Nie możemy chyba zacząć inaczej niż od referendum, bo za trzy dni już głosowanie. Pani nadal uważa, będę cytował naszą ostatnią rozmowę sprzed miesiąca, że sama wizja referendum już teraz wpływa negatywnie na funkcjonowanie miasta, oraz ma pani uzasadnione obawy, że efektem zmiany po referendum nie będzie zmiana na lepsze, a mimo to dalej wybiera się pani do głosowania?
- Moje podejście do referendum się nie zmieniło. Wydaje mi się, że jak jesteśmy coraz bliżej niego, jest jedna rzecz rzadko poruszana. Dzisiaj sobie myślałam, że to dobrym moment, żeby to poruszyć. Nie ma sytuacji, w której jakaś decyzja dokonywana przez mieszkanki i mieszkańców jest zła. Są zwolennicy Aleksandra Miszalskiego, którzy pójdą na referendum...
Chociaż jest to jednoznaczne z głosowaniem za jego odwołaniem.
- Z różnych powodów. Są ludzie, którzy nie popierają Konfederacji i Łukasza Gibały, ale na referendum nie pójdą. Musimy wszyscy w Krakowie dobrze sobie przyswoić, że ta decyzja to jest jakiś tam proces decyzyjny, ale to nie jest ważniejsze niż nasze więzi społeczne, rodzinne, towarzyskie. Musimy przestać dać się dzielić na tę plemienność w Krakowie. Jak w procesie decyzyjnym będą wybory, wtedy na pewno nie będziemy skazani tylko na kolesiostwo KO, albo na Konfederację. Wybór będzie większy, na jaki Kraków zasługuje. Teraz każdy musi iść zgodnie ze swoim sumieniem. Nie dajmy się dzielić na dwa plemiona, co być może dzieje się dzięki tej obustronnej kampanii, bardzo brutalnej.
Pani jak zagłosuje, jeśli mogę zapytać?
- Wszyscy powinniśmy wziąć kilka głębokich wdechów. Widać w internecie i w rozmowach na żywo, że wiele osób, którzy się lubią, szanują, podchodzą do siebie z niechęcią i wyrzutem, bo ktoś podejmuje taką, a nie inną decyzję ws. referendum. Zobaczymy, co się wydarzy. To będzie jednak mądra decyzja. Potem to będzie polityków broszka, jak będą wybory.
Dzisiaj o 18:00 na wniosek opozycji ma się odbyć nadzwyczajna sesja krakowskiej Rady Miasta. Ma być między innymi dyskusja o Planie Ogólnym. Pani się spodziewa jakiegoś przełomu na trzy dni przed głosowaniem? Ujawnienia jakichś dokumentów niezwykle ważnych dla Krakowian? O co chodzi? Co się będzie działo?
- Nie spodziewam się żadnego przełomu. Jesteśmy w trudnej sytuacji. Środowisko prezydenta odmówiło wykonania swoich obowiązków. Przed referendum Planu Ogólnego nie pokażą w pełni. Czy będą jakiekolwiek dane? Prezydent Mazur mówił, że być może. Ja bym się chciała mylić, ale mam wrażenie, że w tym trybie to posiedzenie nie da żadnych nowych informacji.
Mówiła pani o brutalnej kampanii z obu stron. Ja odnoszę takie wrażenie, że ze strony prezydenta to jest raczej unikanie ciosów i schodzenie z pola strzału. Próba niedenerwowania nikogo, wycofywania się z decyzji kontrowersyjnych bardziej albo mniej kontrowersyjnych. Czy to jest dobra strategia pani zdaniem? Pytałem już wielokrotnie o to, także panią jak sądzę, ale teraz mam jeszcze konkretny przykład, też zapowiedziany już wcześniej. W sobotę idzie Marsz Równości przez Kraków. W zeszłym roku prezydent Miszalski szedł na czele tego pochodu. W tym roku okazało się, że ma komunię w rodzinie.
- Rozumiem, że obowiązki rodzinne są istotne. Ja bym radziła jednak, żeby przyszedł na Marsz Równości i pokazał solidarność z ludźmi, którzy w dużej mierze na niego głosowali. Ja będę tam. To ważne wydarzenie w życiu miasta. Zaczęło się to od marszów w innej atmosferze niż teraz. Teraz jest bezpieczniej. W stronę demonstrujących nie lecą kamienie. Żadne prawa nie są jednak wywalczone na zawsze. Demonstracja tego, że jako miasto to akceptujemy, jest słuszną tradycją. Jak pan prezydent decydował się raz brać w tym udział, powinien znaleźć znowu miejsce w kalendarzu.
Skoro już mówimy o środowiskach LGBT i o ich święcie, ważna rzecz się dzieje w Polsce teraz, czyli ta transkrypcja małżeństw jednopłciowych zawartych w innych krajach Unii Europejskiej nakazana w Polsce przez TSUE. Na początku, po tym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, premier powiedział, że nikt tam nam nie będzie w Unii narzucał niczego w tej sprawie, ale zmienił zdanie. Dzisiaj Marcin Kierwiński ma ostatecznie podpisać rozporządzenie. Sądy już zarządzają te transkrypcje. Pani zdaniem, tak jak mówi prawica, to jest wprowadzanie tylnymi drzwiami w Polsce małżeństw homoseksualnych?
- Oczywiście nie. Ja bym chciała, żebyśmy mieli jako politycy odwagę wprowadzić równość małżeńską frontowymi drzwiami i uznać równość związków jednopłciowych z tymi – powiedzmy – tradycyjnymi. Wydaje mi się, że ten strach, który wzbudza prawica, nie znajdzie tak szerokiego poklasku w społeczeństwie. Dziwne są deklaracje, że to wstyd przed Zachodem. Związki jednopłciowe to standard w naszym regionie Europy.
W USA też.
- Tak. Nawet partnerzy polityczni Konfederacji… Partia AfD ma na czele szefową w związku jednopłciowym. To obyczajowe wariactwo Konfederacji i straszenie ludzi jest niepoważne. Małżeństwa jednopłciowe zawarte poza granicami, lub nieformalne, wieloletnie związki jednopłciowe w Polsce są od dekad. Wprowadzenie równości małżeńskiej oznacza, że starsze pary jednopłciowe będą mogły zabezpieczyć swoją przyszłość, majątki, wychowanie swoich dzieci. Konfederacja proponuje teraz…
Wyjaśnię, że chodzi o ustawę Konfederacji, która już jest w Sejmie. Projekt ustawy, w którym Konfederacja zakazuje osobom homoseksualnym, pozostającym w związkach jednopłciowych adopcji, ale nie tylko adopcji jako para, ale też przysposobienia drugiego dziecka swojego partnera. To ma być zakazane w prawie. Chciałem zapytać jednak nie o Konfederację, bo wiadomo, jakie Konfederacja ma w tej sprawie poglądy, ale chciałem zapytać o cały Sejm. Czy pani zdaniem Sejm to przyjmie? Kilka dni temu Urszula Nowogórska mówiła w Radiu Kraków, że małżeństwo osób jednopłciowych nie mieści się w jej światopoglądzie, transkrypcja w Polsce aktów małżeńskich zawartych w innych krajach jest z naruszeniem konstytucji. Zatem za takimi przepisami, które „ratują przed adopcją”, to na pewno zagłosuje PSL.
- Wydaje mi się, że trzeba powiedzieć na początku wprost, o co chodzi. Mówimy o sytuacji, w której na przykład kobieta ma dziecko z poprzedniego związku, wstępuje w relację z inną kobietą i normalnie tworzą rodzinę. W tym co proponuje Konfederacja zakaz przysposobienia tego dziecka oznacza, że jak coś się stanie biologicznej mamie, dziecko trafi do domu dziecka, zamiast zostać ze swoją drugą, przybraną mamą. To dziecko zostanie bez opieki. To działanie przeciwko dzieciom. Powiedzmy to otwarcie. Tego nie widzi Konfederacja, PiS i PSL? Mamy zatem duży problem. Politycy, którzy zasiadają w polskim Sejmie, za ważniejsze uznają polityczne narracje niż dobro polskich dzieci. Zagłosowanie przeciwko polskim dzieciom to byłby skandal wobec polskich rodzin, a nie nowych tworów, nie osób, które przyjeżdżają.
W tym projekcie rządowym, który już od wielu, wielu miesięcy jest wałkowany, ultrakonserwatywnym projekcie o statusie osoby najbliższej, nawet nie o związkach partnerskich, też nie ma przysposobień.
- Nie ma. Jak jesteśmy w stanie zrobić krok w przód… W szczególności mówimy np. o osobach starszych już, które stają przed wyborem takim, że np. do rodziny, która wiele dekad temu się ich kompletnie wyrzekła, w tym momencie trafi zachowek po ich śmierci. Jeżeli możemy doprowadzić do sytuacji, w której ułatwione będzie dziedziczenie chociażby mieszkania, w którym ktoś mieszka od wielu dekad, trzeba ten krok w przód zrobić. Ten projekt jest rozczarowujący. To będzie mikro kroczek do przodu jak to wejdzie. Nie będą to kroki milowe.
Pytanie, czy jest sens w ogóle, żeby on wchodził? Skoro mamy tą transkrypcję, wystarczy pojechać parę kilometrów za granicę i tam wziąć ślub.
- Będę szczera. Najlepszym rozwiązaniem jest równość małżeńska, bez trików administracyjnych, dostosowania się do orzeczeń europejskich. Z punktu widzenia interesu rodzin jednopłciowych i polskiego prawa, systemu podatkowego, najlepsza jest równość małżeńska. Dziwię się konserwatystom, że tego nie widzą. Zacietrzewienie, na którym budują się skrajne opcje libertariańskie powodują, że robimy wyrwy w systemie podatkowym.