To nie jest radiowa legenda, tylko brutalna rzeczywistość. Prawda jest taka, że co piąty Polak ma już na koncie wyjątkowo miły list od kogoś, kto tylko udaje Urząd Skarbowy czy Ministerstwo Finansów. Oszuści to genialni psycholodzy. Wiedzą, że końcówka kwietnia to dla nich żniwa. Dlaczego? Bo jesteśmy w niedoczasie. Robimy PIT-y na ostatnią chwilę, jedną ręką doprawiając obiad, a drugą nerwowo stukający w kalkulator.
Nagle pik, SMS. Masz nadpłatę. Kliknij w link, aby odebrać kasę. Kto by nie kliknął? Ale uwaga, bo te okazje to czysty fejk. Zamiast przelewu na nasze konto, to my fundujemy wakacje oszustom.
Oni grają na dwa sposoby. Po pierwsze, marchewka. Obiecują fikcyjny zwrot podatku. Po drugie, kij. Straszą pilną niedopłatą albo kontrolą. Zawsze ta sama presja. Już, teraz, natychmiast. To klasyczna sztuczka, żebyśmy przestali myśleć i zaczęli klikać.
Co ciekawe, ci spryciarze idealnie dopasowują metodę do wieku. Jeśli jesteś młodym słuchaczem, pilnuj telefonu. Ponad 60% ataków na młodych to właśnie SMS. Jeśli jednak jesteś seniorem, uważaj na maile. Tą drogą atakuje się aż 7 na 10 słuchaczy powyżej 60 roku życia.
Na koniec mały ranking. Skarbówka jest popularna, ale królową fejków pozostaje Poczta Polska. Aż 41% wszystkich oszustw to jest podszywanie się pod kurierów i przesyłki. Dopłać złotówkę do paczki - to najstarszy i wciąż najskuteczniejszy numer świata.
Złota zasada. Jeśli wiadomość zmusza cię do pośpiechu i każe klikać w dziwny link, odetchnij. Urząd Skarbowy nie jest aż tak wyrywny do wysyłania prezentów przez SMS. Zanim klikniesz, zadzwoń na oficjalną infolinię i zapytaj, czy faktycznie są za tobą tak stęsknieni.
Lepiej stracić minutę na telefon niż oszczędność życia na jednym linku.