Uniwersytet Trzeciego Wieku jako wspólnota
Przez szesnaście lat kierowania UTW profesor Kazimierz Wiech stworzył coś znacznie większego niż instytucję edukacyjną. Powstała społeczność ludzi ciekawych świata, aktywnych i otwartych na nowe doświadczenia. Jednym z najważniejszych elementów tej działalności były wyjazdy i wycieczki. Profesor sam przygotowywał ich scenariusze, planował trasy, poznawał miejsca, które później pokazywał swoim słuchaczom.
Odkryłem w sobie duszę przewodnicką. Nigdy nie zajmowałem się przewodnictwem wycieczkowym, a tu nagle zacząłem pisać scenariusze wycieczek – mówi prof. Kazimierz Wiech.
Podróże miały jednak znaczenie znacznie głębsze niż tylko poznawcze. Były narzędziem budowania relacji. – "Moją ideą było zawsze integrowanie ludzi i tworzenie atmosfery, która będzie ich przyciągała do uniwersytetu" – dodaje.
Wśród miejsc szczególnie bliskich profesorowi wyjątkową pozycję zajmuje Lwów. Przez lata organizował tam wyjazdy dla słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz innych środowisk senioralnych. Zna Lwów lepiej niż rodzinny Kraków.
Po Krakowie nigdy nie odważyłbym się oprowadzać. Natomiast po Lwowie robiłem to z ogromną przyjemnością – dodaje.
Wojna przerwała tę wieloletnią tradycję, czego profesor bardzo żałuje. Wspomina jednak, że lwowskie wyjazdy należały do najbardziej udanych i najchętniej wspominanych przez uczestników. Drugą wielką miłością podróżniczą profesora jest Rumunia, szczególnie regiony Marmaroszu i Bukowiny. To właśnie tam odnalazł świat przypominający dawne czasy, bo autentyczny, nieprzetworzony przez komercję i turystyczne atrakcje. Zachwycały go tradycyjne metody pracy, wozy ciągnięte przez konie, ręczne zbieranie siana oraz ludowa muzyka, która nie miała nic wspólnego z estradowym folklorem. Do Rumunii wracał wielokrotnie, zabierając kolejne grupy studentów-seniorów. Dla wielu uczestników były to podróże życia.
Został "lekarzem roślin", a później przyszła miłość do owadów
Choć dziś profesor Kazimierz Wiech jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich entomologów, jego droga zawodowa nie była oczywista. Ukończył prestiżowe I Liceum Ogólnokształcące im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie. Spośród kolegów był prawdopodobnie jedynym, który zdecydował się na studia rolnicze. Kluczowe okazało się spotkanie z nauczycielem Leopoldem Winiarskim, który nauczył go szacunku do przyrody i pokazał, jak patrzeć na świat natury. To doświadczenie wpłynęło na całe jego późniejsze życie.
Był to człowiek, który zaszczepił we mnie szacunek do przyrody i otworzył mi oczy na przyrodę. Wspaniałe, przypadkowe spotkanie, zadecydowało o moim życiu, a później o wyborze studiów rolniczych, a później się potoczyło – mówi.
Pracując w Katedrze Ochrony Roślin, profesor nauczył się "czytać z liści". Potrafił rozpoznać stan zdrowia rośliny, określić, czego jej brakuje i jakie sygnały wysyła otoczeniu.
Nauczyłem się patrzeć na rośliny i czytać z liści. Patrząc na roślinę, mogłem powiedzieć, czego jej brakuje, w jakim jest stanie zdrowia i tego uczyłem studentów – mówi.
Entomologia nie była jego pierwszą pasją. Przez długi czas bardziej interesowały go grzyby i choroby roślin. Owady pojawiły się dopiero podczas studiów, gdy jedna z wykładowczyń zauważyła jego wyjątkową zdolność dostrzegania szczegółów. Później trafił pod skrzydła wybitnego specjalisty profesora Smreczyńskiego i zainteresował się ryjkowcami – jedną z największych grup chrząszczy. Tak rozpoczęła się naukowa droga, która uczyniła go jednym z najbardziej cenionych polskich specjalistów w swojej dziedzinie.
Chóry, kabaret i scena
Życie profesora Wiecha trudno zamknąć w jednym zawodzie. Obok nauki od zawsze obecna była muzyka. Śpiewał w licznych chórach, był solistą Akademickiego Chóru Uniwersytetu Jagiellońskiego, a później sam tworzył zespoły. Najpierw powstał Chór Uniwersytetu Rolniczego, który wkrótce będzie świętował 25-lecie działalności. Następnie profesor założył Męski Chór Agricola. Później, już przy Uniwersytecie Trzeciego Wieku, stworzył również chór żeński. Dzięki temu Uniwersytet Rolniczy w Krakowie może pochwalić się trzema działającymi chórami.
Profesor Wiech jest naukowcem, ale sam określa się przede wszystkim jako romantyk. – "Jestem romantykiem, ale zawsze kierowałem się pewnym planem" - podkreśla. Charakterystyczny był również sposób budowania kolejnych inicjatyw. Najpierw tworzył grupę, integrował ludzi, budował atmosferę. Kiedy projekt osiągał dojrzałość i zaczynał żyć własnym życiem, wycofywał się i szukał nowych wyzwań. Tak było z chórami, Dniami Owada, projektami dla młodzieży i wieloma innymi przedsięwzięciami. Do dziś utrzymuje kontakt ze swoimi dawnymi studentami, którzy wspominają wspólne wyprawy i działalność akademicką jako jedne z najważniejszych doświadczeń młodości.