Powiedzmy sobie szczerze. Kiedy ostatnio elektrownia sama z siebie zadzwoniła, albo napisała, żeby oddać nam pieniądze? No właśnie, do nas też nigdy. To co teraz trafia na nasze skrzynki, to ordynarny cyfrowy fejk i pułapka. Eksperci z CERT Polska alarmują o dużej ilości zgłoszeń.
Scenariusz jest prosty jak budowa cepa, ale niestety piekielnie skuteczny. Dostajemy mail z logo PGE, czytamy, że nastąpił błąd techniczny i system naliczył za dużo. Nasze oczy widzą magiczne słowo "zwrot", a mózg natychmiast przełącza się w tryb - o akurat będzie na wyjazd na ostatni weekend maja, albo na duże, dobre lody. Klikamy w link, a tam idealna kopia panelu logowania do PGE. Wszystko się zgadza, nawet kolory. Wpisujemy login, hasło i...kurtyna.
Właśnie oddaliśmy klucze do swojego konta oszustom. Jak się bronić, żeby nas nie odcieli od prądu i od gotówki? Włączamy ograniczone zaufanie. Jeśli mail krzyczy "kliknij szybko", zwolnijmy.
Rozegrajmy to profesjonalnie, czyli po drugie patrzymy na adres. Jeśli w pasku przeglądarki zamiast oficjalnej strony dostawcy widzimy jakieś dziwne łamańce w stylu "pge-zwroty-promocja24.pl" - uciekajmy.
Po trzecie, jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, zalogujmy się na swoje konto PGE, ale przez oficjalną aplikację albo wpisując adres ręcznie. Jeśli faktycznie mają dla nas miliony, tam też będzie ta informacja.
Na koniec zróbmy coś dobrego dla innych. Nie usuwajmy tego maila, tylko prześlijmy go na stronę incydent.cert.pl albo zgłośmy w aplikacji mObywatel. Gdyby taki oszust zaatakował nas sms-em, przekierujmy te wiadomości na darmowy numer 8080.
Popsujmy im ten biznes.