Kiedy pani patrzy na to, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, to myśli sobie pani – „fantastycznie, niech się tam pozagryzają”, czy może – „fantastycznie, PiS słabnie, a nam rośnie nowy potencjalny koalicjant na nadchodzące wybory”?
- Ja mam jedną zasadę. Nie lubię wrzucać kamyków nie do swojego ogródka. Skomentuję to jednak. To wielkie trzęsienie ziemi w PiS. To sprawi, że notowania pewnie będą niższe. Oczywiście nieco więcej może mieć PSL. Elektorat prawicowy może szukać przepływu do innego ugrupowania, które jest blisko prawej strony. PSL może zyskać. Jak rozmawiałam z osobami, które znają realia w PiS, oni są zaniepokojeni. Ich to zaskoczyło.
Pytałem o to, czy możliwa jest współpraca jeszcze przed wyborami w przyszłym roku między nowym ugrupowaniem Mateusza Morawieckiego a Polskim Stronnictwem Ludowym? Przecież były takie jaskółki. Była ta słynna debata z 1 kwietnia, Kosiniak-Morawiecki W Jasionce. Ta debata, która swoją drogą nie podobała się chyba ani premierowi Tuskowi, ani Jarosławowi Kaczyńskiemu. Mateusz Morawiecki, kiedy zakładał Rozwój Plus, mówił, że to jest dla tych, którzy chcieliby głosować na obóz patriotyczny, ale w partiach im coś nie pasuje. Może się państwo dogadają?
- To była bardzo ciekawa debata. Byłam w Jasionce i słuchałam co mówili szef MON i były premier. Tam była walka na argumenty. Wiele rzeczy, które dziś są pokłosiem polityki, zadziało się za czasów premiera Morawieckiego. Te nieszczęsne kamienie milowe to jego autorstwo. W polityce trzeba rozmawiać, nie zawsze się dochodzi do porozumienia. Czasem trzeba dyskutować z tymi, do których nie zawsze ma się zaufanie.
Czyli nie wyklucza pani tak całkowicie, że za rok powstanie jedna lista PSL-u i Mateusza Morawieckiego?
- Aż tak daleko bym nie szła. Rozmowy pewnie jednak będą. Trudno, żeby politycy nie rozmawiali. Jak są ważne tematy, trzeba rozmawiać. Nie wróżę jednak dużego sojuszu.
Może w takim razie PSL planuje sojusz z Koalicją Obywatelską? Pytam o to dlatego, że we wszystkich ostatnich sondażach PSL słabo wygląda. Wczoraj były dwa, już uwzględniające nowe ugrupowanie Mateusza Morawieckiego. W jednym PSL ma 2,8%, w drugim 3,3%. Jeśli to się nie zmieni, za rok trzeba będzie szukać jakiegoś partnera.
- Ja się uodporniłam na sondaże. Jak się zbliżają wybory, zawsze PSL jest dołowany w sondażach, żeby zniechęcić do nas ludzi. To jest kłamstwo. My wiemy, że sondaże dają nam dużo mniej, a wyborcy na nas głosują. Na mnie to nie działa. Pyta pan o sojusze. Jak był kongres PSL, nasze władze podjęły decyzję, że idziemy pod szyldem PSL do wyborów. Tego się trzymamy. Pewnie wielu by chciało, żeby PSL słabł, ale my zwieramy szeregi i siły. Pójdziemy z przytupem do wyborów. Mamy wiele tematów, którymi możemy się pochwalić. To infrastruktura, energia i sprawy obronne, rolnictwo. Dla Małopolski ważna jest Sądeczanka. Ona już się dzieje. Kolejny temat to list intencyjny na budowę elektrowni pompowo-szczytowej Rożnów 2. To zabezpieczenie energetyczne Małopolski. Z tym możemy iść do wyborców. Czy będą inne sojusze? Trudno powiedzieć. Na naszych listach są też nasi sympatycy, ale idziemy pod szyldem PSL.
Powiedziała pani, że PSL jest dołowane w sondażach. Przez kogo jest dołowane w sondażach? Czy pani sugeruje, że te sondaże są skręcone, nieuczciwe?
- Jestem politologiem z wykształcenia. Na obecnej scenie politycznej są dwa giganty – PiS i PO. My jesteśmy pośrodku i dostajemy łomot z obu stron czasami. Utrzymanie naszej tożsamości programowej i dorobku historycznego PSL jest dla nas nadrzędne. Sondaże mniej nam dają przed wyborami, po wyborach okazuje się, że jest więcej. Siłą PSL są rzetelnie pracujący ludzie, profesjonaliści, którzy nie obrażają, ale pracują.
Ostatnie pytanie odnośnie tego rozpadu w Prawie i Sprawiedliwości. Wygląda na to, że na tym posiedzeniu być może będzie głosowanie nad nowym wicemarszałkiem Sejmu dla prawicy. PiS zapowiedziało już zgłoszenie kandydatury Marcina Ociepy. Jeśli Rozwój Plus zgłosi też swojego kandydata, to kto będzie pani faworytem, za kim pani zagłosuje?
- Zobaczymy, kto byłby tym kandydatem. Słyszałam, że PiS będzie proponował ministra Ociepę. Czy premier Morawiecki kogoś zaproponuje? Nie wiem. Miejsce w prezydium dla PiS jest. Na początku kadencji PiS podało kandydaturę marszałek Witek. Były dyskusje, które mówiły, że każdy kandydat, ale nie ten. Jak będzie to minister Ociepa, pewnie zasiądzie w Prezydium Sejmu.
Zostawmy opozycję, zajmijmy się tym, co robi koalicja rządząca, a konkretnie wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś, który przygotował rządową ustawę o najmie krótkoterminowym. Ustawę krytykowaną m.in. przez działaczy Lewicy, ale też działaczy Centrum, czyli waszych koalicjantów. Krytykowaną za to, że de facto wprowadza tylko ewidencję wynajmowanych lokali, a nie ma tam np. prawa gmin do regulowania czy ograniczania najmu, prawa wspólnot mieszkaniowych do decydowania o tym, czy dopuszczają ten najem krótkoterminowy, czy też nie. Pani zdaniem to jest dobra ustawa?
- Minister Raś na poprzednim klubie PSL referował nam tę ustawę. Mówił o szczegółach. To jest dobre rozwiązanie. Ufam ministrowi Rasiowi. Skoro zaproponował takie rozwiązanie, wsłuchuje się w głos tych, którzy chcą rzetelnie odprowadzać podatki. Są zarzuty Lewicy i Polski 2050, oni mają prawo do krytyki. Nie wszystko im się musi podobać. Zwykle w prawie jest tak, że jest projekt ustawy, są czytania, jest Sejm, Senat i tam się losy rozstrzygają. Albo są poprawki i to wraca do Sejmu, albo nie ma poprawek i idzie to do prezydenta. Zobaczymy. Sama jestem ciekawa. Dyskusja jest rzeczywiście szeroka, natomiast chyba nie do końca zasadna.
Pani i ja mówiliśmy o tym, że jest krytyka z wewnątrz koalicji, ale ta z zewnątrz jest jeszcze dużo surowsza. Współprzewodnicząca partii Razem - pani Owca - zarzuca ministrowi Rasiowi, że sam miał w Łodzi trzy mikrokawalerki wynajmowane turystom. Jeden z tych lokali został później przekazany byłej żonie ministra, a dwa pozostałe sprzedane bratu. Czy to nie jest konflikt interesów?
- Każdy polityk składa oświadczenie majątkowe. Wszystko jest jasne. Jak nie ma nieprawidłowości, służby nie zadają pytań, wszystko jest zgodne z prawem. Nie mam wiedzy ani podstaw, żeby dopatrywać się drugiego dna. Ufam ministrowi Rasiowi. On sumiennie pracuje. Wchodzi tu polityka wyborcza związana z kampanią w Krakowie. Może ta krytyka jest z tym związana.
Na koniec jeszcze o inną rządową ustawę chciałbym zapytać - o ustawę z bólem tworzoną w rządzie. Chodzi o ustawę, która miałaby ograniczać zarobki lekarzy w publicznych placówkach. To wszystko pokłosie afer w Szpitalu Południowym w Warszawie. Nie tak dawno temu premier zapowiedział limit wynagrodzeń - 240 zł za godzinę, limit godzin - dwa etaty, czyli jak rozumiem 80 godzin w tygodniu i zakaz wypłacania procentu od procedury dla lekarzy, czyli części wynagrodzenia, które idzie do szpitala za wykonany zabieg. To są dobre zmiany?
- Ja kilka razy byłam o to pytana. Uważam, że należy przeprowadzić reformę służby zdrowia. Ile nie dorzucimy do NFZ, będzie za mało. Musi być reforma. Jako pokłosie tych afer związanych z zarobkowaniem niektórych lekarzy, nie można skrzywdzić tych, którzy uczciwie pracują. Jak będzie jakaś propozycja, musi to być przemyślane. Musi to zapewnić gwarancję wysokich świadczeń medycznych dla pacjentów, którzy tego oczekują. System jest do przebudowy. Dla mnie kasy chorych nie były złe. W śląskiej kasie chorych szefem był pan Sośnierz i on wprowadził elektroniczną ewidencję czynności medycznych. Nie było możliwości, żeby procedury się pokrywały w czasie. Może warto do tego wrócić? Ta dyskusja nas czeka w tym rządzie i w przyszłych. Przez cudze afery nie można krzywdzić tych, którzy rzetelnie pracują dla Polski.