Adam Mirek: „Nie bójmy się mówić, że czegoś nie wiemy”
Dzieci reagują na jego książki entuzjazmem, dorośli czasem z niedowierzaniem. „Bebechy”, „Glutologia” czy „Coś tu śmierdzi” już samymi tytułami pokazują, że nauka może być zabawna, zaskakująca i bardzo bliska codzienności. Adam Mirek jest gościem Wioletty Gawlik.
– Czasem rzeczywiście zdarza się, że dzieci mówią „wow”, a dorośli reagują „fuj” – przyznał Adam Mirek. – Zwłaszcza kiedy widzą tytuły moich książek. Ale dzieci bardzo szybko odkrywają, że za tymi trochę prowokacyjnymi hasłami kryje się opowieść, humor i nauka.
Autor podkreśla, że podczas spotkań z najmłodszymi stara się unikać szkolnego tonu. Nauka ma być przede wszystkim przygodą.
– Nie chodzi tylko o przekazanie wiedzy. Chodzi o to, żeby dziecko poczuło, że nauka jest czymś ciekawym, że dotyczy jego życia i że może zadawać pytania.
Od glutów do układu odpornościowego
Tematy książek Adama Mirka często wyrastają z codziennych doświadczeń. Zamiast zaczynać od definicji i trudnych pojęć, autor wychodzi od tego, co dzieci znają.
– Każdy z nas ma ciało i każdy kiedyś zastanawiał się, dlaczego glut czasem jest zielony. To jest świetny punkt wyjścia do rozmowy o układzie odpornościowym, bakteriach i tym, co dzieje się w naszym organizmie – tłumaczył.
Podobnie jest z chemią. Autor nie zaczyna od szkolnych wzorów i definicji, ale od zagadek, które można zauważyć w domu.
– Nie piszę o dziesięciu sposobach otrzymywania soli, bo to jest wiedza, która często odstrasza. Wolę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego po zbyt długim gotowaniu jajka wokół żółtka pojawia się sinozielona obwódka. A wtedy można już opowiedzieć o siarczku żelaza i o chemii, która dzieje się wokół nas.
Naukowiec, który został autorem książek dla dzieci
Droga Adama Mirka do literatury rozpoczęła się od popularyzacji nauki w internecie. Jako doktor inżynier związany z inżynierią biomedyczną i chemią chciał dzielić się swoją pasją.
– Na początku nie miałem wielkiej misji. Po prostu chciałem opowiadać o nauce, bo sam bardzo ją lubię. Dopiero później zobaczyłem, jak duża jest potrzeba takiego sposobu mówienia o nauce – mówił.
Pierwsza książka – „Bebechy” – była dla niego eksperymentem. Sukces publikacji pokazał, że trudne tematy można przedstawiać najmłodszym w sposób atrakcyjny i zrozumiały.
– Okazało się, że potrafię pisać dla dzieci i że jest ogromne zapotrzebowanie na takie książki.
Nauka potrzebuje emocji i dobrej historii
Adam Mirek przyznaje, że popularyzator nauki musi być trochę showmanem. Zwłaszcza kiedy spotyka się z dziećmi.
– Sama wiedza nie wystarczy. Jeśli chcemy zainteresować osoby, które wcześniej nie interesowały się nauką, musimy opowiadać w sposób angażujący.
Dlatego w najnowszej książce autor sięgnął po zupełnie nową formę – powieść detektywistyczną.
W książce „Ktoś tu kręci” nauka łączy się z zagadką kryminalną. Bohaterowie próbują odnaleźć porwaną kurę Kokoriko, a po drodze rozwiązują zagadki związane z chemią.
– Chciałem sprawdzić, czy można napisać powieść detektywistyczno-naukową dla najmłodszych. Kryminał ma dobrą opinię, chemia trochę gorszą, więc pomyślałem, że można połączyć te dwa światy.
Baśń o śnie i kolejna naukowa przygoda
Autor zdradził również swoje dalsze plany. Jego kolejna książka ma dotyczyć snu.
– Będzie o spaniu, snach, kulturze związanej ze snem, historii snu i higienie snu. A forma będzie zupełnie inna – chciałbym, żeby była to baśń.
„Nie wiem” może być początkiem przygody
Najważniejszym przesłaniem książek Adama Mirka jest przekonanie, że nauka jest dostępna dla każdego.
– Nauka jest wszędzie i jest dla każdego. Nie bójmy się zadawać pytań, ale też nie bójmy się powiedzieć, że czegoś nie wiemy. To nie jest koniec rozmowy. To jest początek wielkiej przygody, żeby się tego dowiedzieć.
Bo właśnie ciekawość – zdaniem autora – jest pierwszym krokiem do poznawania świata.