-
Prawo w zakresie przemocy domowej jest dziś znacznie bardziej precyzyjne niż 20 lat temu, ale jego skuteczność zależy od zaangażowania społecznego i wczesnej reakcji otoczenia.
-
Każdy świadek przemocy – także sąsiad czy znajomy – ma moralny obowiązek zgłoszenia jej odpowiednim służbom, choć prawo nie nakłada na niego sankcji za zaniechanie.
-
Tragedia w Starej Wsi, gdzie znany przemocowiec z niebieską kartą doprowadził do eskalacji przemocy, mogła zostać powstrzymana, gdyby lokalna społeczność zareagowała wcześniej.
-
Same procedury, takie jak Niebieska Karta czy nakaz opuszczenia mieszkania, nie wystarczą, jeśli nie ma empatii, doświadczenia śledczych i współpracy ze strony otoczenia ofiar.
- A
- A
- A
Prokurator o tragedii w Starej Wsi: „Nie wystarczy ustawa. Bez sygnału od ludzi nic się nie zmieni”
– Tu zawiodła reakcja społeczna. Gdyby na wczesnym etapie osoby zasygnalizowały policji, prokuraturze lub innym służbom, że może dochodzić do przemocy domowej, jestem przekonany, że nie doszłoby do eskalacji i takich zdarzeń – mówił w Radiu Kraków prokurator Piotr Kosmaty. W rozmowie poświęconej tragedii w Starej Wsi wskazuje, że mimo obowiązujących przepisów to właśnie bierność otoczenia pozostaje największym problemem w walce z przemocą domową.Zmiana języka prawa: przemoc domowa, nie tylko rodzinna
Od 2005 roku obowiązuje w Polsce ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Zmiana nazwy z „przemocy w rodzinie” na „domowej” ma znaczenie – obejmuje także związki nieformalne.
Dziecko, które jest tylko świadkiem przemocy, już jest jej ofiarą. To fundamentalna zmiana w myśleniu – mówi gość Radia Kraków.
Nowe przepisy nadają dzieciom będącym świadkami przemocy szczególne uprawnienia, ale – jak zaznaczył prokurator – nawet najlepsze prawo nie wystarczy bez społecznej świadomości.
Obowiązek zgłoszenia: prawny i moralny
Art. 12 znowelizowanej ustawy nakłada obowiązek zgłoszenia przemocy domowej nie tylko na przedstawicieli zawodów – np. ratowników medycznych – ale również na każdego obywatela.
Mamy przepis, który mówi: każdy, kto wie o przemocy, powinien to zgłosić. Ale to 'powinien', a nie 'musi'. Brakuje nam reakcji – ocenia Piotr Kosmaty.
Przykład tragedii w Starej Wsi – jak zauważył prokurator – pokazał, że lokalna społeczność wiedziała o zachowaniu sprawcy, o jego uzbrojeniu, o przemocy. Zabrakło jednak zdecydowanej reakcji.
Kulturowe uwarunkowania i społeczne przyzwolenie
W kontekście przemocy domowej niebagatelną rolę odgrywają lokalne normy i przyzwyczajenia. Jak zauważył Kosmaty, w niektórych regionach kraju – np. na południu Małopolski – wciąż istnieje silne tabu wokół ingerowania w „sprawy domowe”.
Dla jednych klaps to nic, dla innych to przemoc. A prawo jest jasne: nie wolno stosować kar cielesnych wobec dzieci.
Takie podejście sprzyja znieczulicy i bierności – elementom, które często uniemożliwiają szybką interwencję służb.
Niebieska Karta to nie wszystko
Prokurator odniósł się także do obowiązujących procedur, takich jak zakładanie Niebieskiej Karty czy nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę.
To działa. Ale musimy iść dalej – zbierać dowody, reagować, prowadzić postępowania. A to możliwe tylko wtedy, gdy społeczeństwo nie milczy – mówi.
Jak podkreślił, przemoc domowa ma swoją specyfikę: brak świadków, zamknięta przestrzeń i często lęk ofiar przed składaniem zeznań. Dlatego tak ważne są empatia, doświadczenie prowadzących sprawę i wczesna interwencja.
Tragedia w Starej Wsi – gdzie zawiodło społeczeństwo?
Co poszło nie tak w Starej Wsi? Prokurator Kosmaty nie miał wątpliwości:
Zabrakło reakcji sąsiadów. Sprawca czuł się bezkarny, bo nikt wcześniej nie zareagował. Miał niebieską kartę, był znany jako przemocowiec. Ale zadziałała znieczulica – podkreśla gość audycji.
Zwrócił też uwagę, że obowiązujące przepisy obejmują również sytuacje konfliktów rozwodowych, jeśli obecne przy nich dzieci stają się świadkami przemocy.
Komentarze (1)
Najnowsze
-
22:55
Spięty w wysokiej rozdzielczości.
-
22:41
Szczęście było blisko. Porażka hokeistów z Kazachstanem
-
22:30
Feniks. Potańcówki międzypokoleniowe, pierwszy w Krakowie striptiz i awantura w tle
-
22:26
„Pan/Pani się na tym nie zna”. Co dzieje się z nami dzieje, gdy słyszymy krytykę?
-
22:00
Pożar lasu w powiecie biłgorajskim. Zginął pilot samolotu biorącego udział w akcji
-
20:30
"Hołd Dla Joki" - Kaliber 44: Pożegnalna Trasa
-
20:03
"Melancholia sprzeciwu". Prapremiera w Starym Teatrze
-
18:58
Polski sprzęt na froncie. Gen. Komornicki: Ukraina to szansa dla naszej zbrojeniówki
-
17:50
Jak uchwala się konstytucję w Polsce? „Dziś nie mamy przepisów, które to regulują”
-
17:21
Samowola do rozbiórki, nowi lokatorzy mieli się wprowadzić ledwie 3 tygodnie temu
-
16:55
Prezydent Krakowa nie pójdzie w Marszu Równości. Dlaczego?
-
16:10
Sprawa śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Dlaczego wykorzystano biegłych z zagranicy?
-
15:57
Co zrobić, kiedy człowiek musi, a miejska toaleta zamyka się przed czasem? Krakowianka poszła na skargę
-
15:55
Czy można dostać finansowanie w 15 minut? Poznaj proces
-
15:49
Nasz sprawdzony plan na powrót do Rabki. Dlaczego wpisujemy ten wyjazd w każdy letni grafik
-
15:29
Lokalny sprzęt ratowniczy. Co przygotować na wypadek nagłych wezbrań wody
-
15:04
Zaczarowany Dzień w krakowskim Ogrodzie Botanicznym już w tę sobotę!
-
14:56
Poważne utrudnienia na autostradzie A4 Kraków-Katowice
-
14:38
Szpital w Wadowicach z dużym długiem. Porodówka zostaje, ale będą inne, poważne zmiany
-
14:31
Prawa kobiet nie spadły z nieba. "Nauka sprawia, że chcemy budować mosty, zmieniać światy"