Jakie znaczenie dla Nowej Lewicy ma ta krakowska rywalizacja pani z kandydatką z partii Razem? Gdyby sumować te sondażowe poparcie dla pań, wynik byłby całkiem imponujący dla dwóch kandydatek lewicowych.
- To jest moment, w którym nie ma co rozmawiać, jakie mają znaczenie to wybory dla partii, dla kandydatek. To wybory, w których startuję, bo chcę w końcu systemowych zmian w Krakowie. Od kilkunastu lat z mieszkańcami zmieniam to miasto. Byłam w walce o Zakrzówek, Las Łęgowy, o plany zagospodarowania przestrzennego. Działałam dla Krakowa punktowo. Teraz chcę to robić systemowo. To nie jest kwestia rywalizacji kandydatów, ale tego, w jakim mieście przyjdzie nam żyć.
Ale rozumiem, że tak czy inaczej szefowie jakieś wnioski wyciągną. Pani poparcie jest dość dobre w tych sondażowych badaniach, również Aleksandry Owcy. To mógłby być początek nowej przyjaźni, gdyby się okazało, że wybory przyniosły dobry wynik i pani, i Aleksandry Owcy? Mówię tutaj o ewentualnej wspólnej liście wyborczej.
- Nie startowałam w tych wyborach, żeby budować swoją pozycję i karierę polityczną na przyszłość. Dlaczego wystartowali inni kandydaci? Ich trzeba pytać. Dla mnie liczy się teraz. Do końca kampanii jest kilka dni. Chcę przekonywać mieszkańców do mojej wizji miasta. Kraków musi się zmienić z mieszkańcami. Ja będę gwarantem tego, żeby Kraków zaczął dbać o mieszkańców.
Na debacie Radia Kraków i Telewizji Kraków poproszono Aleksandrę Owcę o to, by powiedziała kilka miłych słów o pani. Same superlatywy pani usłyszała tak naprawdę. Inni przedstawiciele Lewicy, Kazimierz Chrzanowski na przykład, wzywał panią do tego, żeby pani zrezygnowała w ogóle z startu w tych wyborach i przekazała swoje poparcie Monice Piątkowskiej.
- Trzymają za mnie kciuki różne środowiska i osoby w Krakowie. Ja nie buduję się przez konflikt, nie lubię podziałów. Współpracuję z wieloma środowiskami. Ja chce tak funkcjonować. Tyle.
Te słowa Kaźmierza Chrzanowskiego jak pani przyjęła? Byłego prominentnego polityka Lewicy.
- Nawet ich nie czytałam w całości.
Teraz, gdy pani atakuje bardziej Łukasza Gibałę, to oznacza, że przed drugą turą będzie pani namawiać - jeśli będzie rzeczywiście w niej Monika Piątkowska i Łukasz Gibała - żeby popierać Monika Piątkowską?
- Nikogo nie atakuję, ja zadaję pytania. W magazynie Polityka ukazał się artykuł o sieci kilkuset działek, które ma jego rodzina wokół Krakowa. On będzie miał na to wpływ. Istnieje związek gmin wokół Krakowa. Za moment pewnie wejdzie w życie ustawa o metropolii, rozwoju miasta, która da możliwość stworzenia Metropolii Krakowskiej. Skoro do tej pory pan Gibała słusznie wskazywał na konflikty interesów przy prezydencie Majchrowskim, prezydencie Miszalskim, to czy biznesy deweloperskie przy granicy Krakowa, które będą z Krakowem związane, bo chociażby Kraków będzie do pewnego momentu na przykład dobudowywał tam odpowiednią infrastrukturę, nie powinny również być nazwane po imieniu, jako konflikt interesów?
Ale jeszcze chyba nie. Skoro pani mówi o związku, to mamy stowarzyszenie oczywiście. To jest tylko stowarzyszenie.
- Tak. Mamy też jednak kwestie doprowadzania do granicy miasta pewnych inwestycji. Łukasz Gibała mówi o parkingach park&ride. To jeden organizm. Kraków nie kończy się na granicy.
Formalnie konfliktu interesów na razie nie ma.
- Tak. Jednak mamy kandydata, który mocno formułował tezy wobec swoich poprzedników, a sam nie potrafi wytłumaczyć interesów swojej rodziny. Mieszkańcy Krakowa muszą mieć pewność, że to ich interesy będą się liczyły.
Z sondażu przeprowadzonego dla Radia Kraków wynika, że zaledwie 13% badanych Krakowian chciałoby zwiększenia liczby mieszkań w Krakowie, intensywniejszej zabudowy. Prawie 80% chciałoby obrony terenów zielonych, nawet gdyby to oznaczało ograniczenie nowej zabudowy. Tymczasem niemal wszyscy kandydaci mówią o budowie mieszkań komunalnych. Jak pani zamierza to pogodzić? Te oczekiwania społeczne jednocześnie z tymi hasłami o budowie mieszkań komunalnych?
- Trzeba to robić mądrze. Do tej pory zabudowa była chaotyczna. Proszę popatrzyć na Kliny. Możemy budować na terenach, które do tej pory były usługowe lub handlowe. Mieszkania i osiedla mogą być zielone. Nie dziwię się mieszkańcom Krakowa, że są sceptyczni. Poprzednie rządy ich nauczyły chaotycznej zabudowy, betonowania każdego kawałka terenu. Zapowiadane zielone ściany, dachy, tarasy to kolejny wybrukowany fragment. Prezydent musi zadbać, żeby rozwój miasta był harmonijny. Zdanie mieszkańców będzie najważniejsze. Do tej pory miasto podczas procedowania miejscowych planów zagospodarowania, potrafiło odrzucić kilkaset uwag mieszkańców, a zawsze przyjmowało uwagi deweloperów. Ta rezerwa mnie nie dziwi. Też to odczuwam.
Pani dodatkowo chciałaby, aby 15% mieszkań budowanych przez deweloperów trafiało do zasobu gminnego w ramach ZPI. Rozumiem, że deweloperzy by sobie odbili to ceną tych pozostałych mieszkań?
- Nie. Ci deweloperzy o tę cenę mieszkań będą konkurowali z tymi, którzy miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego zmieniać nie będą chcieli. Tu wolny rynek zadziała na naszą korzyść. Jeżeli byśmy tak postawili tę sprawę, no to co by teraz sprawiło, żeby deweloperzy nie nakładali sobie jeszcze wyższych marż? Żyjemy w pewnych realiach rynku. Kraków musi mieć narzędzia przy wysokości ceny najmu. Jedynym racjonalnym narzędziem dziś jest alternatywa. To są mieszkania dla klasy średniej. To widzimy w Wiedniu, we Włocławku. Są różne przykłady. Wstyd, że przez ostatnie 20 lat Kraków tego nie robił.
Jest jeszcze model cost rental, czyli opieranie wysokości czynszu o tę cenę odtworzeniową, ale to zostawimy sobie…
- To będzie wchodziło dzięki ustawie ministra Lewandowskiego przy lokalach komunalnych i ewentualnym dziedziczeniu.
Czy z Darią Gosek-Popiołek, jako prezydentką, w Krakowie nie powstanie już żaden nowy hotel?
- Na pewno chcę zracjonalizować to, jak Kraków zarządza turystyką. Teraz mamy w Krakowie kilkadziesiąt tysięcy miejsc w najmie krótkoterminowym. Mamy wiele hoteli. Krakowianie są wypierani z centrum. Potrzeba tu zmian. Kilkanaście lat temu Kraków z prezydentem Majchrowskim, dyrektor Moniką Piątkowską przygotował strategię promocji Krakowa. Bardzo jasno wskazali na to, że turystyka jest jedną z najważniejszych gałęzi miasta. Już wtedy eksperci mówili o kosztach turystyki masowej. Znamy przykłady Barcelony, Pragi. Wtedy nikt nie miał wątpliwości. Pozwolono na wielki ruch turystyczny. Musimy coś zmienić.
Chcecie strefy bez Airbnb wprowadzić tak, że będą wykreślane z rejestru, poszczególne adresy?
- Tutaj wygląda to prosto. Dzięki ustawie i poprawkom Lewicy wspólnoty będą mogły decydować, czy chcą, żeby na ich terenie były lokale wynajmowane w najmie krótkoterminowym. Rada Gminy będzie miała możliwość wyznaczania obszarów, na których taki rodzaj działalności nie będzie prowadzony. Będą długie konsultacje. Sam moment wejścia w życie ustawy jest odroczony, żeby przygotować rynek i mieszkańców. To jest niezbędne, chyba że chcemy żyć w skansenie. Myślę, że mieszkańcy Starego Miasta nie chcą mieszkać obok patohoteli. Musimy odzyskać centrum dla mieszkańców.
Czyli centrum i Kazimierz bez Airbnb?
- To byłby mój cel, ale to będzie efekt rzetelnych konsultacji. Wspólnie z mieszkańcami zdecydujemy, jakie będą granice, regulacje najmu krótkoterminowego. To bardzo poważna zmiana. Nie będzie jak przy dotychczasowych konsultacjach. To wymaga wielkiej zmiany.