Izrael europejski odchodzi do przeszłości
Izrael przez dekady był postrzegany jako państwo w dużej mierze europejskie – budowane przez Żydów, którzy przybywali z Europy w dwudziestoleciu międzywojennym, po Zagładzie albo pod wpływem idei syjonistycznej. Ten obraz coraz słabiej opisuje dzisiejszą rzeczywistość.
Nowy Izrael jest państwem ludzi urodzonych już na miejscu, osadzonych w realiach regionu i coraz mocniej kształtowanych przez społeczności Mizrachim, czyli Żydów pochodzących z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Ta „mizrachizacja” wpływa na politykę, język debaty publicznej i sposób, w jaki państwo reaguje na zagrożenia.
Izrael, jaki dotąd znaliśmy, odchodzi do przeszłości
– mówi prof. Sroka.
Dla europejskich elit i mediów część izraelskiej retoryki może brzmieć coraz bardziej obco, a czasem szokująco. Wynika to nie tylko z przesunięcia politycznego na prawo, ale także z głębszej zmiany kulturowej i demograficznej.
Państwo, które się przyjęło
Ta zmiana ma także drugi wymiar. Prof. Sroka podkreśla, że współczesny Izrael nie jest już projektem niepewnym, który dopiero zabiega o uznanie swojego miejsca w regionie. To państwo trwale zakorzenione, silne i liczące się geopolitycznie.
Izrael przyjął się jako państwo. Był, jest i – czy się to komuś podoba, czy nie – będzie
– podkreśla historyk.
Z takim faktem muszą liczyć się również państwa regionu, także te, które przez dekady były Izraelowi nieprzychylne. Zmiana podejścia widoczna jest m.in. w polityce Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, które kalkulują swoje interesy z uwzględnieniem trwałej obecności Izraela na mapie Bliskiego Wschodu.
Krytyka Izraela i antysemityzm 3.0
Silna krytyka Izraela nie zawsze jest antysemityzmem. Prof. Sroka zaznacza jednak, że część tej krytyki przybiera dziś formę, którą nazywa antysemityzmem trzeciej generacji.
Pierwszy antysemityzm wyrastał z pobudek religijnych – w Europie głównie na gruncie chrześcijańskim, a na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej także islamskim. Drugi, nowoczesny, rozwinął się pod koniec XIX wieku wraz ze zmianami społecznymi, narodowymi i politycznymi. To on doprowadził ostatecznie do Zagłady.
Trzecia forma pojawia się w świecie, w którym w wielu europejskich państwach Żydów już prawie nie ma. Wrogość przenosi się więc na Izrael – państwo żydowskie, które często nie odpowiada europejskim wyobrażeniom o tym, jakie powinno być.
Skoro Żydów już tutaj prawie nie ma, ta nienawiść przenosi się na Izrael
– ocenia prof. Sroka.
To nie znaczy, że Izrael nie podlega krytyce. Podlega tak samo jak każde inne państwo. Problem zaczyna się wtedy, gdy krytyka polityki rządu zamienia się w zbiorową wrogość wobec Żydów albo odmawianie państwu izraelskiemu prawa do istnienia.
Kto opuszcza Izrael?
Wyjazdy z Izraela rzeczywiście stały się widocznym zjawiskiem. Według danych przywołanych w rozmowie od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku mogło wyjechać około 150 tysięcy osób. Są to często świeccy Żydzi o wysokich kwalifikacjach: informatycy, programiści, architekci i przedstawiciele innych zawodów wymagających specjalistycznych kompetencji.
To ma znaczenie dla izraelskiej gospodarki i struktury społeczno-zawodowej, ale nie oznacza demograficznego załamania państwa. Izrael liczy dziś ponad 10 milionów mieszkańców i pozostaje społeczeństwem młodym oraz dobrze wykształconym.
Co więcej, równolegle trwa alija, czyli przyjazdy Żydów z całego świata do Izraela. Motywacje są różne: religijne, kulturowe, rodzinne, polityczne, ale także związane z narastającym antysemityzmem w wielu miejscach świata. W 2024 roku do Izraela miało przybyć ponad 30 tysięcy osób, a w 2025 roku ponad 20 tysięcy.
Wyjazdy i przyjazdy częściowo się więc równoważą. Zmienia się jednak skład społeczny państwa.
Rosnąca rola ortodoksów
Najważniejsza zmiana dotyczy rosnącego znaczenia społeczności religijnych. W pierwszych latach państwa Izrael ultraortodoksi stanowili niewielką mniejszość – szacunkowo 2–3 procent społeczeństwa. Dziś odsetek charedim, czyli ultraortodoksów, przekracza 14 procent, a razem z innymi środowiskami ortodoksyjnymi przekracza jedną czwartą społeczeństwa.
To zmienia politykę, rynek pracy i debatę o obowiązkach obywatelskich. Coraz większa presja dotyczy wejścia ortodoksyjnych Żydów na rynek pracy i ich udziału w służbie wojskowej.
Zmiana jest napędzana także demografią. Świecka rodzina żydowska w Izraelu ma średnio kilkoro dzieci, ale w rodzinach ortodoksyjnych liczba ta jest znacznie większa. Efekt po kilkudziesięciu latach istnienia państwa jest oczywisty: bez uwzględnienia środowisk religijnych coraz trudniej wyobrazić sobie stabilny rząd.
Bartov i szklanka do połowy pusta
Jednym z kontekstów rozmowy była książka Omera Bartova „Izrael. Co poszło nie tak?”. To mocna krytyka izraelskiego państwa, społeczeństwa i polityki, zwłaszcza po 7 października 2023 roku.
Prof. Sroka uważa, że książka pokazuje ważny, ale niepełny obraz Izraela. Nie jest fałszywa, lecz jednostronna. Skupia się na tym, co się nie udało, co zawiodło i co budzi moralny sprzeciw.
To książka o szklance do połowy pustej
– ocenia historyk.
Jego zdaniem w analizie Izraela trzeba widzieć także drugą stronę. To państwo o bardzo silnej gospodarce, wysokim poziomie innowacyjności, rozwiniętym sektorze nowych technologii i świetnych uczelniach. Izrael należy do światowej czołówki państw startupowych, a jego uniwersytety zajmują wysokie miejsca w międzynarodowych rankingach.
Jednocześnie sukces gospodarczy nie rozwiązuje wszystkich problemów społecznych. Wysokie koszty życia, izolacja regionalna, drogi import i trudna sytuacja osób wykonujących proste zawody sprawiają, że wiele rodzin ma poważne problemy ekonomiczne.
Arabska część izraelskiego społeczeństwa
W czarno-białych opisach Izraela często ginie sytuacja arabskich obywateli państwa. Stanowią oni ponad 20 procent mieszkańców. Prof. Sroka zwraca uwagę, że wielu Arabów robi kariery w izraelskiej medycynie, administracji, biznesie, a coraz częściej także w wojsku.
Ten obraz nie unieważnia konfliktu izraelsko-palestyńskiego ani tragedii Palestyńczyków w Strefie Gazy. Pokazuje jednak, że izraelska rzeczywistość społeczna jest bardziej złożona niż prosty podział na sprawców i ofiary, Żydów i Arabów, państwo i mniejszość.
Izrael jest jednocześnie państwem wysokich technologii, ostrych konfliktów politycznych, głębokich nierówności, silnej tożsamości narodowej, bolesnej pamięci Zagłady i codziennej koegzystencji grup, które z zewnątrz często postrzegane są wyłącznie przez pryzmat konfliktu.
Język Bliskiego Wschodu i europejskie oburzenie
Najostrzejsze fragmenty książki Bartova dotyczą nastrojów w Izraelu po ataku Hamasu i wypowiedzi, które można odczytywać jako odczłowieczające Palestyńczyków. Prof. Sroka nie usprawiedliwia takiego języka, ale proponuje, by czytać go w szerszym kontekście kulturowym i regionalnym.
Bliskowschodnia retoryka polityczna jest bardziej emocjonalna, symboliczna i obrazowa niż język europejskiej debaty publicznej. Europa przyzwyczaiła się do fact-checkingu, literalnego sprawdzania słów i precyzyjnego mierzenia wypowiedzi. W regionie Bliskiego Wschodu język polityki częściej operuje emocją, gniewem, życzeniem, symbolem i przesadą.
Nie oznacza to, że wszystko wolno powiedzieć. Prof. Sroka zaznacza wyraźnie, że dehumanizujący język nie znajduje usprawiedliwienia.
– „Nie można tak mówić i nie powinno się tak mówić” – podkreśla.
Kontekst 7 października
Ocena izraelskiej reakcji po 7 października wymaga uwzględnienia skali traumy. Atak Hamasu był dla Izraelczyków największym wstrząsem od dekad i wydarzeniem odczytywanym przez wielu w odniesieniu do pamięci Zagłady.
To nie unieważnia prawa do krytyki izraelskiego rządu ani działań wojennych. Pozwala jednak lepiej zrozumieć język gniewu i zemsty, który pojawił się po stronie izraelskiej opinii publicznej i części polityków.
Prof. Sroka zwraca uwagę, że niektóre cytaty funkcjonujące w debacie publicznej bywają wyjmowane z kontekstu. Przykładem mają być wypowiedzi izraelskich polityków odnoszące się nie do Palestyńczyków jako narodu, lecz do terrorystów odpowiedzialnych za mordy z 7 października.
To rozróżnienie nie znosi odpowiedzialności za słowa, ale ma znaczenie dla rzetelnej oceny.
Izrael można krytykować jak każde inne państwo
Najważniejsza granica przebiega między krytyką państwa, rządu i konkretnych działań a zbiorową wrogością wobec Żydów. Izrael nie jest państwem poza krytyką. Można i trzeba oceniać jego politykę, zwłaszcza gdy dotyczy wojny, okupacji, przemocy, ofiar cywilnych czy tragedii Palestyńczyków.
Jednocześnie krytyka ta wymaga precyzji. Nie powinna zamieniać się w przeniesienie dawnych antyżydowskich schematów na państwo Izrael ani w odmowę zrozumienia złożoności społeczeństwa, które jest jednocześnie świeckie i religijne, europejskie i bliskowschodnie, żydowskie i arabskie, liberalne i nacjonalistyczne.
Izrael, który znaliśmy, odchodzi do przeszłości. Nowy Izrael jest trudniejszy do opisania, bardziej regionalny, bardziej religijny, bardziej prawicowy i coraz mniej podobny do europejskiego wyobrażenia o państwie żydowskim. To właśnie ta zmiana – bardziej niż same statystyki emigracyjne – wydaje się kluczem do zrozumienia dzisiejszych napięć.