Na początek chciałbym zapytać o pana partyjnego kolegę Mariusza Krystiana, który był łaskaw oświadczyć, że w warszawskim Szpitalu Południowym „działał doktor Mengele Donalda Tuska i Koalicji Obywatelskiej”. Rozumiem, że weszliśmy teraz na kolejne piętro politycznych obelg? Niedługo politycy PiS samego Tuska będą nazywać Hitlerem?
- Nie no. Z jednej strony to wygląda humorystycznie, używanie takich określeń w ustach posła, ale to jednak poważna sprawa. Nie można przesadzać, doprowadzić do deprecjonowania oskarżeń. Nie można porównywać rzeczy nieporównywalnych, mieszać zbrodni z przestępstwami i błędami politycznymi.
Jakieś konsekwencje dotkną może pana posła Krystiana, który nie pierwszy raz dosyć kontrowersyjnych używał określeń?
- Tego nie wiem, czy powinno to rodzić konsekwencje. Na pewno należy mu powiedzieć zdecydowanie, że nie powinno się tak mówić, popełniać takich porównań.
Wróćmy do samej afery. Jeśli chodzi o oskarżenia doktora Jędrzejewskiego o to, że przez błędy medyczne ktoś stracił życie, to na razie pozwoli pan nie będziemy tego komentować, bo sam doktor Jędrzejewski, który o tym poinformował w Kanale Zero nie chciał na ten temat mówić w prokuraturze. Dzisiaj jest kolejne przesłuchanie, może dzisiaj czegoś więcej się dowiemy. Bez wątpienia jednak jest afera z zarobkami lekarza bez specjalizacji za to z legitymacją Koalicji Obywatelskiej. Już teraz bez legitymacji, ale wtedy tak. Ta afera jest faktem. Czy PiS poprze ewentualne limity w zarobkach lekarzy w publicznych placówkach albo zakaz łączenia pracy w publicznych i prywatnych placówkach, gdyby takie przepisy w Sejmie się pojawiły?
- Co do jednego i drugiego, trzeba poczekać na projekty ustaw. Co do limitów, pewne są wątpliwości. Rozdzielenie funkcji pracy w publicznym i prywatnym sektorze, to jest w naszym programie od pewnego czasu. Takie zmiany muszą nastąpić w sytuacji tak znaczących patologii, które się pojawiają w polskiej służbie zdrowia. To pewnie wyjątki, ale to jest. Trzeba temu przeciwdziałać.
Dlaczego w sprawie ewidencji czasu pracy lekarzy posłowie Prawa i Sprawiedliwości wstrzymali się od głosu?
- To był źle przygotowany projekt, nieprecyzyjny. Linia słuszna, ale nie można działać pochopnie, bez konsultacji ze specjalistami, fachowcami. Takie ustawy powinny być bardzo precyzyjnie przygotowane, żeby nie trzeba było po kilku miesiącach dokonywać zmian.
O Ukrainę chciałbym teraz zapytać i rosnące napięcie między Polską i Ukrainą po tym, jak Karol Nawrocki odebrał Order Orła Białego Wołodymirowi Zełeńskiemu. Prezydenci Ukrainy zwrócili swoje odznaczenia, to samo robią teraz politycy Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie Jarosław Kaczyński, Marek Kuchciński, Mariusz Błaszczak, Jacek Saryusz-Wolski, Adam Bielan i Zbigniew Rau. Doniesienia o tych zwracanych orderach znalazłem. Pan też ma ukraiński order za zasługi przyznane przez Wołodymira Zełeńskiego. Pan też zamierza go odesłać do Kijowa?
- Prawdę mówiąc nie podjąłem takiej decyzji. Ja przez 8 lat byłem przewodniczącym zgromadzenia polsko-ukraińskiego. To taka formuła w Sejmie grup współpracujących ze sobą. Była taka grupa po stronie ukraińskiej. To byli przyjaciele Polski, którzy krytycznie odnosili się do polityki historycznej rządu i prezydenta. Oni starali się w różny sposób działać na rzecz zbliżenia polsko-ukraińskiego. Na Ukrainie mamy nie tylko banderowców i zwolenników upamiętniania UPA, ale też wielu przyjaciół, którzy teraz załamują ręce. Trzeba to wyważać. Przez wiele lat dopominaliśmy się, żeby sprawa Wołynia była rozwiązana choćby tak, że Ukraińcy powinni wiedzieć, co tam się stało. W ich podręcznikach nie ma o tym słowa. Wielu Ukraińców kilka lat temu nie miało o tym pojęcia. Trzeba przekonać Ukraińców, że tak jak nie wyobrażamy sobie, żeby Niemcy upamiętniali SS, tak samo nie możemy się zgodzić na upamiętnianie UPA przez Ukraińców. Tu rację miał świętej pamięci prezydent Polski, który mówił, że upamiętnianiem Bandery Ukraina do UE nie wejdzie.
Jeszcze wczoraj prezydent Zełeński podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy oświadczył „nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów czcić”.
- Niestety ta eskalacja trwa. Zełeński walczy o wybór na prezydenta w wyborach, które w końcu kiedyś nastąpią. On się odwołuje do opinii ukraińskiej, która gotowa jest bronić przeszłości, UPA i Bandery. To nie jest jednak cała Ukraina. Eskalacja tego problemu w tej chwili już nie ma sensu. Był ważny krok, prezydent to zrobił. W Polsce mieszka 1,5 miliona Ukraińców. To głównie kobiety i dzieci. Nie twórzmy napięcia między narodami. To napięcie polityczne między Polską a władzami Ukrainy.
Mówił pan o tym, że to co robi Zełeński, przynajmniej częściowo, jest nakierowane na rynek wewnętrzny, tak brzydko mówiąc. Czy to nie jest też tak, że to co robią ci wszyscy politycy PiS, którzy oddają swoje odznaczenia, czy prezydent Karol Nawrocki, który odebrał order Zełeńskiemu, to też nie jest nakierowane na rynek wewnętrzny? Karolowi Nawrockiemu po tym geście bardzo wzrosło poparcie. Być może ta fala oddawania orderów ze strony PiS też jest nakierowana na to, żeby PiSowi wzrosło?
- Myślę, że tu ważniejsze jest to, że w końcu straciliśmy cierpliwość. Nie można było odwlekać tej sprawy w nieskończoność. Trzeba było powiedzieć stanowczo, że tak być nie może. Trwają skromne ekshumacje na Ukrainie, ale coś drgnęło. Starajmy się, żeby w związku z tym napięciem nie tracić tego, co udało się osiągnąć. To możliwość upamiętniania naszych ofiar.
O wybory w Krakowie teraz zapytam. Mieliśmy w ubiegłym tygodniu dwa sondaże i w obu tych sondażach kandydat PiS nie wchodzi do drugiej tury, w IBRIS ma 13%, w Opinii24 notuje 5,8% poparcia. Jeszcze przed referendum słyszałem z kręgów PiS, że są rozmowy z Łukaszem Gibałą. Była wtedy mowa o tym, że jest możliwe takie porozumienie, że PiS wystawi słabego kandydata, a później poprze Gibałę, a w zamian zyska jakiś wpływ na rządzenie miastem. Czy rzeczywiście takie rozmowy były i do tego porozumienia doszło?
- Nie. Nie mamy słabego kandydata. On ma duże szanse powalczyć co najmniej o II turę. On pracowicie od tygodni prowadzi kampanię. Nie ma jednak ani terminu wyborów, ani decyzji pana Gibały, czy będzie kandydował. PO nie chce teraz tych wyborów, oni chcą odwlec ten termin.
Tam akurat jest po prostu proces w sądzie, ale to nie Platformy, tylko pana Edwarda Nowaka, który nie jest w PO.
- Tak, ale wiadomo, że to działacz KOD. Ta cała akcja zmierza do tego, żeby wybory przesunąć. Miały być w końcu sierpnia. Teraz realny jest wrzesień – październik. Słyszę też, że są takie działania, żeby wybory były na początku roku. Tu wchodzą w grę interesy PO. Cała armia działaczy jest na stanowiskach i oni chcą pobierać profity jak najdłużej. To interes PO, żeby było to jak najpóźniej. Do tego jest afera, która pogrąża PO w tej chwili. Tusk może mieć nadzieję, że to przyschnie.
O Donalda Trumpa jeszcze chciałem zapytać i o ten bardzo chwiejny rozejm między Stanami i Iranem. Jak z perspektywy czasu ocenia pan to, co zrobił w Iranie Donald Trump? Najpierw atak, a potem podpisanie tego memorandum, w którym godzi się de facto na wszystkie postulaty Teheranu, przy okazji zostawiając na lodzie swoich sojuszników?
- Niestety Amerykanie nie docenili znaczenia Iranu i ich możliwości. To potężny kraj. 90 milionów ludzi, wiele razy większy od Polski. Okazało się, że Iran jest w stanie twardo się bronić, mimo poniesionych na początku porażek. Teraz trzeba z tego jakoś wybrnąć. Amerykanie przekonali się, że ich sojusznicy są sojusznikami niedzielnymi. Chcą współpracować, ale jak dochodzi choćby do udostępnienia lotnisk, zaczynają się wahać i domawiać. To drugie bolesne doświadczenie dla USA. Pytanie, jak sobie z tym poradzą?