odrzucaniem norm czy krzywdzącym zachowaniem może kryć się coś więcej niż zwykła przekora. Bywa, że jest to rozpaczliwa próba odzyskania własnej tożsamości po latach życia w narzuconej roli. Człowiek może krzyczeć: "Mam dość udawania". Problem pojawia się wtedy, gdy ten krzyk staje się źródłem cierpienia dla innych. Każda relacja jest bowiem spotkaniem dwóch autonomicznych osób, które odpowiadają nie tylko za swoje potrzeby, ale również za sposób ich realizowania.
Dlaczego tak często źle interpretujemy innych?
Istotną kwestią jest nadinterpretacja. Ludzie nie widzą rzeczywistości taką, jaka jest. Widzą ją przez filtr własnych doświadczeń, przekonań i schematów. Jeżeli ktoś od dzieciństwa nosi w sobie przekonanie, że jest nieważny, niewidoczny lub niezasługujący na uwagę, będzie interpretował zachowania innych właśnie przez ten pryzmat. Nieusłyszane "dzień dobry" stanie się dowodem na własną bezwartościowość. Tak powstaje błędne koło. Negatywne przekonania wywołują określone emocje, emocje wpływają na zachowanie, a zachowanie prowokuje reakcje otoczenia, które pozornie potwierdzają pierwotne przekonania. Człowiek zamyka się w relacyjnej pułapce stworzonej przez własny sposób interpretowania świata.
Interpretujemy rzeczywistość zgodnie ze swoim wewnętrznym światem – dodaje.
Gry relacyjne
Są to nieświadome schematy zachowań, których celem jest zdobycie uwagi, uznania lub bliskości. Paradoks polega na tym, że osoby uczestniczące w grze nie komunikują swoich potrzeb wprost. Zamiast tego stosują różnego rodzaju "sztuczki", licząc, że druga strona sama się domyśli. Na początku taka strategia może działać. Po pewnym czasie partner zaczyna jednak czuć się zmęczony nieustannym odgadywaniem cudzych oczekiwań. W rezultacie pojawia się frustracja, konflikty i poczucie oddalenia. Ludzie tęsknią za bliskością, ale poprzez gry osiągają dokładnie odwrotny efekt. Autor zwraca uwagę na szczególnie popularny wzorzec obecny w naszej kulturze. To gra oparta na poświęceniu i udręczeniu.
W naszej kulturze to kobiety bardzo często grają w taką grę, która jest związana z umęczeniem i udręczeniem. One się poświęcają, gotują, zajmują się domem, dziećmi, mężem i tak dalej. Biorą na siebie masę ról – mówi.
Problem pojawia się wtedy, gdy otoczenie przyzwyczaja się do tych starań i przestaje je zauważać. W odpowiedzi osoba poświęcająca się często nie ogranicza wysiłku, lecz przeciwnie, poświęca się jeszcze bardziej. Głód uznania pozostaje jednak niezaspokojony.