Patrząc na niektóre nagłówki w mediach społecznościowych można by pomyśleć, że w Hamburgu urządzili właśnie takie wielkie ognisko elektrobusów, a szef tamtejszego przewoźnika osobiście przeprasza się z tradycyjnym dieslem. Spokojnie, wyłączmy emocje, bo ta rewolucja wcale się nie zatrzymała.
Te doniesienie nie wzięły się jednak z sufitu. Podawana jest konkretna liczba. Hamburska firma Hochbahn kupuje 150 autobusów spalinowych. Po co tyle tych maszyn? To jest właśnie ten moment, w którym internetowi detektywi krzyknęli - aha, mieliśmy rację, tyle że zapomnieli dodać instrukcję obsługi do tego newsa do końca.
Po pierwsze, Hamburg z niczego nie rezygnuje. Obecnie prawie 40 proc. ich floty to pojazdy bezemisyjne, a do 2031 roku chcą dokupić kolejne 240 elektryków. Te nowe autobusy spalinowe mają jeździć na syntetyczny odpowiednik oleju napędowego dla silników diesla, czyli hydrorafinowany olej roślinny. To jest alternatywa, nie powrót do lat 90.
Skoro prąd jest tak genialny i wszyscy w ten prąd inwestują, Niemcy nagle stracili wiarę w kable i ładowarki? Stracili wiarę w to, że świat zawsze będzie bezpieczny i stabilny. To jest czysty, niemiecki pragmatyzm i tzw. plan B. Chodzi o odporność na sytuacje kryzysowe, np. na wypadek blackoutu, poważnej awarii sieci energetycznej czy zawirowań geopolitycznych.
Gdyby nagle w mieście zabrakło prądu, komunikacja miejska nie może stanąć w miejscu. To po prostu dywersyfikacja ryzyka, a nie kapitulacja. Klasyczne ubezpieczenie na czarną godzinę.
Skąd więc w sieci ta lawina fake newsów o wielkiej kapitulacji? Ktoś to źle zrozumiał, czy to celowe działanie? Jedno i drugie. Autorzy internetowych wpisów użyli zmanipulowanego, doklejonego na główka z niemieckiego dzielnika Die Welt, który w oryginale opisywał po prostu strategię kryzysową miasta.
Zrobiono to klasyczną metodą. Słyszeli, że dzwoni, ale nie wiedzieli, w którym kościele. Podobny numer też wycięto niedawno w Nowym Jorku. Tam też dokupiono parę spalinówek przez wady fabryczne jednej partii elektryków. Sieć od razu ogłosiła koniec ery prądu.
Podsumowując, Hamburg jedzie dalej na prądzie, a plotki o śmierci elektryków są mocno przesadzone.